Gwiazda sprintu kończy karierę. Po 20 latach.

Kim Collins
12-03-2017 | 17:11

Autor:

Kim Collins, pomimo 41 lat na karku, wciąż jest w światowej czołówce sprinterów. Radzi sobie z o wiele młodszymi rywalami, ale uznał, że mimo wszystko czas tego lata pożegnać się z bieżnią.

O tym, że czas w przypadku Collinsa się zatrzymał, najlepiej świadczy fakt, że ustanowił on w ub. roku rekord życiowy w biegu na 100 metrów – 9,93. Miał 40 lat. Także w obecnym sezonie halowym spisywał się znakomicie, biegając 60-kę na światowym poziomie.

Pierwszy medal mistrzostw świata – złoto – reprezentant St. Kitts i Nevis zdobył w Paryżu w 2003 roku. Potem dołożył do tego jeszcze cztery brązowe krążki oraz dwa tytuły wicemistrza świata na hali. Trzykrotnie startował też na igrzyskach olimpijskich. Właśnie ogłosił, że tegoroczne mistrzostwa świata będą jego pożegnaniem z wyczynowym bieganiem.

– Myślę, że w Londynie wystąpię po raz ostatni. Mój najstarszy syn ma 19 lat. Dzieciaki rosną. Ale miło jest pokazać młodemu pokoleniu, że jeśli dba się o swoje ciało, to można utrzymywać najwyższą formę naprawdę długo – mówi 41-letni sprinter.

Długa sportowa kariera Collinsa obfituje we wzloty, ale też upadki. Biegacz został m.in. usunięty z reprezentacji olimpijskiej St. Kitts i Nevis w Londynie, bo złamał zasady i chciał mieszkać podczas zawodów z żoną. Było też wiele innych zdarzeń nieznanych dla kibiców.

– Po raz pierwszy wystartowałem w 1995 roku w sztafecie. Wróciłem do biegania dwa lata później. Miałem drobną kontuzję, dlatego ukończyłem rywalizację na 100 metrów w czasie 21 sekund. To był najwolniejszy sprint w mojej karierze – wspomina zawodnik.

Kim Collins jest też najstarszym sprinterem, który wywalczył indywidualnie medal na mistrzostwach świata. W 2011 roku, kiedy zdobywał brąz w Daegu, miał 35 lat. Będzie miał ostatnią okazję, by poprawić to osiągnięcie  w sierpniu w Londynie.