Elita kenijskich i etiopskich biegaczy na dopingu?

zobacz zdjęcia » 565940845
 fot. Olivier Morin  /  źródło: AFP
Maciej Petruczenko 08-07-2017 | 23:00

Autor:

Hakerzy z grupy Fancy Bears poznali tajemnice światowych władz lekkoatletyki i teraz stopniowo je ujawniają. Działacze mają podejrzenia o dopingowe praktyki w odniesieniu do wielu gwiazd, są też pewni niektórych oszustw (np. Helah Kiprop, wicemistrzyni z Rio w maratonie). Niewiele z tym jednak robią.

Przecieki informacyjne z elektronicznego archiwum międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) w Monako stawiają w kręgu podejrzeń o doping między innymi sławnych reprezentantów Kenii – trzykrotnego mistrza świata w biegu na 1500 m Asbela Kipropa i mistrza świata w rzucie oszczepem Juliusa Yego.

Wyciągnięte z sekretnych zapisków na światło dzienne przez (najprawdopodobniej rosyjskich) hakerów poufne informacje wskazują, że przewagi czterokrotnego mistrza olimpijskiego i pięciokrotnego mistrza świata w biegach długich Brytyjczyka Mo Faraha, a także prominentnych lekkoatletów Kenii, Etiopii, Turcji, Holandii i USA mogą mieć swoje źródło w niedozwolonym wspomaganiu.

Paszport prawdę powie?

A podejrzenie jest związane z konotacjami paszportu biologicznego całego szeregu czempionów. Jeśli chodzi o Kenijczyków, których już wcześniej skompromitowała dopingowa wpadka triumfatorki World Marathon Majors – Rity Jeptoo czy mistrzyni olimpijskiej w maratonie Jemimy Sumgong, to perspektywa ukarania Asbela Kipropa i Juliusa Yego byłaby kolejnym ciosem zadanym światowej lekkoatletyce. Kiprop (rekord 3:26.69 na 1500 m i 1.43,15 na 800 m), mistrz olimpijski 2008 na tym pierwszym dystansie, szósty na igrzyskach w Rio de Janeiro,  dziwnym trafem już w roku ubiegłym przestał być dominatorem. To samo dotyczy Yego, który do  wielkich wyników i tytułu mistrza świata 2015 w Pekinie oraz wicemistrza olimpijskiego w Rio doszedł dzięki szkoleniowej pomocy Finów, a niemal cały ubiegły sezon rzucał niewiele lepiej niż polscy oszczepnicy. W 2015 Julius dwa razy rzucił ponad 90 metrów (91,39 w Birmingham i 92,72 na MŚ w Pekinie), by w Rio machnąć 88,24, a niedawno w Nairobi wygrać mistrzostwa Kenii rezultatem 87,97. Czy sukcesy tego pierwszego sławnego miotacza kenijskiego mają jakiś niezdrowy podtekst? Przekonamy się pewnie po jakimś czasie.

 

Według hakerów, działacze IAAF są przekonani, że doping stosowała m.in. wicemistrzyni olimpijska Helah Kiprop, która w 2016 r. wygrała też maraton w Tokio

 

Hakerzy z grupy Fancy Bears wymienili w grupie podejrzanych o doping Kenijczyków również: Janeth Jepkosgei – mistrzynię świata na 800 m w 2007 roku; Helah Kiprop, ubiegłoroczną wicemistrzynię olimpijską w maratonie (rekord 2:21.27); Silasa Kiplagata – wicemistrza świata 2011 na 1500 m; Williama Tanui Biwotta (Ilhama Tanui Özbilena) – reprezentującego od 2011 roku Turcję, halowego wicemistrza świata na 1500 m w 2012 r.; Geoffreya Mutai’a (zwycięzcę Maratonu Bostońskiego 2011 – 2:03.02), Mathew Kisorio (12.57,83 na 5000 m, 26.54,25 na 10 000 m, 2:06.33 w maratonie) – już dyskwalifikowanego za doping oraz Wilsona Kwambai’a Chebeta (2:05.27 w maratonie).

Długa lista podejrzanych gwiazd

Co ciekawe, na liście podejrzanych znaleźli się również była rekordzistka świata na 5000 m Etiopka Meseret Defar i jej rodaczka, od 2013 r. reprezentująca Holandię Sifan Hassan, w 2016 r. halowa mistrzyni globu na 1500 m. Jest też amerykański długodystansowiec, treningowy partner Faraha ze stajni Alberto Salazara w Portland – wicemistrz olimpijski 2012 na 10 000 m Galen Rupp (na igrzyskach 2016 brązowy medalista maratonu) i jego nieco mniej sławny rodak, wicemistrz olimpijski na 3000 metrów z przeszkodami – Evan Jager.

Przy nazwiskach Asbel Kiprop i Julius Yego hakerzy znaleźli notatkę: „podejrzenie dopingu, potrzebne dalsze informacje”, a Helah Kiprop jest otwarcie pomówiona o doping.

Wymienieni przez Fancy Bears, w tym mieszkający w Londynie Asbel Kiprop i Julius Yego stanowczo odpierają oskarżenia o stosowanie niedozwolonych środków.  Jednak już samo podejrzenie, któremu wyraz dali eksperci IAAF w swoich tajnych zapiskach, nie wystawia sławnym lekkoatletom najlepszego świadectwa. A przy okazji opinia publiczna zaczyna nabierać przekonania, że o wydaniu ostatecznego werdyktu w sprawach dopingowych może decydować nie tyle litera odpowiednich przepisów, co preferencje polityczne. Decyzje podejmowane przez IAAF, MKOl, a także przez Trybunał Arbitrażowy do spraw Sportu w Lozannie – były już wiele razy tego potwierdzeniem.