Test: Salming Elements – but na podium

zobacz zdjęcia » buty Salming Elements
 fot. PB  /  źródło: własne
06-03-2017 | 23:31

Autor: Piotr Biernawski

– Z tymi butami niewielu biegaczy w Polsce miało do czynienia, ale to się zmieni, bo profesjonalizm wykonania z pewnością zostanie doceniony – mówi o Salming Elements wielokrotny medalista mistrzostw Polski Piotr Biernawski.

Salming – firma która w Polsce jest jeszcze mało znana, a jeszcze mniej kojarzona z bieganiem. A okazuje się, że oferta zawiera sporo modeli biegowych, w tym modele trailowe oraz obuwie na asfalt, sporo lekkich modeli wyścigowych. Dla mnie osobiście nie jest to egzotyka, bo mieszkam w mieście, w którym znajduje się polskie przedstawicielstwo tej firmy, i siłą rzeczy marka i jej logotyp wpadał mi w oko. Elements natomiast to uderzenie modelem w najtrudniejszy z możliwych terenów: błoto, błoto z błotem i jeszcze więcej błota. Przyznam szczerze - tak agresywnego bieżnika jaki posiada ten model, nie widziałem do tej pory w żadnym bucie jaki miałem w ręku, włączając w to buty firmy z ósemkową stopą w logo – do których to, nomen omen, Element jest wizualnie mocno zbliżony. Jak się wzorować, to na najlepszych. Waga 280 gram – bardzo zachęcająca dla takich butów!

Poranek... kojota

But po wyjęciu z pudełka robi dobre wrażenie. Design jest klasyczny, w mojej opinii wręcz nieco staromodny. Materiały za to, już na pierwszy rzut oka – nowoczesne. Uwagę zwraca przede wszystkim siateczka – bardzo drobna, śliska – jak gdyby pokryta teflonem. Klasyczny język, sznurówki nie chłonące wody, na zapiętku taśma pomagająca w zakładaniu buta. Drop wynoszący tylko 4 mm – co koreluje z hasłami na pudełku „Natural Running”. Z przodu otok z materiału skóropodobnego, zabezpieczający palce, o znajomo brzmiącej nazwie „Rocshield”. Po bokach olbrzymi napis Salming – może się podobać! Ale przede wszystkim podeszwa – jak ją zobaczyłem, to wyrwało mi się od razu niecenzuralne słowo. Klocki – w przedniej części bardziej kwadratowe, w tylnej – kierunkowe – są rozmieszczone rzadko i mają jakąś horrendalną wysokość. Łał! Sam but – w jaskrawozielonym kolorze, aż bije po oczach, zdecydowanie chce być zauważony. Po przymiarce wnętrze okazuje się szerokie, ale dość „niskie” – dla osoby z wysokim podbiciem polecam przymiarkę przed ewentualnym zakupem.

 Klocki w podeszwie robią wrażenie – w przedniej części bardziej kwadratowe, w tylnej kierunkowe

 

Krosy po zróżnicowanym terenie

Na pierwsze testy obuwie zabrałem w teren, oględnie mówiąc krossowy. Zacząłem od dobiegu po asfalcie – i o ile myślałem, że w tym bucie bieganie tutaj będzie przypominać bardziej powrót z sobotniej dyskoteki do domu – o dziwo okazało się, że nie jest tak źle – guma zdaje się być dość sztywna, klocki nie mają tendencji do uginania się, a but nie pływa.

Po wbiegnięciu w podmokłą łąkę... nabrałem wody – i to nie w usta. Siateczka wpuszcza wodę bez żadnych zahamowań, na szczęście – równie chętnie ją wypuszcza. Osobiście jestem zwolennikiem takiego podejścia do tematu – „szczelne” buty z np. membranami na dłuższą metę nie sprawdzają się w takim terenie. W samej trawie - rewelacja – wyjdę przed szereg i powiem, że tutaj but czuje się chyba najlepiej – mokra trawa, podmokła łąka – jest bardzo pewnie i bardzo przyjemnie.

Siateczka cholewki łatwo wpuszcza i wypuszcza wodę 

 

W leśnej ściółce, drodze gruntowej – but nie jest najszybszym zawodnikiem, ale daleko mu do tzw. zamulania. Wbiegając głębiej w las trafiam na fragmenty lodu – tu cudów nie ma – osobiście na co dzień biegam w warunkach, w których pojawia się lód – w kolcach, dlatego nawet ciężko mi zaufać butom bez, ale tutaj, o ile można jakąś ocenę wystawić, są to „stany wyższe bezkolcowe”. W śniegu jest bardzo dobrze. Dalsza część treningu na rympał prowadzi mnie w poprzek kilku potoków oraz głębokich jarów – i tutaj but znowu mnie zaskakuje – byłem pewien że najpierw zjadę w taki jar na zadku, a potem nie będę z niego mógł się wydostać – nic bardziej mylnego – but na stromiznach dochodzących do 50 procent po prostu... trzymał. Tutaj te prawie centymetrowe kołki pokazały po co są. Dzień zakończył się beztroskimi zbiegami po polach, łąkach i pastwiskach, gdzie nawet specjalnie nie patrzyłem co mam pod nogami. Dopóki nie trafiałem na kamień – but nieszczególnie przed nimi chroni stopy, w podeszwie nie ma żadnej wkładki, a sama jej grubość po odjęciu bieżnika – jest stosunkowo nieduża. Ale nie jest gorzej, niż zakłada standard dla tego typu obuwia.

 But na stromiznach trzyma bardzo dobrze

 

Walka z Klimczokiem

Czyli RMD Winter Run, który pobiegłem w Salmingach. Trasa to w większości podbieg, plus niewielki zbieg na północ Klimczoka – w tym roku góra pokazała nam wszystkie swoje oblicza – początek asfaltem, płytami, płytami z dziurami – wszystko sucho i twardo – Salmingi mierzą się tu z nawet takimi butami jak Adidas Adios! Nie jest źle. To jest trochę jest, bo zgodnie z oczekiwaniami klocki zostały minimalnie przytarte. Ale jak wszyscy wiemy, w takich butach w ogóle nie powinno się wbiegać na asfalt. Ja to zrobiłem dla was – i da się, całkiem nieźle, tyle tylko że nie warto. Potem sekcja błotna i błotno lodowa, gdzie nie było grama poślizgu ani uślizgu, na koniec śnieg, w większości kaszowaty, zapadający się – tu grip był znakomity, nawet na szczytowym podejściu na Klimczok. Gorzej z moją wagą, która nie pozwalała prześlizgnąć się górą – jak robiło to wielu lżejszych zawodników. Zbieg z kolei po twardym, zmrożonym podłożu – tutaj o dziwo było szybciej niż czołówka. Pewnie i bez wahania. Na twardszym podłożu w podeszwie czuć jeszcze lepiej większą sztywność i niż w podobnych butach konkurencji. Na najszybszych sekcjach osiągałem prędkości poniżej 2:50, na płaskim po ok. 3:10 – przy tych prędkościach zapomniałem, że na nodze mam but z serii „ciężki kaliber” – noga w bucie trzymana jest pewnie, nic nie goni, nic się nie przesuwa, palce nie mają tendencji do „wybijania dziur”. But bieg skończył na podium – a więc, chyba jest butem na podium!

 

 Piotr Biernawski sprawdził Salmingi Elements zarówno na treningach jak i w warunkach startowych

 

Saturday Night

Po bieganiu każdy biegacz – lub nie każdy – robi kilka czynności. Wytrzepuje z podeszwy błoto – tu podeszwa nie ma tendencji do zapychania się, z pewnością pomagają rzadko rozmieszczone klocki; myje buty – jest bardzo łatwo, szybko i przyjemnie (o ile mycie butów takie być może), aczkolwiek mimo śliskości siateczki, nie udawało mi się jej domyć do czysta – jakieś plamy zawsze zostawały. But schnie ekspresowo – to jeden z dwóch najszybciej schnących butów jakich używałem.
Mój, ekhm, osąd – but jest maszyną do błota i terenu podmokłego. Wcześniej czy później każdy biegacz górski lub przełajowy/terenowy staje przed chęcią, lub nawet musem (oby tylko bez przy ;)) nabycia takiego obuwia – bezkompromisowego traktora, który pociągnie drzewo, wróć – biegacza – po najgorszych, rozjeżdżonych, rozpacianych, rozgrzebanych, rozmymłanych drogach, oraz – poza nimi. Ten but nadaje się do tego idealnie. Jeśli też myślisz o podobnym obuwiu – Salming Elements napewno cię nie zawiedzie!

Tester: Piotr Biernawski – zdobywca Pucharu Polski Skyrunning 2015, Drużynowy Mistrz Polski Skyrunning 2015, zwycięzca Grand Prix Sokoła 2015, mistrz Polski w Zbiegu Górskim 2014, 3. miejsce Bieg Rzeźnika 2016.