Marcin Chabowski wygrał biegnąc 14 km ze złamaną kością

zobacz zdjęcia » Marcin Chabowski
 fot. BMW Półmaraton Praski  /  źródło: Materiały prasowe
06-09-2017 | 19:51

Autor: Tomasz Łyżwiński

To już jest koniec sezonu dla Marcina Chabowskiego. Czołowy polski długodystansowiec wygrał 4. edycję BMW Półmaratonu Praskiego, ale doznał poważnej kontuzji.

Biegacz z Wejherowa od początku tego roku przeżywał sportowe wzloty i upadki. Stracił pierwszą część sezonu przez kłopoty z rwą kulszową.

– Zmagałem się z tą dolegliwością aż do czerwca, ale nie ma już po niej śladu i wierzę, że forma teraz będzie już tylko rosła – mówił po wygraniu w sobotę (2.09) BMW Półmaratonu Praskiego, jednocześnie... okładając lodem spuchniętą po biegu prawą stopę.

Wtedy jeszcze był dobrej myśli, bo choć odczuwał ból, to uraz nie wydawał się bardzo groźny. Badania przeprowadzone pod okiem doktora Jacka Jaroszewskiego opiekującego się piłkarzami reprezentacji, nie pozostawiły jednak żadnych złudzeń. Biegacz doznał złamania drugiej kości śródstopia.

– Ból poczułem na 7. kilometrze. Gdybym wtedy wiedział, co się stało na pewno zszedłbym z trasy i nie kusił losu. Czasami podczas rywalizacji pojawiają się bóle potem mijają i nie ma po nich śladu. Przez chwilę łudziłem się, że tak będzie i tym razem. Okazało się potem, że nawet gdyby od razu zrezygnował z biegu, to nie ograniczyłoby to i tak już skali kontuzji. Dalszy bieg wiązał się jedynie z ryzykiem, że dojdzie do przemieszczenia uszkodzonej kości. Wtedy potrzebna byłaby operacja. Na szczęścia tak się nie stało – mówi Chabowski.

 

 RTG stopy biegacza nie pozostawił wątpliwości

 

Czwarty zawodnik ostatnich mistrzostw Europy na dystansie półmaratońskim będzie pauzował przez 3 miesiące. Sześc tygodni zajmie zrastanie się kości, potem jeszcze delikatne obciążanie stawu i rehabilitacja.

– Tego okresu nie da się skrócić. Rozmawiałem z kilkoma różnymi lekarzami i wszyscy byli zgodni, że przerwa musi potrwać około 3 miesięcy – mówi biegacz.

Wielokrotny mistrz Polski na  długich dystansach, nie kryje rozżalenia, tym bardziej, że jesień zapowiadała się dla niego rewelacyjnie. W Gdańsku został mistrzem kraju, wygrywając zdecydowanie bieg na 10 km. W Warszawie na półmaratonie praskim, prawdopodobnie uzyskałby wynik w okolicach swojej życiówki (1:02.26). Planach miał jeszcze dwa najważniejsze starty – w październiku maraton w Poznaniu oraz na początku listopada Wojskowe Mistrzostwa Świata w przełajach.

– Program treningowy był realizowany precyzyjnie, a wyniki na zawodach pokazywały, że wszystko idzie w jak najlepszym kierunku. Chciałem w tym roku wygrzebać się z wszystkich kontuzji i osiągnąć rezultaty zbliżone do moich życiówek, a w przyszłym sezonie wykonać kolejny krok do przodu i biegać jeszcze szybciej. Teraz te zamierzenia trzeba będzie znów przesunąć w czasie. W sporcie nie wszystko da się przewidzieć i tak właśnie jest z moją kontuzją. Wcześniej nie było żadnych, choćby najmniejszych, przesłanek, które mogłyby wskazywać, że z moją stopą może stać się coś złego. Trudno w takiej sytuacji mieć sobie coś do zarzucenia. Nie poddaję się jednak i będę walczył dalej – kończy Marcin Chabowski.