Test butów: Reebok ZPump Fusion 2.5 – dla każdego coś miłego

zobacz zdjęcia » Reebok ZPump Fusion 2.5 czyli buty z pompką
 fot. DMK  /  źródło: własne
02-10-2016 | 21:55

Autor: Dariusz Marek Król

Uniwersalny sprzęt dla początkujących i do treningów szybkościowych dla zaawansowanych – ocenia Reeboki ZPump Fusion 2.5 doświadczony biegacz Dariusz Marek Król.

Buty otrzymałem do przetestowania pod koniec sierpnia, na pół godziny przed startem w Praskiej Piątce, biegu towarzyszącym BMW Półmaratonowi Praskiemu. Miałem nawet zamiar już w nich pobiec, ale nie wiedziałem do końca jaki typ butów trafi w moje ręce i ostatecznie zrezygnowałem z tego zamiaru. Jednak już od następnego dnia wszystkie moje treningi jak i starty odbywały się w nich – czyli w Reebokach Zpump Fusion 2,5.

Może się podobać

Wyglądem utrzymane są one w ostatnio obowiązującej stylistyce. Zastosowano dość minimalistyczne wzornictwo z ciekawą jaskrawą kolorystyką – niebieski turkus cholewki z neonowo żółtą podszewką. Całość na białej podeszwie też z żółtą wstawką na zewnątrz harmonizującą z żółtym paskiem wzmacniającym, biegnącym do zapiętka. Na tym pasku umieszczone jest to, co wyróżnia ten model, czyli pompka i obok zaworek spustowy. Dzięki temu systemowi but ma idealnie dopasowywać się do nogi.

Syntetyczna bezszwowa cholewka zachęca do zakładania ich nawet bez skarpet. Pomiędzy zewnętrzną siateczką, a wewnętrzną, rozciągliwą komfortowo podszewką jest tzw. endoszkielet otaczający ze wszystkich stron stopę. Podeszwa wykonana w systemie zrated przypomina geometrią bieżnik opon szosowych. Można go spotkać w innych modelach tego producenta. Wzmocniona jest pod piętą i w rejonie dużego palucha odporną na ścieranie gumą. Wnętrze wyścieła wyjmowana wkładka ułatwiająca zabiegi czyszczące. Stylistycznie but może się podobać.

Reeboki ZPump Fusion 2.5 nie mają języka, góra buta jest jednolita

 

Przy pierwszym założeniu wyraźnie odczułem duże wsparcie w podbiciu, pomimo że but jest neutralny. W rejonie palców cholewka rzeczywiście oferuje dużo przestrzeni. Mam szczupłą stopę więc bardziej to zauważam, ale i masywniejsza stopa też powinna czuć się komfortowo. Wąska, tasiemkowa sznurówka przeplata się przez cztery pętelki, po każdej ze stron buta. Tu nie występuje tzw. język. Góra buta jest jednolita, co wyeliminowało wszelkie przeszycia. Sznurówki są trochę za długie, a ich tasiemkowatość zmusza do podwójnego pętlenia, bo inaczej szybko się rozwiązują.

Uczucie pęczniejącej gąbki

Teraz system zpump. Z zewnątrz zdradzają go dwa przyciski. Ważniejsze jednak są komory wypełniające się powietrzem po każdym naciśnięciu przycisku. Jest to system naczyń (a raczej poduszek, określanych jako szkielet) połączonych. Już po około pięciu ruchach pompujących ewidentnie odczuwałem zwiększające przyleganie górnej części cholewki. Przy dalszym kontynuowaniu pompowania, podobnie się dzieje na grzbiecie stopy w miejscu, gdzie w wielu innych modelach występuje tzw. język. Jako, że tu zintegrowany jest on z butem może działać ten system szkieletowy. Wrażenie początkowo jest dziwne i zależy też od zastosowanego poziomu napompowania. Coś w rodzaju pęczniejącej gąbki. Jednak nie ma mowy o jakimś dyskomforcie w postaci ucisku. Wszystko, czyli otulanie stopy, odbywa się miękko. Bezszwowa konstrukcja i czynnik wypełniający są tu kluczowe.

 Podeszwa wykonana w systemie zrated. Przypomina geometrią bieżnik opon szosowych.

 

Jak ten system sprawdzał się podczas biegu. W sumie w tym obuwiu pokonałem około 250 kilometrów, oczywiście głównie treningowo. W tym czasie zauważyłem, że nie ma co przesadzać z pompowaniem, szczególnie w czasie upałów i w biegach startowych. Przekonałem się o tym podczas wyścigu krosowego po zróżnicowanej nawierzchni  na dystansie 10 km w Dąbrówce. Pomimo że było to w połowie września temperatura przekraczała 30 stopni. Start był o 12.45. Chcąc mieć pewność stabilizacji zastosowałem 35 „pompnięć". Po wyścigu miałem wrażenie, że ucisk był zbyt duży, ale na stabilizację narzekać nie mogłem. Po prostu trzeba przeeksperymentować indywidualnie do własnej tęgości stopy. To, co mi pasowało w tym pompowaniu to to, że świetnie buduje wsparcie dla achillesa, nie usztywniając go jednak nadmiernie. Ten wyścig przekonał mnie, że but jest szybki, bo jak na moje aktualne możliwości połowę dystansu pokonałem ze średnią 4 min/km. Dwa tygodnie później na krótszym dystansie było nawet szybciej. W efekcie tych obserwacji nasunął mi się wniosek, że jakiś wskaźnik ciśnienia by się przydał, by np. osiągnąć jednakowe w obu butach, a nie tylko bazować na odczuciach. Nie wiem jak inni, ale mnie prześladuje syndrom nie równomiernie zawiązanych butów, a przed imprezami startowymi w szczególności, stąd takie uwagi. 

 

 System pompowania poprawia stabilizację stopy

 

Wrażenia z wnętrza buta

Wyraźnie lepiej współpracuje ze skarpetkami syntetycznymi, niż z tymi z domieszką bawełny, czy innych naturalnych materiałów. Oczywiście zakładałem je również na gołą stopę. Chociaż nie jestem zwolennikiem tego typu biegania, to amatorzy takiego sposobu użytkowania obuwia nie powinni się niczego obawiać. W dniu w którym tak biegałem, było również dość ciepło i dla mnie był dyskomfort kontaktu spoconej jednak stopy z wnętrzem buta. Przy okazji, jak jest z przewiewnością? Według mnie jest optymalna na okres letni, w chłodniejszym okresie może być za duża, ale but nie jest zimowy.

 

Sznurówki w tym modelu nie są zupełnie potrzebne

 

Słabym elementem w tym sprzęcie są sznurówki, które od razu zwróciły moją uwagę. Wraz z upływem testowego czasu doszedłem do wniosku, że to słabe ogniwo najlepiej wyeliminować. Tak, nie zamienić tylko wyeliminować. Postanowiłem, że pobiegnę bez sznurówek. Oczywiście komory szkieletu napełniłem pompowaniem, tak by osiągnąć stabilizację. I okazało się, że jest super. Tu nie występuje problem za mocnego zesznurowania, czy ucisku w wyniku puchnięcia stopy. Biegałem treningowo poniżej 5 min/km i wszystko było bez zastrzeżeń. Może występować jedynie obawa psychologiczna, która sądzę, po kilku przebieżkach, by zniknęła. 

Podsumowując – ten model Reeboka może być uniwersalnym sprzętem dla początkujących, z kolei dla zaawansowanych może to być uzupełniający sprzęt do szybszych jednostek treningowych o umiarkowanych objętościach. W obu przypadkach pozwoli on do dawkowania i eksperymentowania z komfortem dopasowania i siłą stabilizacji.

Tester: Dariusz Król – biegacz długodystansowy i maratończyk z kilkunastoletnim stażem, czołowy polski zawodnik w kategorii M-50. Także animator kameralnych zawodów w lokalnym środowisku.