Test butów: Skechers GOrun Ride 5 – krążownik po tuningu

zobacz zdjęcia » Skechers GOrun Ride 5
 źródło: własne
30-10-2016 | 16:03

Autor: Karolina Lewandowska

Strach przed nieznanym okazał się niepotrzebny. Tak w skrócie można podsumować biegowe oględziny butów amerykańskiej marki przez Karolinę Lewandowską, biegaczkę gustującą w startach na 5 i 10 km.

Ich wygląd może zmylić. Pierwsza niespodzianka pojawia się już w momencie, w którym wyciągasz je z pudełka. Ale to nie koniec zaskoczeń – w większości pozytywnych.

Buty marki Skechers oglądałam do tej pory głównie na obrazkach – w amerykańskiej prasie biegowej i na stronach amerykańskich portali biegowych. Często towarzyszyły im opisy sugerujące, że to propozycja z korzystną relacją ceny do jakości, że to niedrogi, ale całkiem dobry, innowacyjny produkt. Z drugiej strony – ich ambasadorem jest utytułowany amerykański biegacz Meb Keflezighi. Czyli marka chce być też postrzegana jako dostawca sprzętu dla elity. Byłam ciekawa, jak jest z nimi naprawdę. Jakie i do czego są to buty.
Pozory (częściowo) mylą
Pierwsza myśl na widok GOrun Ride 5, kiedy jeszcze leżą jeszcze w kartonie? „Ależ one muszą być ciężkie!” W oczy od razu rzuca się gruba, bardzo solidnie wyglądająca podeszwa i mięsista, gęsta cholewka. Przy wyciąganiu butów z pudełka, ręka aż podskakuje mi do góry – byłam przygotowana na znacznie większy ciężar. Buty są lekkie jak piórko – przy ich masywnym wyglądzie to wrażenie można przemnożyć razy dwa. Producent podaje, że przy amerykańskim damskim rozmiarze 7 (wg Skechers to europejskie 37) jeden but waży zaledwie 181 g, przy męskim 9 (europejskie 42) – 238 g.
Najchętniej biegam w minimalistycznych, jak najlżejszych butach, więc początkowo lekko zmartwiona ciężkawym wyglądem moich „testówek”, oddycham z ulgą – przynajmniej wiem, że będzie lekko.

 

Buty są lekkie jak piórko – damski rozmiar 37 waży zaledwie 181 g

 

Oglądając je ze wszystkich stron i obmacując naprawdę wyjątkowo pokaźną podeszwę i obfitą cholewkę, spodziewam się jednak, że ze Skechersami będzie trochę jak z… typowym, stereotypowym amerykańskim samochodem – kanapowo, pluszowo, miękko. Aż za miękko, ze stratą dla precyzji prowadzenia, czyli tu akurat dynamiki i czucia podłoża w biegu, precyzji stawiania stopy. Już na pierwszy rzut oka widać, że tutaj ma się liczyć przede wszystkim wygoda i zapewne wręcz nadopiekuńcza, miękka amortyzacja. Jak się później okaże – z tym pierwszym trafiam, z drugim – zupełnie nie.
Cholewka jest dosyć gruba, ale z przewiewnego materiału, wykończona bez niosących ryzyko otarć szwów czy pogrubień. W zapiętku umieszczony jest autorski patent marki Skechers, czyli otwór Quick Fit, który ma ułatwiać zakładanie butów.

 

Zadarta do góry z przodu i z tyłu podeszwa zachęca do biegania na śródstopiu


Bardzo ciekawie prezentuje się podeszwa. Na oko – przesadnie gruba, z na pozór miękkiej, chodź pod naciskiem palca niechętnie ustępującej pianki. Buty mają niski, 4-milimetrowy drop oraz dość nietypową linię boczną podeszwy – jest ona wyraźnie podcięta od dołu zarówno z przodu, jak i z tyłu. Kiedy naciśnie się je lekko na nosek lub zapiętek – przez chwilę bujają się jak kołyska. Taka konstrukcja ma wymusić na biegaczu technikę biegu na śródstopiu. Właśnie w tej części podeszwa jest też dodatkowo wzmocniona, a od spodu pracę stopy i przyczepność wspierają dodatkowe gumowe elementy umocowane blisko zewnętrznych krawędzi spodniej części buta. Przyczepności i płynnemu przetaczaniu ma także pomagać system GO Impulse – to te widoczne na zdjęciach ciemniejsze gumowe kółka.

 

System GO Impulse (ciemniejsze krążki na podeszwie) ma sprzyjać przyczepności i płynnemu przetaczaniu stopy


Z ciekawostek – do butów dodana jest dodatkowa para sznurówek (w innym kolorze – białych, ale też nieco innego charakteru – cieńszych i „nierozciągliwych”, w odróżnieniu od tych, które są już wplecione w dziurki). Jednak to się akurat przydarza i w innych markach. Z takim „podarunkiem” spotkałam się np. w przypadku modeli Adidasa i The North Face.

Prawdziwą rzadkością jest jednak to, by producent wręcz zachęcał do używania swoich butów na dwa sposoby – wraz z dostarczaną przez niego wkładką, jak i bez. Tak jest właśnie w Skechersach – po wyjęciu wkładki w środku widać bardzo solidne, staranne wykończenie. But od środka wygląda tak… jakby nadal była w nim wkładka.

 

Po wyjęciu wkładki, but wygląda w środku, tak samo jak przed jej wyjęciem

 

Pierwsza przymiarka
Wkładam Ride’y na stopy. Na razie w wersji „full opcja”, czyli z wkładką. I… jest bardzo wygodnie. Wkładka miękko się ugina, trzymanie w pięcie i w śródstopiu okazuje się właśnie takie, jak trzeba – ani za mocne, ani za luźne (mimo pierwszego wrażenia, że pięta ma trochę za dużo miejsca). No i jest też to, co lubię najbardziej – niczym nieskrępowany luz w przedniej części buta. Można swobodnie poruszać i pracować podczas biegu palcami. Trzeba jednak zaznaczyć, że dla osób o wąskich, drobnych stopach, które na dodatek lubią ściślej dopasowane buty, będzie to raczej wada, a nie zaleta.
Klika kroków po domu potwierdza pierwsze wrażenia – jest bardzo wygodnie i miękko. Czyli tak jak przewidywałam – mam na nogach biegowy odpowiednik amerykańskiego krążownika szos. Wychodzę więc na szosę i…
...Niespodzianka
Parę pierwszych, już biegowych, kroków po asfalcie i moje obawy o zbytnią miękkość pękają jak bańka mydlana. I od razu przestroga – w przypadku tych butów wyrabianie sobie o nich zdania na bazie przechadzki po sklepie czy – po zakupie przez internet – po domu, może się źle skończyć. Bo „ciąg dalszy” na asfalcie, po którym już nie da się ich zwrócić, może zmienić tę opinię diametralnie. Szybko okazuje się bowiem, że w „warunkach bojowych” Skechers GOrun Ride 5 zachowują się zupełnie inaczej – z włożoną wkładką przy każdym kroku czuć coś w stylu delikatnego ugięcia, które zapewne właśnie ona daje, po czym następuje twardy kontakt z rzeczywistością – tzn. z nawierzchnią. Uderzenie rozprasza się w dość surowym stylu – amortyzacja jest sprężysta, ale w bardzo jędrny sposób. Nie ma tu takiej miękkości, jaką daje np. Boost w Adidasie czy Fresh Foam w butach New Balance.
Wstępne obawy o to, jak będzie radzić sobie w tych butach osoba lądująca na piętę (bo do tej grupy należę), też zostają w miarę szybko rozwiane. Przy tak wyraźnym podcięciu tylnej części podeszwy spodziewałam się, że mogę mieć w tych butach spore kłopoty. Bo opadając na piętę, będę siłą rzeczy stawiać stopę pod innym niż zwykle kątem – tymczasem niczego takiego specjalnie nie czuję. Być może dlatego, że przez taką, a nie inną konstrukcję buta jego producent osiągnął swój cel i „wymusił” na mnie lądowanie właśnie na śródstopiu.

 

Karolina Lewandowska sprawdziła zachowanie Skechers GOrun Ride 5 zarówno na asfalcie jak i utwardzonych leśnych drogach

 

Po kilku biegach z wkładkami przyszedł czas na próbę bezwkładkową. I tu już mamy grę w zupełnie otwarte karty – od razu czuć, że amortyzacja w Ride 5 nie pieści się ze stopą biegacza. Jest dość twarda, ale wciąż skuteczna, na swój sposób przyjemna i sprężysta. Czucie podłoża jest bardzo dobre, każda faza kroku utrzymana pod pełną kontrolą. I mimo ich „kapciowatego” wyglądu, da się w tych butach całkiem dynamicznie realizować także szybsze jednostki treningowe – z dużą przyjemnością, bez wrażenia „zamulania”, pełnym ogniem pokonywać „setki”, „dwusetki” czy biegać interwały. Owszem, nie na takim poziomie, jaki mogą zapewnić np. rasowe startówki czy buty jednoznacznie przeznaczone do szybkich treningów. Ale naprawdę, jak na uniwersalny charakter Ride 5 – ten but całkiem dobrze sobie radzi.
I jeszcze jedna informacja na temat wkładek – bo do dwóch opcji do wyboru, jakie zaoferował mi sam producent, dołożyłam jeszcze trzecią: czyli próbę z własnymi, formowanymi wkładami. Skechersy „połknęły” je dosłownie jak swoje i także w tej konfiguracji biegało się naprawdę dobrze.
Przy okazji – uwaga! Kupując Skechersy, trzeba bardzo uważnie przestudiować tabelę z rozmiarami! Według amerykańskiego producenta mój rozmiar z długością wkładki 25,5 cm przekłada się na europejskie damskie 38,5. Znakomita większości popularnych marek „wycenia” go na okolice 40 1/2-40 2/3. 
Ride’y terenowe
Testowej parze Skechersów dałam także szansę wykazać się na mniej utwardzonych nawierzchniach: drodze szutrowej, ubitej „gruntówce”, oraz na polnych i leśnych, czasem nawet dość dzikich, mało cywilizowanych ścieżkach. Tutaj Ride’y robią nawet lepsze wrażenie niż na asfalcie. Na miękkiej nawierzchni ich jędrna amortyzacja nie jest już tak „dotkliwa”, a podeszwa daje zaskakująco wręcz bezpośrednie czucie podłoża. Spodziewałam się, że przy jej imponującej grubości większe lub mniejsze kamyki, szyszki, wystające korzenie będą przez te buty wręcz „prasowane”, bez relacjonowania stanu nawierzchni ich użytkownikowi. To, że jest inaczej, dla mnie akurat nie było wadą, bo lubię czuć, po czym biegnę. Ale warto wcześniej wiedzieć, jak to wygląda – bo także i tu, sądząc po wyglądzie, można było się spodziewać zupełnie innych wrażeń.

 

Dziura w zapiętku ma ułatwiać zakładanie butów, ale w zimie może też być utrapieniem ze względu na śnieg


Przy okazji testów terenowych zastanawiałam się, jak przy mniej przyjaznej aurze (bo ta, w której biegałam, nie była akurat najgorsza) spisywać się będzie wspomniany wyżej otwór w zapiętku. W warunkach bardziej błotnistych, w większym deszczu, przy leżącym na ziemi śniegu czy tzw. błocie pośniegowym chyba trzeba liczyć się z tym, że coś przez tę dziurę może do skarpetki dotrzeć. Szczególnie osoby z wrażliwym achillesem powinny mieć to na uwadze i może na wszelki wypadek chronić go wtedy nieco grubszą skarpetką.
Ze względu na dość umiarkowane, niewysokie temperatury (od paru do parunastu stopni powyżej zera) podczas testu nie można było też do końca ocenić, jak cholewka butów będzie sprawować się podczas upałów. Wydaje się jednak, że ze względu na dość gruby i gęsty materiał, z jakiego jest wykonana, w Ride’ach może być jednak dosyć ciepło.

 

 Masywna cholewka GOrun Ride 5 sprawdzi się idealnie w chłodne dni

 

Podsumowując – krążownik po tuningu

Okazało się, że owszem – zgodnie z przewidywaniami model Skechers GOrun Ride 5 faktycznie ma w sobie coś z amerykańskiego krążownika szos (włącznie z analogią do egzotyczności tego typu sprzętu na polskich drogach), ale… jest to „amerykanin” po tuningu – z utwardzonym zawieszeniem i znacznie lepszymi dzięki temu, bardziej uniwersalnymi właściwościami jezdnymi (czyli tu – biegowymi).
Reszta pozorów jest jednak w większości myląca – te buty są znacznie lżejsze, jędrniejsze w amortyzacji i szybsze, niż na to wyglądają. Potwierdza się za to duża wygoda, jaką swoim nieco „kapciowatym” wyglądem obiecują.
To właściwie taki but do wszystkiego – przeczący jednak sprawdzonej w większości przypadków zasadzie, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Jasne – tak uniwersalny produkt nie ma szans być wybitny w jakiejś konkretnej dziedzinie, ale w większości opisanych zastosowań sprawuje się na tyle dobrze, że naprawdę – zasługuje na uznanie i wypróbowanie. Choć na każdym – nomen omen – kroku warto podkreślać, że nie każdemu będzie pasować jego dość specyficzna amortyzacja i obfitość miejsca w przedniej części buta. Ale jeśli nie masz z tym problemu, a np. gdzieś wyjeżdżasz – na urlop czy w podróż służbową, podczas której będzie okazja pobiegać, i musisz redukować swój bagaż, to Ride 5 będzie dobrym kandydatem na tę jedną jedyną parę butów, którą możesz zabrać (mając na dodatek w planach różne biegowe aktywności). Cena? W chwili pisania tego tekstu w sklepach internetowych Ride’y można było kupić już za około 350 zł.

Testerka: Karolina Lewandowska – biegaczka z 3-letnim stażem i z kilkoma zwycięstwami na koncie. Biega na asfalcie 5 i 10 km oraz okazjonalnie półmaratony, ale prawdziwym wyzwaniem dla niej są biegi terenowe. W ub. roku zajęła m.in. 7. miejsce w Biegu 7 Dolin na 34 km.