Nowy bat na dopingowych oszustów w Polsce

zobacz zdjęcia » Prezenty , jogging, bieganie
 źródło: Thinkstock
Maciej Petruczenko 02-07-2017 | 18:04

Autor:

W blasku fleszy na Stadionie Narodowym rusza 3 lipca Polska Agencja Antydopingowa. Może zdoła wreszcie zrehabilitować pochopnie zdyskwalifikowanego przez MKOl kajakarza Adama Seroczyńskiego?

POLADA przejmuje obowiązki kierowanej dotychczas przez prof. Jerzego Smorawińskiego Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie, a zacznie działać w zupełnie nowych warunkach prawnych, bowiem powołująca ją ustawa, która weszła w życie 1 lipca, nie tylko nakazuje nakładanie na osoby zaangażowane w dopingowy proceder rutynowych w obrębie sportu sankcji dyscyplinarnych, lecz również przewiduje odpowiedzialność karną. I biada tym, którzy zdecydują się podać niedozwolony doping małoletniemu albo szprycować zawodnika bez jego wiedzy, bo takim winowajcom grozi  kara grzywny albo pozbawienia wolności do lat trzech. Do odpowiedzialności karnej mogą być również pociągnięci ci, którzy zdecydują się na prowadzenie obrotu środkami zabronionymi, a w szczególności na sprowadzanie ich z zagranicy. Nie jest to bynajmniej bajka o żelaznym wilku. Gdy kilkanaście lat temu na cały świat zasłynęło kalifornijskie laboratorium BALCO, serwujące elicie sportowców amerykańskich niewykrywalne preparaty dopingowe, dziwnym trafem trafiały one również na polski rynek...

Wypada zauważyć, że w zaostrzaniu przepisów antydopingowych Polska idzie śladem wielu innych krajów, nie popadając jednak w skrajność, jaką byłoby stawianie przed sądem karnym samego zawodnika za użycie niedozwolonych metod wspomagania organizmu czy też za  doping techniczny – jak modne w ostatnich latach w kolarstwie silniczki, skrywane w różnych częściach roweru. Mało kto już pamięta, że bodaj pierwszym przypadkiem przyłapania na dopingu technicznym było przed laty lekkoatleta Andrzej Ch., któremu udowodniono takie preparowanie miotanego przezeń dysku, że sprzęt ważył dużo mniej niż przewidują przepisy.

Jeśli chodzi o odpowiedzialność karną sportowców stosujących niedozwolony doping, to mamy już pierwszy przykład posłania za kraty w dalekiej Etiopii, gdzie sam „cesarz” biegów długich, legendarny Haile Gebrselassie osobiście poparł posłanie na trzy lata za kraty mało znanego długodystansowca tego kraju Girmaya Birahuna – za użycie meldonium, preparatu, który przyniósł gwieździe tenisa Marii Szarapowej jedynie dyscyplinarną karę 15 miesięcy zawieszenia.

Na ciekawej konferencji, zorganizowanej kilka dni temu w Poznaniu przez prezesa Polskiego Towarzystwa Prawa Sportowego – prof. Andrzeja Szwarca, nikt z referentów i dyskutantów nie domagał się, broń Boże, pociągania samych sportowców winnych dopingu do odpowiedzialności karnej. Znawcy tematu zwrócili jednak uwagę na szereg komplikacji i niespójności, związanych chociażby ze znacznym zróżnicowaniem kar za doping w poszczególnych krajach, co może sprawić, że w jednym kraju koksiarz zostanie uznany za przestępcę, a w innym tylko za spryciarza, który dopuścił się drobnego wykroczenia. POLADĘ czekają więc  w perspektywie nie lada dylematy prawne.

 

 Niedozwolony doping jest stosowany odkąd istnieje sportowa rywalizacja. Walka z nim przynosi jednak efekty.

 

W historii sportu polskiego mieliśmy szczególnie kompromitujące dopingowe wpadki naszych sławnych reprezentantów, między innymi ciężarowców – Zbigniewa Kaczmarka (mistrza olimpijskiego 1976), Adriana Zielińskiego (mistrza olimpijskiego 2012) i trzykrotnego mistrza świata Marcina Dołęgi oraz biegaczki narciarskiej Justyny Kowalczyk, która jeszcze nie będąc złotą medalistką igrzysk, lekkomyślnie użyła pewnego preparatu terapeutycznego bez odpowiedniego zgłoszenia. Jak na ironię więc, na arenie międzynarodowej dużo szerszym echem odbiło się przyłapanie na dopingu nie tak prominentnej mistrzyni narciarstwa biegowego – Kornelii Marek (obecnie Kubińskiej), która wpadła podczas Igrzysk Olimpijskich 2010 w Vancouver na stosowaniu EPO.

Jest jednak w kronikach polskiego sportu jeden przypadek zdyskwalifikowania zawodnika najprawdopodobniej całkowicie niewinnego. A jest nim kajakarz Adam Seroczyński, brązowy medalista olimpijski z Sydney (2000), którego MKOl zdyskwalifikował na dwa lata po igrzyskach w 2008 w Pekinie, zarzucając mu wspomaganie się clenbuterolem, choć Polak wskazywał, że Chiny to największy rynek tuczenia bydła tym preparatem i musiał on dostać się do organizmu olimpijczyka będąc w mięsie podawanym na igrzyskach. Kilka lat po tej imprezie powtórne badania wielu próbek uczestników pekińskiej batalii wykazały, że clenbuterolowych „wpadek” (a chodziło między innymi o sprinterów Jamajki) było tam mnóstwo, więc Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) i MKOl postanowiły wszystkich tych „delikwentów” uniewinnić in gremio. Ale Seroczyńskiego, którego ostatecznie pogrążył lozański Trybunał Arbitrażowy do spraw Sportu, nawet nikt nie przeprosił, chociaż w jego intencji interweniowali już prezes PKOl Andrzej Kraśnicki i minister sportu Witold Bańka. Wygląda na to, że w celu zrehabilitowania i uzyskania należnych odszkodowań Seroczyński musi zwrócić się Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Chyba że skutecznie zainterweniuje w tej sprawie nowo powołana w Warszawie Polska Agencja Antydopingowa, udowadniając urbi et orbi, że nie wypadła sroce spod ogona.