Rwa kulszowa kocha jesienne dni

Więcej na temat:bieganie, kontuzje, rwa kulszowa, urazy
Nerw kulszowy potrafi czasem mocno dać się we znaki
 źródło: Thinkstock
31-08-2017 | 21:37

Autor: Dr Michał Sutkowski

Nadchodzą jesienne treningi i starty, ale też chłodne, wilgotne dni. Rwa kulszowa kocha takie chwile, szczególnie gdy nie ubierzemy się właściwie i narazimy okolicę lędźwiową na chłód, wiatr czy deszcz.

Nerw kulszowy to najpotężniejszy nerw naszego ciała, oplatający całą stopę, goleń i grupę tylną mięśni uda.  Gruby na ponad pół centymetra i szeroki na 1,5 cm tworzy pasmo odchodzące od wszystkich nerwów tworzących splot krzyżowy. Wychodzi on z miednicy mniejszej przez otwór podgruszkowaty i po wyjściu spod brzegu mięśnia pośladkowego wielkiego, leży płytko pod powięzią. Dlaczego nas ta anatomia ma interesować? Właśnie w tym miejscu, zaraz pod pośladkiem, leżąc blisko skóry, narażony on jest na jesienny chłód, deszcz i wiatr. Podrażniony potrafi nam bardzo dokuczyć bólem nogi i pleców (choć pleców nie zawsze), drętwieniem idącym w dół po tylnej części uda, niemożnością, nie tylko wyjścia na trening ale chodzenia, czy przekręcenia się na łóżku. Co więcej, ze względu na to, że nerw kulszowy przebiega przez okolicę stawu biodrowego i kolanowego przy ruchach kończyn zmienia się stan jego napięcia. Napinamy go, w czasie nawet krótkiego biegu, tysiące razy zginając staw biodrowy przy wyprostowanym stawie kolanowym. Jeżeli odwrotnie mamy wyprostowane udo a zgięte kolano, to nie jest on napięty i jest to dla niego pozycja spoczynkowa! Leżąc tak wypoczywamy i tak powinniśmy odpoczywać po biegu szczególnie intensywnym (WB2, BNP, czy długie wybieganie). Jeśli mamy często bóle pleców, dyskopatię, zmiany zwyrodnieniowe czy skrzywienie kręgosłupa to tym bardziej!

Musimy też sobie uświadomić jak dopadną nas początki takiego bólu, że rwa kulszowa zależy także często właśnie od zmian które mamy w kręgosłupie lędźwiowym – w związku z kompresją korzeni nerwowych spowodowaną wypadnięciem krążka międzykręgowego lub, co gorsza, guzem wewnątrz rdzeniowym czy inną stenozą kanału kręgowego, kręgozmykiem itd. Dlatego musimy w pierwszej kolejności iść do lekarza, a nie do różnej maści nastawiaczy i kręgarzy. Ostrzegam przed tak rozpowszechnionym w naszych warunkach sposobem leczenia, który prędzej czy później kończy się katastrofą, a często zabiegiem operacyjnym. Trzeba wykonać badania dodatkowe radiologiczne, tomografię , rezonans magnetyczny, USG itd. Trzeba często potem iść na fachową (!) rehabilitację, leczyć schorzenie lekami, przywrócić właściwą postawę ciała, zmniejszyć otyłość (o ile ją mamy), wzmocnić mięśnie brzucha i przykręgosłupowe. Także nieraz zmienić łóżko, krzesło w naszej pracy itd. itd. Gdy wyczerpią się te zachowawcze możliwości lub od początku problem jest bardzo duży może być wymagana dekompresyjna laminektomia na kliku poziomach, a operacja to już zupełnie nic przyjemnego.

Uważajmy więc na chłody ubierając się adekwatnie i wcale nie za grubo na bieg. Pamiętajmy o założeniu w czasie przerwy i po treningu dresu, ciepłej, suchej koszulki dłuższej niż nasza biegowa. Pamiętajmy o rozgrzewce przed oraz gimnastyce siłowej, rozciągającej po treningu i o ćwiczeniach które w domu możemy wykonać aby uniknąć tej bolesnej choroby.

Do zobaczenia na jesiennych startach.

* autor, dr Michał Sutkowski, jest specjalistą medycyny rodzinnej, prezesem Stowarzyszenia Warszawskich Lekarzy Rodzinnych i maratończykiem z ponad 30-letnim stażem