Test butów: Salming enRoute – dwie twarze Szweda

zobacz zdjęcia » Salming enRoute
 fot. PB  /  źródło: własne
19-06-2017 | 17:25

Autor: Piotr Biernawski

To buty, które nie zawodzą na szosie, właściwie bez względu na wybrany dystans – mówi o Salmingach enRoute Piotr Biernawski, zwycięzca tegorocznego Biegu Rzeźnika (w duecie z Piotrem Huziorem).

Firma Salming zaczyna mocno atakować rynek polski – z czego ja się ogromnie cieszę – to już 4 model tej firmy, który mam przyjemność testować. Każdy, w którym biegałem okazywał się znakomitym obuwiem biegowym, wprowadzając mnie w coraz większe zdumienie. Tym razem jest to model enRoute – czyli lekki model szosowy na dystanse okołomaratońskie, oraz długie wybiegania treningowe na twardym podłożu.

Wrażenie przez duże W

Ten but atakuje zmysł wzroku na wszelkie możliwe sposoby. Niesamowita kolorystyka, tzw. fluo, niesamowity design – od oczek na sznurówki, materiałów o różnych fakturach, szkieletu „exo” widocznego spod siateczki, do detali jakich chyba nie widziałem w żadnym użytkowanym dotychczas przeze mnie obuwiu – a teraz liczę je już w dziesiątkach modeli – kolorowa tasiemka na zapiętku pomocna w zakładaniu, odważne obrandowanie – tu nie ma wątpliwości kto jest producentem obuwia, czy nawet szwedzka flaga na języku, świadcząca o tym, że Szwedzi są dumni ze swojego dziecka. Ten but nie może się nie podobać! Zwraca na siebie uwagę, nawet w większej grupie biegaczy wybija się z tzw. tłumu.

 


Salming enRoute ma niesamowitą kolorystykę i design – od oczek na sznurówki, przez materiały o różnych fakturach do szkieletu EXO widocznego spod siateczki

 

Organoleptyka stosowana

To już chyba tradycja dla Salmniga, że jego buty są lekkie. I z małym dropem. Pasuje to do filozofii Natrual Running. Tym razem, choć but jest bardzo lekki – ok. 250 gram przy rozmiarze 43 1/3 – oraz widocznej nawet gołym okiem sporej amortyzacji, ma drop 6 mm. Normalnie napisałbym tylko, ale w wypadku Salmniga wypada napisać: aż. Pianki pod piętą jest sporo, pod spodem na podeszwie jest charakterystyczny krzyżowy system stabilizacji, a różnokolorowa guma w podeszwie świadczy o różnych mieszankach w częściach przedniej, środkowej i tylnej. Cholewka jest miękka i bardzo przewiewna – co też jest dość charakterystyczne dla większości modeli firmy – usztywniony jest za to zapiętek.

 

 But waży tylko 250 gram i ma (jak na Salminga) aż 6-milimetrowy drop

 

Całość cholewki ma budowę warstwową – pierwsza warstwa materiału, połączona jest z językiem, potem jest EXO – czyli panel stabilizujący stopę w bucie. Żeby było ciekawiej, połączony jest on z oczkami sznurówek, a na wierzchu mamy bardzo drobną siateczkę – podobnie jak w testowanym wcześniej modelu Elements – wyglądającą jakby była z teflonu. Całość powoduje przysłowiowy opad szczęki – czegoś takiego nie widuje się u innych producentów. U żadnego z nich.

Radość biegania!

W butach biegałem zarówno po twardych nawierzchniach, jak i – niekoniecznie zgodnie z przeznaczeniem – w terenie, i to dość trudnym, bo bieszczadzkim. Na asfalcie but jak na swoją amortyzację – a jest jest sporo, choć nieprzesadnie – jest dynamiczny. Mistrzowsko się przetacza, bardzo gładko i cicho. Wrażenie jest podobnie, jak w terenowym bracie – modelu T3. Jest bardzo przewiewny, co jest olbrzymią zaletą! Dopasowanie do stopy dzięki systemowi sznurowania połączonemu z warstwą EXO jest bez zarzutu – nic nie gniecie, nic nie uwiera. Sznurówki się nie rozwiązują, co też wydaje się być normą u Salminga. Biegałem w nich ponadto bez skarpet, nie spowodowało to żadnych obtarć czy jakiegokolwiek dyskomfortu.

 

 Świetnym rozwiązaniem w butach Salminga jest EXO – system sznurowania połączony ze swego rodzaju szkieletem w cholewce. Całość delikatnie oplata stopę i daje idealne jej trzymanie.

 

W terenie but pokazuje drugą twarz – oczywiście nie polecam go na deszczową porę, ale na suchej nawierzchni zachowuje się jak rasowa trailówka. Podeszwa jest na tyle sztywna, że znakomicie chroni stopę, a jednocześnie na tyle miękka, że but jest po prostu komfortowy. I to nie tylko na ubitej polnej drodze, ale także na kamienistym szlaku. Bardzo mnie to zaskoczyło, jednocześnie dało olbrzymią frajdę podczas technicznego zbiegu, tzw. singla z wieży widokowej Biały Jeleń w Cisnej. Pokazuje to, że but może spokojnie służyć do treningu krosowego w urozmaiconym terenie, co daje mu przewagę nad tradycyjnymi modeami szosowymi w tej wadze – z reguły mamy tutaj za mało „mięska” na takie harce.

Na mokrej nawierzchni przyczepność jest OK, choć na mokrym zbiegu, po mocno nachylonych (myślę ze ok. 30 stopni) płytach miałem już pewne obawy (ale miałbym je chyba w każdym obuwiu). Buty są bardzo odporne na brudzenie się, a jak już się zabrudzą, to łatwo je wyczyścić. Cholewka dzięki swojej przewiewnej budowie bardzo szybko schnie.

 


 Piotr Biernawski sprawdzał możliwości enRoute nie tylko na asfalcie

 

Słowo podsumowania

Model enRoute okazał się świetnym partnerem podczas długich wybiegań, jednocześnie będąc na tyle wszechstronnym butem, że nie bałbym się – o ile nie biegam „dyszki” grubo poniżej 35 minut – użyć go w krótszym wyścigu. W dystansach maratońskich but poradziłby sobie spokojnie na czasy poniżej 3 godzin. Jest też bardzo wygodny, nawet podczas używania cywilnego – co też przetestowałem.
Marka Salming pokazuje, że jest marką bardzo „dojrzałą” i robi buty na najwyższym światowym poziomie, obserwując trendy, ale też idąc swoją indywidualną drogą. Polecam but każdemu, kto potrzebuje butów na asfalt, niezależnie od dystansów, które biega. Będzie z nich zadowolony ten, kto chce się wyróżnić i uciec trochę od masowej chińskiej produkcji.
Tester: Piotr Biernawski – aktualny wicelider Ligi Biegów Górskich Dare2B, zwycięzca Biegu Rzeźnika 2017, zdobywca Pucharu Polski Skyrunning 2015, Drużynowy Mistrz Polski Skyrunning 2015, zwycięzca Grand Prix Sokoła 2015, Mistrz Polski w Zbiegu Górskim 2014.