„Ultra” – film o Spartathlonie. Prawdziwy, aż do bólu

zobacz zdjęcia » Film Ultra, Spartathlon, Balazs Simonyi
 fot. ULTRA  /  źródło: Materiały prasowe
13-04-2017 | 10:12

Autor: Tomasz Łyżwiński

Na przełomie maja i czerwca, na festiwalu filmowym w Krakowie zaprezentowany zostanie niezwykły dokument – „Ultra”. To film węgierskiego biegacza o miłości, marzeniach, rozpaczy i radości ludzi, którzy mierzyli się z jednym z najsłynniejszych ultramaratonów świata.

Tak naprawdę trudno powiedzieć skąd wzięła się wielka sława rozgrywanego w Grecji 246-kilometrowego Spartathlonu. Nie ma on szczególnie długiej tradycji (premiera w 1983 roku), są na świecie biegi dłuższe, bardziej wymagające... Jedynym wytłumaczeniem może być nawiązanie do starożytnej legendy przedstawionej przez Herodota. Zgodnie z przekazem, słynną trasę z Aten do Sparty, którą biegną ultramaratończycy, miał pokonać w 490 r. p.n.e. Filippides, by prosić Spartan o pomoc w walce Ateńczyków przeciwko Persom. Trudno tę legendę zweryfikować, ale faktem jest, że człowiek może dystans między Atenami, a Spartą przebyć na nogach w czasie przedstawionym w opisie Herodota (Filippides miał wyruszyć spod Akropolu wcześnie rano i dotrzeć na miejsce następnego dnia wieczorem). W trakcie Spartathlonu biegacze mają na to 36 godzin.

Ani jednej zbędnej sekundy

Jednym z ultramaratończyków, którzy podjęli to mordercze wyzwanie był Węgier Balazs Simonyi – reżyser i producent „Ultra”. Od początku zresztą widać w tym dokumencie rękę biegacza długodystansowego. W 81 minutach filmu nie ma ani jednej zbędnej sekundy – każde ujęcie, słowo, a nawet długie fragmenty ciszy mają swój głęboki sens, oddają panujący klimat. Atmosferę walki, która toczy się nie tylko na trasie, ale także wewnątrz każdego uczestnika biegu i to często na długo przed rozpoczęciem rywalizacji. Czy to znaczy, że żaden zawodowy reżyser nie zrobiłby tego lepiej? Może by i zrobił, ale z pewnością poznanie specyficznej mentalności ultrasów zajęło by mu wiele czasu, a bez tego szanse na prawdziwy przekaz byłyby zerowe.

Dla większości przeciętnych polskich biegaczy Spartathlon może kojarzyć się z niezwykłymi sukcesami w tej imprezie Andrzeja Radzikowskiego (aktualny triumfator tej imprezy), czy regularnym zaliczaniem tego ultramaratonu przez Zbigniewa Malinowskiego (zrobił to w ub. roku bodaj 13. raz z rzędu!). Jeśli 62-letni biegacz może tyle razy w karierze poradzić sobie z 246-kiloemtrową trasa, to chyba nie jest ona taka straszna? Otóż jest! I Balazs Simonyi właśnie to pokazuje widzowi.

 


Balazs Simonyi – uczestnik Spartathlonu, ale też reżyser i producent filmu „Ultra” 

 

Ani słowa o zwycięzcach

W filmie Węgra nie ma ani słowa o zwycięzcach, nie ma oni jednego ujęcia ze sportowej rywalizacji czołówki, która podgrzewa atmosferę. Są zwykli biegacze, którzy mają odwagę podjąć próbę realizacji swych marzeń.

„Jestem Bela Szabo. Ludzie z takim nazwiskiem, jak moje, zajmują 15 stron w książce telefonicznej. Nigdy nie miałem talentu, ale zawsze byłem pracowity. Chcę w życiu osiągnąć jakiś sukces. Znalazłem taką możliwość w bieganiu” – mówi na początku filmu jeden z jego bohaterów. Bela wcześniej pięć razy startował w Spartathlonie, ale ani razu do przebiegł więcej niż 100 kilometrów. Ponieważ weszły wówczas przepisy, że zawodnicy, którzy pięciokrotnie nie ukończyli tego ultramaratonu, nie będą więcej dopuszczani do startu, Bela postanowił zmierzyć się z tym wyzwaniem na dziko – ruszając na trasę 2 dni po dacie oficjalnego Spatathlonu. To jest tak samo (albo bardziej nawet) poruszające niż walka czołowych biegaczy o zwycięstwo. Historia Beli przeplata się w filmie z historiami innych ultramaratończyków, którzy już oficjalnie przemierzają trasę Spartathlonu. Szybko okazuje się, że niektóre życiorysy uczestników są równie frapujące jak ich zmagania na trasie – życiowe wzloty i upadki, mieszają się z tymi sportowymi podczas rywalizacji.

 


 Bohaterowie filmu na trasie przeżywają wzloty i upadki. Dla Angela Pallaruelo jedynym wsparciem w trudnych chwilach była matka.

 

Ultra uniwersalny film

„Ultra” ma uniwersalny przekaz dzięki temu, że odwołuje się głęboko do ludzkich uczuć. Właściwie dzieje się tak na każdym kroku. W dokumencie jest fragment, kiedy do jednej z kobiet pod chodzi grecka sędzina i zwraca jej uwagę. Kobieta jest matką jednego z uczestników i jego jedynym wsparciem na trasie. Greczynka twardo upomina ją, że podczas biegu nie wolno dotykać zawodnika. Nie wolno go przytulać, bo za to będzie dyskwalifikacja. „Przez ciebie on nie ukończy biegu” – mówi wprost sędzina. To scena, która nie jest bezpośrednio związana z rywalizacją, dzieje się gdzieś na boku, mało kto ją zauważa. Ale jest niezwykle emocjonalna. Wielkie emocje są od początku do końca i to one głównie sprawiają dużą uniwersalność przekazu „Ultra”. Dlatego film powinien zrobić duże wrażenie zarówno na tych, którzy startowali w Spartathlonie, na tych, którzy o tym marzą, ale też na zwykłych ludziach, którzy nigdy nie mieli do czynienia z bieganiem.

„Pieprzyć to. Dlaczego nie pokonać tego na rowerze, albo samochodem? Po co biec tak daleko? Z powodu legendy?” – zastanawia się w którymś momencie Balazs.

Chyba właśnie tak. Z powodu tej legendy, która wielu ludzi doprowadza do granicy szaleństwa.

57. Krakowski Festiwal Filmowy odbędzie się w dniach 28 maja – 4 czerwca 2017 r.

ULTRA
2017 r., 81 min, dokument (Węgry, Grecja)

Reżyseria: Balázs Simonyi
Zdjęcia: Zoltán Lovasi, Csaba Hernáth, Bálint Nagy, Gergely Vass, Balázs Révész
Muzyka: Balazs Alpar
Dźwięk: Peter Benjamin Lukacs
Montaż: Thomas Ernst
Produkcja: László Józsa, Balázs Simonyi
Dystrybutor: Catherine Le Clef