Piotr Małachowski poszuka następców na Orlen Warsaw Games

zobacz zdjęcia » Piotr Małachowski
 fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl
13-04-2017 | 22:37

Autor: Tomasz Łyżwiński

Jest na każdej edycji ORLEN Warsaw Marathon, choć na razie nie zdecydował się pobiec 42 km. – Maraton to moje marzenie i kiedyś na pewno je spełnię – mówi Piotr Małachowski. Wicemistrz olimpijski w rzucie dyskiem z Rio, tym razem będzie zachęcał innych do aktywnego uprawiania sportu.

Tomasz Łyżwiński: Chociaż z bieganiem niewiele ma pan wspólnego, to na Orlen Warsaw Marathon zagląda pan często...

Piotr Małachowski: Powiedziałbym nawet, że zawsze. Byłem na wszystkich dotychczasowych edycjach. To fantastyczny widok, kiedy na metę wpadają tysiące ludzi. Są potwornie zmęczeni, ledwo żywi i bardzo szczęśliwi. Lubię na nich patrzeć, to dodaje energii. Pokazuje, że każdy, przy odrobinie zaangażowania, może realizować swoje marzenia.

Nie korciło pana, żeby pobiec choćby w Biegu OSHEE 10 km, który jest co roku rozgrywany przy okazji maratonu?

Piotr Małachowski: Korciło, ale kwiecień, to taki etap w moich przygotowaniach sportowych, że tak długi bieg jest już niewskazany. W przeszłości wielokrotnie udowadniałem, że nie boję się długich dystansów. Kilkukrotnie już startowałem np. w Biegu Niepodległości i bez problemów docierałem do mety 10-kilometrowego biegu. Impreza ta jednak odbywa się w listopadzie, kiedy dopiero zaczynam przygotowania do sezonu, więc nie koliduje ze specjalistycznym treningiem miotacza. Poza tym, jako zawodowy żołnierz, mam okazję uczcić święto niepodległości Polski...

O maratonie chyba jednak poważnie pan nie myśli?

Piotr Małachowski: Myślę, ale nastąpi to raczej już po zakończeniu kariery. To moje wielkie marzenie i na pewno je spełnię. Pokonam 42 kilometry i dotrę na metę, choćbym miał to zrobić na „miękkich” nogach. Muszę jednak na razie te plany odłożyć na później.

W tym roku za to, pojawi się pan nie tylko 23 kwietnia na biegu maratońskim, ale też dzień wcześniej na ORLEN Warsaw Games – imprezie plenerowej na warszawskiej Agrykoli, której celem jest zachęcanie ludzi do aktywnego trybu życia...

Piotr Małachowski: Będę tam ja, ale także kilka innych gwiazd polskiego sportu. Będziemy propagować sport nie tylko ten wyczynowy, ale aktywność ruchową w każdej postaci. Wiadomo, że teraz czasy się zmieniły, jest wiele innych atrakcji, które kuszą ludzi – komputer, Facebook, Instagram itd. Zajęcia fizyczne zeszły na dalszy plan. Właściwie nie ma ich w ogóle, dlatego trzeba starać się to zmienić.

 


Piotr Małachowski (z lewej) regularnie bywa na Orlen Marathonie w towarzystwie innych mistrzów – m.in. Tomasza Majewskiego (z prawej)

 

Kiedy pan chodził do szkoły nie było takich, co nie garnęli się do sportu?

Piotr Małachowski: Byli, ale to był margines. Wychowywałem się w małej miejscowości i kiedy był nabór na zawody sportowe, to zawsze chętnych było więcej niż miejsc. Teraz w szkołach jest zupełnie odwrotnie. Należy znów wprowadzić modę na sport i Orlen Warsaw Games, to właśnie ruch w tym kierunku.

Poradzi sobie pan z dzieciakami na tej imprezie?

Piotr Małachowski: Bez problemu. Parę lat temu może nie wiedziałbym za dobrze jak się do tego zabrać, ale teraz mam 3,5-letniego syna i dzięki niemu zdobyłem już mnóstwo doświadczeń. Spędziłem już trochę czasu na placach zabaw i wiem, co dzieciakom sprawia radość.

Syn przymierza się, by pójść w ślady ojca?

Piotr Małachowski: Trochę tak. Ma już plastikowy dysk i potrafi się nim posługiwać. Nie wykonuje jeszcze fachowych obrotów dyskobola w kole, ale radzi sobie całkiem nieźle. Ostatnio powiedział mi: „Tato możemy się bawić, ale złoto jest dla mnie. Ja jestem zawsze pierwszy. Pamiętaj”. Zgodziłem się, bez dyskusji i wyjaśniłem mu, że dla mnie takie rozwiązanie, to nie pierwszyzna.