Trzecia płeć w klasyfikacjach lekkoatletów? Ruszył program pilotażowy

zobacz zdjęcia » EN_01044458_0452
 fot. JOHANNES EISELE  /  źródło: AFP/East News
01-11-2017 | 18:31

Autor:

Światowe władze lekkiej atletyki wciąż głowią się jak uniknąć wypaczania wyników żeńskiej rywalizacji z udziałem kobiet o zbyt wysokim poziomie męskich hormonów w organizmie. Jedno z rozwiązań już testują w Szkocji.

Coraz większa liczba biegaczek przejawiających cechy męskie w światowej czołówce sprawia, że nad problemem nie można przejść już do porządku dziennego. Spektakularnym przykładem takiej sytuacji był olimpijski finał biegu na 800 metrów w Rio. Trzy pierwsze miejsca zajęły zawodniczki, które już na pierwszy rzut oka, mają w sobie ponadprzeciętnie wiele hormonów męskich (Caster Semenya, Francine Niyonsaba i Margaret Wambui). Nawiązanie z nimi walki dla innych biegaczek jest niemal niemożliwe, stąd zrozumiałe były na olimpijskiej bieżni łzy bezsilności czwartej na mecie Kanadyjski Melissy Bishop czy piątej – Joanny Jóźwik. Takie przypadki zdarzają się od lat, a wśród wątpliwych rekordzistek jest też polska gwiazda sprintu lat 30. – Stanisława Walasiewicz.

Mając na uwadze te dylematy Szkocki Związek Lekkoatletyczny zaproponował wprowadzenie „trzeciej” płci w oficjalnych klasyfikacjach zawodów. Pomysł ten trafił już do Brytyjskiego Związku Lekkoatletycznego i ma zostać ujęty w oficjalnych regulaminach na 2018 rok. Na razie, na próbę, zasadami tymi zostały objęte dwa biegi w Szkocji.

– Inicjatywa wywodzi się od członków naszej federacji i jest wyjściem naprzeciw zgłaszanym ludzkim potrzebom. To może pomóc rozwiązać kłopot nie tylko w brytyjskiej ale i światowej lekkiej atletyce. Nie jest to wymierzone w Caster Semenyę, ale chodzi o wspieranie naszej rodzimej lekkoatletyki i promowanie standardów równości – tłumaczy szef szkockiej federacji Mark Munro.

Szkoci dwukrotnie w tym roku w imprezach biegowych uwzględniali „trzecią” płeć. Było to podczas czerwcowego Pride Run W Edynburgu oraz w ostatnią niedzielę października w Jedburgh 10K. W tych pierwszych zawodach na listę osób hiperandrogenicznych zapisało się 60 osób (dane z drugiego biegu nie są jeszcze znane).

 

Obsada podium biegu na 800 metrów pań wzbudziło w Rio wiele kontrowersji

 

To oczywiście nie załatwia sprawy na szczytach profesjonalnej lekkoatletyki, ale jest krokiem w dobrym kierunku. Władze Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) od dawna starają się rozwiązać problem, ale na razie bez skutku. Próba odgórnego narzucenia hiperandrogenicznym kobietom zbijania wysokiego poziomu testosteronu sposobami medycznymi, została zablokowana w sądzie. Trybunał Arbitrażowy do spraw Sportu w Lozannie uznał nie nie ma wystarczających dowodów na bezpośrednią zależność między wysokim poziomem męskich hormonów a uzyskiwanymi wynikami.

Prezydent IAAF Sebastian Coe, po najnowszych analizach (wykazujących, zdaniem działaczy, związki między hiperandrogenizmem a wynikami), zamierza znowu walczyć w sądzie z tymi niezwykłymi przypadkami. Nie zaszkodzi jednak szukać innych rozwiązania problemu, dlatego na szkockie inicjatywy, włodarze światowej lekkiej atletyki również patrzą  przychylnym okiem.