Salazar będzie drugim Armstrongiem?

zobacz zdjęcia »  Alberto Salazar
 źródło: AFP/East News
20-05-2017 | 23:12

Autor:

Niebawem w Stanach Zjednoczonych, może lec w gruzach kolejna sportowa legenda. Po kolarskim dopingowiczu Lance Armstrongu, śledczy dobierają się do skóry dawnemu świetnemu maratończykowi, a obecnie trenerowi gwiazd – Alberto Salazarowi. Nie mają wątpliwości, że szkoleniowiec m.in. Mo Faraha i Galena Ruppa, świadomie łamał antydopingowe przepisy.

„The New York Times” ujawnił kolejne fragmenty z 269-stronicowego raportu Amerykańskiej Agencji Antydopingowej (USADA), które jednoznacznie wskazują, że przedstawiciele tej organizacji uważają Salazara za oszusta. Wcześniej część tych dokumentów przedstawił londyński „The Times”. Sprawą zajmowali się także dziennikarze BBC oraz serwisu internetowego ProPublica.

Urodzony na Kubie amerykański szkoleniowiec odmówił współpracy z USADA, co tylko pogorszyło jego sprawę. Na śledczych za oceanem zwykle takie zachowanie działa jak płachta na byka. Podobnie rzecz się miała kilka lat temu ze słynnym kolarskim dopingowiczem Lance'em Armstrongiem. Zawodnik, który 7-krotnie był pierwszy w Tour de France konsekwentnie zaprzeczał jakimkolwiek zarzutom, jednocześnie pozywając do sądku każdego, kto oskarżył go o doping. Przedstawiciele USADA, którzy w większości mieli za sobą wieloletnią pracę w agencjach rządowych (FBI itp), cierpliwie zbierali wszelkie poszlaki, analizowali korespondencję mailową sportowca i przesłuchiwali kolejnych świadków, aż w końcu skutecznie przyparli Armstronga do muru. Oszust odmówił składania zeznań pod przysięgą, a w końcu przyznał się do łamania sportowych reguł.

Balansowanie na granicy antydopingu

Wszystko wskazuje na to, że w przypadku Alberto Salazara realizowana jest podobna strategia. Sam zainteresowany ogranicza się jedynie do wydawania sporadycznych oświadczeń, jednak coraz więcej mówią jego dawni podopieczni. Ponieważ ich zeznania składane są pod przysięgą trudno się spodziewać, by kłamali.

Sportowców, którzy współpracowali z Salazarem jest sporo, bo kieruje on Nike Oregon Project – przedsięwzięciem finansowanym przez Nike, którego celem jest doprowadzanie do najwyższego światowego poziomu, (głównie amerykańskich) biegaczy długodystansowych. Każdy sportowiec będący elementem tego teamu ma zapewnioną wszelką opiekę i możliwość rozwoju, ale jest też poddany ogromnej presji. O tym, kto trafi do Nike Oregon Project (ew. z niego wyleci) decyduje Salazar, dlatego raczej nie ma takich, którzy nie stosują się do jego poleceń.

Z opowieści sportowców oraz ustaleń śledczych, wynika, że amerykański szkoleniowiec przyjął taktykę, którą krótko określić można balansowaniem na granicy antydopingu. Stara się on wykorzystywać dopuszczalne, w ściśle określonych sytuacjach, metody wspomagania organizmu, często naginając przy tym przepisy.

Przykładem przedstawionym w raporcie USADA może być przypadek Dathana Ritzenheina. Reprezentant USA zeznał, że w czerwcu 2010 roku „rozpoczął wspomaganie małymi dawkami testosteronu”. Biegacz przeszedł badania laboratoryjne, które wykazały, że z jego układem hormonalnym jest wszystko w porządku, mimo to został skierowany przez Salazara do znajomego endokrynologa. Lekarz, przekonany ponoć o tym, że niektóre leki na niedoczynność tarczycy poprawiają parametry organizmu, zaaplikował taką kurację zdrowemu biegaczowi. Dla Salazara bowiem ważne było dobre przygotowanie zawodnika do najbliższych zawodów, „zamiast tego co najlepsze dla mojego zdrowia” – zeznawał Ritzenhein. Efekt był taki, że po jakimś czasie biegacz zaczął się gorzej czuć.

Złoty środek L-karnityna

Kolejnym działaniem Salazara, które zwróciło uwagę śledczych z USADA, był sposób korzystania z L-karnityny. Środek, który usprawnia wykorzystywanie tłuszczu jako źródła energii w organizmie (ważne w sportach wytrzymałościowych) nie jest zabroniony, ale wprowadzanie go dożylnie musi odbywać się według ściśle określonych zasad. Według antydopingowych działaczy, te zasady amerykański trener mógł złamać.

Wszystko zaczęło się w styczniu 2011 roku, kiedy to Salazarowi wpadły w ręce wyniki badań przeprowadzonych na Uniwersytecie w Nottingham. Wynikało z nich, że L-karnityna może mieć wpływ na poprawę wyników w biegach długodystansowych. Po konsultacji z angielskimi naukowcami szkoleniowiec dowiedział się, że na rynek ma trafić napój zawierający tę substancję. Salazar zaczął go intensywnie stosować u swoich biegaczy (w tajemnicy przed konkurencją), ale był jeden problem. Na efekty takiej kuracji trzeba było czekać ok. pół roku, a trener gwiazd nie miał na to czasu, bo igrzyska w Londynie zbliżały się wielkimi krokami. Zwrócił się więc znów do naukowców z Nottingham z pytaniem o szybszy sposób. Anglicy opracowali nową metodę. Odpowiednia dawka L-karnityny mogła być wprowadzona dożylnie, a cały zabieg miał trwać 4 godziny i 10 minut.

Salazar postanowił przetestować cały proces najpierw na swym asystencie Steve Magnessie. Problem jednak polega na tym, że przepisy antydopingowe zabraniają wprowadzanie dożylnie więcej niż 50 ml substancji na 6 godzin (poza przypadkami zabiegów szpitalnych itp.). Według śledczych dawka podana Magnessowi mogła mieć nawet 1 litr. Asystent Salazara w jednym z wywiadów przyznał, że nie zdawał sobie wtedy sprawy, iż są duże ograniczenia przy dożylnym stosowaniu substancji.

– Zarówno lekarz, jak i Alberto, powiedzieli mi, że wszystko jest zgodnie z regułami USADA, a ja im zaufałem – mówi Magness.

Asystent Salazara, po niezwykłej kuracji, przeszedł testy na mechanicznej bieżni. Ich wyniki określił jako „niemal niewiarygodne”. Główny trener Nike Oregon Project postanowił jak najszybciej zastosować nowe rozwiązania w pracy z Dathanem Ritzenheinem. Kiedy biegacz dowiedział się o kuracji L-karnityną, pytał się szkoleniowca: „Czy to legalne? Czy to nie pachnie przekrętem?”.

 


 Dwie wielkie gwiazdy ze stajni Alberto Salazara – Galen Rupp i Mo Farah

 

Zarzutów brak

Trener i lekarz zdając sobie (prawdopodobnie) sprawę, że ich działania byłyby sprzeczne z przepisami, zmienili protokół zalecany przez specjalistów z Nottingham. Jak stwierdzono w raporcie, sesje skrócono do około godziny, zamiast  bardziej rzucających się w oczy 4-godzinnych zabiegów.

Ze śledztwa USADA wynika, że skonfrontowano dokumentację medyczną przedstawioną przez lekarza, który podawał L-karnitynę Ritzenheimowi z danymi posiadanymi przez samego biegacza i uznano, że jedna z kartek w formularzu doktora została sfałszowana. Podano tam, że sportowiec otrzymał 45 ml substancji. Według ekspertów USADA „podawanie dawki poniżej 50 ml, nieustannie przez godzinę jest po prostu niemożliwe”.

Jak wiele tajemnic kryje się w funkcjonowaniu całego Nike Oregon Project pokazuje też przypadek Tary Welling. Utalentowana biegacza Loyola University rozpoczęła współpracę z Salazarem w 2012 roku, ale w pierwszej rozmowie z działaczami antydopingowymi (2015 r.) twierdziła, że nigdy nie miała do czynienia z lekarzem, który podawał sportowcom teamu z Oregonu L-karnitynę. Potem śledczy, analizując korespondencję mailową Salazara, znaleźli wzmiankę o zabiegu Welling pod nadzorem tego właśnie lekarza. Przy okazji okazało się, że poziom L-karnityny w organizmie biegaczki skoczył o... 11 000 procent. Dla przedstawicieli USADA był to kolejny dowód niejasnych działań, bo takiej poprawy, przy jednorazowym zabiegu, nie da się uzyskać w legalny sposób.

Mimo wielu poszlak, nikt nie zdecydował się postawić oficjalnych zarzutów Alberto Salazarowi. Może on być jednak pewny, że tak jak w przypadku Lance'a Armstronga, śledczy z USADA nie poprzestaną na dotychczasowych ustaleniach. Gdyby pogrążyli słynnego szkoleniowca byłby to kolejny wielki dopingowy skandal w światowej lekkiej atletyce.

Trener medalistów olimpijskich – Mo Faraha, Galena Ruppa i Matthew Centrowitza – zaprzecza by łamał prawo, choć nie może się wyprzeć, że dwaj pierwsi z jego zawodników, także poddawali się kuracji L-karnitynowej, bo to ustalono ponad wszelką wątpliwość.