W Londynie będą „zaległe” dekoracje, po odebraniu medali dopingowiczom

zobacz zdjęcia » Jessica Ennis-Hill
 fot. Adrian DENNIS  /  źródło: AFP
Maciej Petruczenko 27-07-2017 | 10:35

Autor:

IAAF ogłosiła listę lekkoatletów i lekkoatletek, którym podczas mistrzostw świata w Londynie zostaną ceremonialnie wręczone właściwe medale z poprzednich czempionatów, należne po zdyskwalifikowaniu rywali za doping.

Szczególną satysfakcję będą miały reprezentantki Stanów Zjednoczonych w sztafecie 4 x 400 m (Jessica Beard, Natasha Hastings, Ashley Spencer, Francena McCorory) i brytyjska siedmioboistka Jessica Ennis-Hill, bowiem w obydwu wypadkach, tuż przed rozpoczęciem kolejnego dnia tegorocznych zawodów na londyńskim Stadionie Olimpijskim, zostaną wręczone złote medale przy odegraniu hymnów narodowych. Amerykanki zostaną ozłocone w związku z dyskwalifikacją sztafety Rosjanek (Julia Guszczyna, Tatiana Firowa, Ksenia Ryżowa, Antonina Kriwoszapka), która wprawdzie zwyciężyła na MŚ 2013 w Moskwie, ale  Kriwoszapkę przyłapano ex post na stosowaniu niedozwolonego wspomagania. Mającej jamajskie korzenie Jessice Ennis-Hill dostanie się złoty medal MŚ 2011 w Daegu, gdzie Brytyjka przegrała z inną rosyjską koksiarą – Tatianą Czernową.

W gronie dekorowanych na nowo znajdzie się też inna reprezentantka Wielkiej Brytanii, mająca dla odmiany nigeryjskie korzenie Christine Ohuruogu, która chlubi się tytułami mistrzyni olimpijskiej 2008 oraz mistrzyni świata 2007 i 2013, ale ma też w życiorysie plamę w postaci rocznej dyskwalifikacji za unikanie kontroli antydopingowej (od 6 sierpnia 2006 do 5 sierpnia 2007). Ohuruogu – wraz z Lee McConnell, Vicki Barr i Nicolą Sanders – otrzyma w Londynie brązowy medal za sztafetę 4 x 400 m na MŚ 2009 w Berlinie, gdzie na trzecim miejscu przybiegły do mety Rosjanki (Anastazja Kapaczyńska, Firowa, Ludmiła Litwinowa i wspomniana Kriwoszapka).

A gdzie złoto dla Polki?

O dziwo, na liście przewidzianych do ponownej dekoracji nie ma naszej supergwiazdy – absolutnej królowej rzutu młotem Anity Włodarczyk, której przecież należy się złoto MŚ 2013 w Moskwie, gdzie Polka (78,46) przegrała z Rosjanką Tatianą Łysienko (obecnie Biełoborodową) – 78,80. Tatiana już wtedy miała za sobą dwuletnią dyskwalifikację za doping (2007-2009), jednak ponowne analizy jej próbek wykazały dodatkowo, że startując na koksie modnym jeszcze w czasach NRD (turinabol), zdobyła najpierw srebro MŚ 2005 w Helsinkach, a potem złoto Igrzysk Olimpijskich 2012 w Londynie. Powinna być zatem  dużo wcześniej zdyskwalifikowana dożywotnio, a jej występ w Moskwie był po prostu niedopuszczalny. MKOl już ogłosił, że złoty medal z Londynu 2012 trafia do rąk Anity, która była wtedy druga za Tatianą. Dlaczego więc IAAF zwleka z relokacją złota moskiewskich MŚ, do diabła? Przecież już tylko olimpijska wpadka dopingowa Łysienko była wystarczającym powodem niedopuszczenia jej do moskiewskiego czempionatu 2013, a wtedy – jak wiadomo – bezkarność zapewniał Rosjanom ówczesny prezydent IAAF Senegalczyk Lamine Diack, który za tę „ochronę” brał łapówki idące w miliony dolarów.

 

 Natasha Hastings będzie mogła w Londynie odebrać złoty medal i wysłuchać amerykańskiego hymnu, bo w 2013 roku została oszukana przez Rosjanki podczas biegu sztafetowego 4 x 400 m na mistrzostwach świata w Moskwie.

 

Na tegorocznych mistrzostwach należałoby zapewnić naszej rekordzistce świata nawet podwójną dekorację, wręczając złote medale i za MŚ 2013 i za IO 2012, bo z pewnością na rozpoczynającym się 4 sierpnia londyńskim szczycie lekkoatletycznym pojawi się prezydent MKOl Thomas Bach, który wraz z lordem Coe’m mógłby przeprosić Anitę za dotychczasowe despekty. A już Mazurka Dąbrowskiego wystarczyłoby odegrać tylko raz.

O naszych czterystumetrowcach też kiedyś zapomnieli...

Nowy prezydent IAAF Sebastian Coe zadbał o to, żeby uhonorować pokrzywdzone wcześniej swoje rodaczki, a o Polce jakby zapomniał. Trochę to przypomina sytuację, w jakiej znaleźli się nasi czterystumetrowcy (Tomasz Czubak, Robert Maćkowiak, Jacek Bocian i Piotr Haczek), którym należało się złoto MŚ 1999 w Sewilli – po zdyskwalifikowaniu amerykańskiej sztafety 4 x 400 m w związku z dopingową wpadką Antonio Pettigrew. Na oficjalne przyznanie im tytułu mistrzowskiego musieli jednak – mimo licznych interwencji –  czekać latami.

Na skutek opieszałości działania IAAF Anita Włodarczyk wciąż nie ma właściwego bilansu w oficjalnych zestawieniach statystycznych, a przecież jest faktycznie trzykrotną mistrzynią świata (Berlin 2009, Moskwa 2013, Pekin 2015) i dwukrotną mistrzynią olimpijską (Londyn 2012, Rio de Janeiro 2016). Czy naprawdę nie można byłoby tego ogłosić za parę dni w Londynie – urbi et orbi?