Marcin Lewandowski: Z lekkoatletyką na świecie jest coraz gorzej

Więcej na temat:Marcin Lewandowski, wywiad
zobacz zdjęcia » Otwarte Mistrzostwa Polski na mile. Lekkoatletyka. Warszawa 2017.10.07
 fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl
11-10-2017 | 23:03

Autor: Tomasz Łyżwiński

Rekordzista Polski na 1500 metrów rozpoczął przygotowania do nowego sezonu. Początek był nietypowy, bo Marcin Lewandowski „zadebiutował” na stadionie, na dystansie 1 mili. Bieg na warszawskim AWF-ie był wybitnie towarzyski, przy okazji MP amatorów.

Tomasz Łyżwiński: Pobił pan w lecie rekord Polski na 1500 metrów, ale już 41 lat czeka na poprawienie inny rekord, na  1 milę...

Marcin Lewandowski: To bardzo starty rekord. Z całym szacunkiem dla jego autora Bronisława Malinowskiego, ale tto nie jest wynik bardzo wyśrubowany, dlatego mam nadzieję, że uda mi się go poprawić. Na razie po prostu nie było okazji. Ja jestem świeżym milerem. Dopiero od tego roku częściej biegam na dystansie 1500 metrów. Jeśli tylko, gdzieś na mityngu Diamentowej Ligi, będzie możliwość by zamiast 1500 metrów pobiec 1 milę, to na pewno z tej szansy skorzystam. Aby poprawić to osiągnięcie trzeba uczestniczyć w mocnym biegu. Ja do tej pory nie dostawałem propozycji występu w silnej stawce na tym dystansie z tego też względu, że – jako 800-metrowiec – nie miałem odpowiednio dobrych wyników na 1500 metrów. Czy uda się pobiec szybciej niż Malinowski? Zobaczymy. Skoro ten rekord Polski przetrwał tyle lat, to trzeba mieć  do niego respekt.

Biorąc jednak pod uwagę pana rekordowe osiągnięcie na 1500 metrów – 3.34,04 – to poprawienie najlepszego polskiego wyniku na 1 milę, nie powinno być problemem...

Niby tak, ale w Polsce przez lata mieliśmy wielu utalentowanych zawodników, a mimo to nikomu ta sztuka się nie udała. Wiem, jedno – nic nie przychodzi łatwo, nic nie dostaje się za darmo. Trzeba wiele wysiłku włożyć w pobicie każdego rekordu. Tego na 1 milę też.

To dystans niezbyt popularny u nas, za to lubiany w krajach anglosaskich. Wynika to tylko z różnic metrycznych?

Trudno powiedzieć, ale wiem, że w Anglii czy USA, to jest wielka tradycja. Szkoda, że tego dystansu nie ma na mistrzostwach świata czy igrzyskach olimpijskich. Tego się raczej nie zmieni. Mi też się marzyło, żeby na wielkich mistrzowskich imprezach był dystans 1000 metrów, bo jestem urodzony do biegania na nim, ale akurat przepisy są inne. Być może przyjdzie moment, że ktoś zechce udoskonalić lekkoatletykę, bo na świecie jest z nią coraz gorzej. W naszej dyscyplinie zmiany są konieczne, trzeba powalczyć o podniesienie jej jakości.

 


 Marcin Lewandowski w dobrym humorze rozpoczął przygotowania do nowego sezonu pokonując 1 milę w Warszawie

 

Czy zacznie pan przyszłoroczne występy od startów w hali?

Właśnie jestem w trakcie ustalania planów treningowych i startowych z moim trenerem i bratem Tomkiem Lewandowskim. Starty halowe wchodzą w grę jak również start w pod dachem w mistrzostwach świata w Birmingham. Nie jest to jeszcze przesądzone, ale będzie to być może ostatni czempionat pod dachem w mojej karierze, więc warto byłoby się w Anglii pokazać.

Chce pan w hali walczyć o medale zarówno na 800, jak i 1500 metrów?

W Birmingham starty na obu dystansach nie wchodzą w grę. Byłoby ich za dużo w ciągu 4 dni. Nie jestem jeszcze przygotowany na takie bieganie.

A jest pan już gotowy do rozpoczęcia przygotowań do nowego sezonu?

Tak, odpocząłem nie tylko fizycznie, ale też mentalnie. Poświęciłem wiele czasu rodzinie, byliśmy razem na Dominikanie. Myślami byłem bardzo daleko od biegania i od stadionu.

Nie obawiał się pan żywiołów, które w tym czasie szalały w okolicach Dominikany?

Obawy były i to spore, nie tylko moje, ale też Pawła Fajdka, z którym razem planowaliśmy wyjazd. Chciałem zmienić kierunek wycieczki, biuro podróży nie chciało mi jednak pójść na rękę. Byłem tak zdeterminowany, że planowałem nawet wykupienie wczasów w innym miejscu, tuż przed wylotem, na lotnisku. Była jednak 6 rano i wszystkie biura były pozamykane.

Jak tam przeżyliście?

Pchaliśmy się w samo epicentrum wichury, ale na miejscu okazało się, że nie jest tak źle. Trochę powiało, w Polsce jednak bywało gorzej. Centrum huraganu przeszło około 70 kilometrów od nas. Były natomiast ulewy jakich nigdy w życiu nie widziałem. Trzeba zwrócić uwagę, że w innych rejonach, np. takich jak Puerto Rico, zabudowa jest prosta i niezbyt solidna, dlatego tam szkody były wielokrotnie większe. Na Dominikanie są murowane budynki i to dawało większe poczucie bezpieczeństwa. Zamknęliśmy się w pokoju i jakoś przeżyliśmy.