Okiem mistrza: Martwy punkt w bieganiu

zobacz zdjęcia » Martwy punkt czeka na biegaczy 1,5-2 km po starcie
 /  fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl
14-08-2017 | 22:38

Autor: Jerzy Skarżyński

To „coś” dopada nas często niedługo po starcie. – Z punktu widzenia fizjologii i biochemii to jak wybuch granatu – mówi o martwym punkcie Jerzy Skarżyński, maratończyk i trener.

Za studenckich czasów wybrałem się z kolegą do kina. Seans kończył się kwadrans przed dwudziestą, a w akademickiej stołówce wydawali kolacje do godziny dwudziestej. Mieliśmy więc około 15 minut na to, by zdążyć z kina do akademika. Gdy tylko film się skończył zrobiliśmy prawie 400-metrową przebieżkę na przystanek tramwajowy, gdzie niemal wskoczyliśmy do ruszającego właśnie tramwaju (kiedyś drzwi w nich nie były automatycznie zamykane). „Byle tylko zdążyć na kolację, bo umieram z głodu” – martwił się mój kolega lekko zdyszany po tej przebieżce. Gdy wysiedliśmy z tramwaju czekała nas kolejna przebieżka – tym razem około 500-metrowa. Ale udało się, wpadliśmy na stołówkę za dwie ósma – byliśmy uratowani! Odebraliśmy kolację i usiedliśmy przy stoliku. Kolega zmęczony tym szybkim biegiem ciężko dyszał, wdychając łapczywie powietrze – dochodził do siebie. „Jedz, bo wystygnie. Mówiłeś, że umierasz z głodu” – popędzałem go żartobliwie, bo po kilku minutach nie przełknął jeszcze nic ze swojej porcji. Po dziesięciu minutach ja byłem już po kolacji, a on – ciągle ciężko dysząc – stwierdził, że zupełnie nie ma ochoty na jedzenie, że mu przeszło. Osłupiałem, ale on faktycznie niczego wtedy nie zjadł.

Wyobraź sobie, że od kilku już minut stoisz na linii startu zawodów biegowych. Jesteś spokojny, skoncentrowany na czekającym cię zadaniu. Marzysz o rekordzie, a choćby nawet tylko o dobrym biegu, biegu w którym dasz z siebie wszystko – sprawdzisz, w jakiej jesteś formie. Pada strzał startera. Gdy odgłos wystrzału dociera do twego mózgu, ruszasz na trasę. Już pierwsze kroki uruchamiają w twoim organizmie łańcuch różnorakich reakcji. Nie odczuwasz tego jakoś dramatycznie, ale z punktu widzenia fizjologii i biochemii to jak wybuch granatu, który w kilka chwil rujnuje stan twojej dotychczasowej równowagi funkcjonalnej. To wybuch na własne życzenie, sam wyjąłeś zawleczkę! Biegać ci się zachciało! Cóż, musisz to jakoś przeżyć!

 

 

 Wyczynowi biegacze nigdy nie zapominają o solidnej rozgrzewce

 

Stan wewnętrznej rewolucji

Dotąd stałeś w bezruchu, więc zapotrzebowanie na tlen było znikome, ale gdy wystartowałeś twoje mięśnie zaczęły rozpaczliwie wołać: „Potrzebujemy energii!” – krzycząc tym głośniej, im szybciej ruszyłeś. „Chcesz biec jeszcze szybciej? – daj jej jeszcze więcej!” – błagają. Źródła energii są w naszym organizmie (długodystansowcy wykorzystują przede wszystkim glikogen i tłuszcz), ale by w mitochondriach – naszych komórkowych elektrowniach – powstała z nich energia potrzebny jest tlen, ten z powietrza. No to do roboty! Więcej tlenu to konieczność głębszego i szybszego oddychania. Więcej tlenu to mimowolny wzrost tętna, by nadążyć z jego podażą do pracujących mięśni. Szybki bieg, to konieczność produkcji większej ilości energii, z której jednak tylko 30 procent użyte zostaje do „procesu” biegu – reszta idzie „w komin”, zamienia się w ciepło. Grozi nam proces… autozgrillowania! Taka dramatyczna wiadomość dociera do mózgu, więc ten uruchamia procesy ratownicze – włącza system chłodzenia: wydziela się pot, który pochłaniając to ciepło odparowuje z naszej skóry. Organizm wytrącony z leniwego błogostanu wrzeszczy: Premierze – jak żyć?!

Ale ty – lekceważąc sobie jego krzyki – nie zwalniasz, biegniesz dalej zaplanowanym tempem. Jednak zaczynasz odczuwać skutki tego wybuchu: rośnie stopniowo uczucie zmęczenia, czasami nawet do tego stopnia, że zaczynasz odnosić wrażenie bezsensowności kontynuowania biegu, pojawiają się niby-bóle mięśniowe, które mają cię zniechęcić do dalszego biegu, prowokując wręcz do tego, byś go przerwał i znów zanurzył w leniwym błogostanie. Organizm zdaje się mówić do ciebie: „Było tak fajnie, a ty wszystko tym biegiem popsułeś. Po co ci to?!”. I co – poddasz się?

„Czy w tak dramatycznych okolicznościach nie grozi nam jakaś (przypadkowa) samozagłada?” – zapytasz trwożliwie. Uspokajam – stan takiej wewnętrznej rewolucji, działań jak po wybuchu granatu, to procesy jak najbardziej normalne. Spotykają każdego, kto w nagły sposób zaburzy stan równowagi funkcjonalnej organizmu, zwanej steady state.

Drugi oddech – w nagrodę

Stałeś? – byłeś na pewnym poziomie tej równowagi. Pobierałeś tyle powietrza i produkowałeś tyle energii, by zaspokoić swoje aktualne potrzeby. Ruszyłeś do biegu? – wytrąciłeś organizm z dotychczasowego stanu równowagi, potrzebujesz więcej energii, a to uruchamia cały łańcuch procesów, o których pisałem wyżej. Gdy będziesz biegł dalej organizm będzie się starał nadążyć za twoimi nowymi „zachciankami” energetycznymi – będziesz częściej i głębiej oddychał, serce będzie biło częściej, a jeśli trzeba – na twojej skórze pojawi się chłodziwo, czyli pot. Gdy w końcu nadrobi te zaległości energetyczne, tzn. zapotrzebowanie na energię będzie równe poziomowi jej produkcji, ta wewnętrzna rewolucja zostanie zażegnana. Organizm wróci do stanu steady state, na innym już poziomie równowagi.

W biegach długich taka rewolucja trwa zwykle 1,5-2,0 km od startu i jest tym bardziej burzliwa, im bardziej wytrącimy nasz organizm z aktualnego poziomu równowagi. A czym możemy go bardziej „zdenerwować”? Szybszym biegiem od startu! Bo im szybciej ruszymy, tym większa będzie różnica poziomów równowagi, co będzie wymagało intensywniejszych działań stabilizujących. Na dystansach średnich ta różnica jest więc oczywiście większa, ale i długodystansowcy, którzy ruszą po strzale startera jak średniodystansowcy muszą się liczyć z większym negatywnym oddziaływaniem tych zjawisk na swój organizm.

 

 

 Jerzy Skarżyński

 

Co to za rewolucja? To nie rewolucja – to tylko martwy punkt, czyli zespół czynników wpływających na pogarszanie się naszego samopoczucia w związku z rozpoczęciem biegu. Ale nie poddawaj się – ten stan przemija. Mało tego, gdy sytuacja się w końcu unormuje w nagrodę otrzymasz coś, co nazywane jest drugim oddechem, czyli swego rodzaju bonus, który zabezpieczy cię przed negatywnym działaniem zjawisk martwego punktu na kolejnych kilometrach. Odzyskasz czucie mięśniowe, odzyskasz wiarę w swoje możliwości, odzyskasz siły do walki. Martwy punkt trzeba więc, ale i można przeżyć. Co nas nie zabije, to nas wzmocni!

Rozgrzewka powinna pomóc

Czy po to, by ta rewolucja nie skończyła się rezygnacją z biegu, należy zaczynać go truchtem, by rozpędzając się stopniowo łagodzić skutki wspinania się naszego organizmu na wyższy poziom czynnościowy? Jest recepta na to, by te negatywne skutki martwego punktu złagodzić. Służy do tego rozgrzewka – tak często lekceważona przez biegaczy. Standardowa składa się z ok. 12-15 minut truchtu, po którym robi się ok. 10-minutowy zestaw różnego typu ćwiczeń rozciągających, a po nich 3-4 łagodne ok. 100-metrowe przebieżki dogrzewające. Po ich zakończeniu powinno nam zostać ok. 15 minut do startu. Takie podejście do zawodów sprawi, że negatywny wpływ tych wybuchowych procesów, które pojawiają się zaraz po rozpoczęciu biegu jest minimalizowany. Organizm rozgrzany, czyli wstępnie wprowadzony na wyższy poziom czynnościowy, da sobie radę, gdyż ta różnica poziomów nie będzie już tak duża, jak w przypadku braku rozgrzewki, gdy ruszamy do biegu „na zimno”.

Mój kolega ze studiów nie był biegaczem, więc nawet 500-metrowy szybki bieg do akademickiej stołówki skutkował u niego tak dużym zmęczeniem, że będąc „głodny jak wilk”… nie przełknął kęsa. Czy przypadkiem ty – będąc głodnym walki na zawodach – po przebiegnięciu ledwie 500 metrów, ale nazbyt szybko, nie stracisz potem ochoty na bicie rekordów życiowych?

A może „szybkie 500 metrów przed kolacją” to dobra recepta na… odchudzanie. Skuteczność metody potwierdzam naocznymi badaniami – he, he.

Autor, Jerzy Skarżyński, jest maratończykiem (2:11:42), trenerem oraz autorem książek o bieganiu, więcej - www.skarzynski.pl

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Jacek KrólikUżytkownik anonimowy
~Jacek Królik :
No photo~Jacek KrólikUżytkownik anonimowy
Kolejna wielka dawka wiedzy.
22 mar 09:36
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Maciej PacześniakUżytkownik anonimowy
~Maciej Pacześniak :
No photo~Maciej PacześniakUżytkownik anonimowy
Bardzo ciekawy artykuł, miło się czyta pańskie artykuły i książki. Pozdrawiam, biegacz amator.
23 mar 16 23:38 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza: