Test butów: Nike Lunarepic Flyknit Low – nie tylko miejski lans...

zobacz zdjęcia » Nike Lunarepic Flyknit Low sprawdzają się nie tylko w miejskich warunkach
 fot. DS  /  źródło: własne
17-10-2016 | 08:40

Autor: Daniel Sałaciński

W pierwszym podejściu, Nike Lunarepic nie rzuciły na kolana doświadczonego biegacza Daniela Sałacińsiego, ale w drugim udowodniły, że warto je mieć w swojej kolekcji. Poważnych powodów jest co najmniej kilka.

Szkoda pobrudzić!

Oo! jakie ładne! Nie szkoda będzie pobrudzić? Na jednolitej cholewce nie widać nęcącej technologii tylko duże logo producenta. Wyszukane kolory mienią się jak wrzosowisko i swoją niepowtarzalnością kojarzą mi się z dywanem tkanym na krośnie. A podeszwa niczym od basenowych klapków. Wyglądem nie pasują do moje wizji mitycznego świata biegaczy. Uznałem, że na pewno są to buty dla miejskich lanserów (bo też są!) i trochę straciłem zainteresowanie nimi. Jednak te zagadkowe nacięcia na podeszwie i kolorowe cholewki…

 

Buty intrygują swym wyglądem i to też można zaliczyć na plus

 

Czego sobie życzysz?

Jadąc do Krynicy na festiwal biegowy pakuję prawie cały biegowy dobytek. W planach jest pięć biegów. Zbieram wszystkie biegowe buty – też pięć (jasne, że par). Lunarepic też. Jako bardzo gustowne i wygodne od pierwszego założenia stały się podstawowymi butami powszechnego użytku. I zapowiadały się też jako idealne buty „na spocznij” między biegami. Ale by nie pozostawać dłużnym względem doświadczeń założyłem je na 15-kilometrowy wyścig po pagórkowatym asfalcie. To wystarczający dystans by zweryfikować ich przydatność. Huu!, było nadspodziewanie dobrze! Za dwie godziny czekał mnie drugi bieg – 7 km też asfaltowe.

 

 Nike Lunarepic Flyknit Low nadają się do szybkiego biegania, ale też i truchtu (niekoniecznie w miejskich warunkach)

 

Nie mając czasu ani chęci na kombinację ze sprzętem, zmieniłem ubrania na suche, a już sprawdzone (szybko, nie?) Lunarepic zostały na nogach. I jazda. Trasa podobna. Odczucia też. Dobre trzymanie, amortyzacja i elastyczność trafione w mój brak oczekiwań. Trasa pagórkowata. Powolne 2 kilometry pod górę i długi zbieg. Wzrastają prędkości i obciążenia. Do tego start jest po godzinie 22, zdarzają się zupełnie ciemne zalesione zakręty. Nie ma kontroli nad doborem miejsca dla stóp. Jednak te moje najeczki ładnie układają się na wszystkich nierównościach. Znów zadowolony, że wszystko działa, a najbardziej z faktu biegania, zamykam pierwszy test bojowy Lunarepic. Nie dość, że dobrze się wygląda zwiedzając w nich miasteczko i kawiarnie, to naprawdę są to buty do biegania. I to jak sobie klient życzy – może być szybko, że nogi nie nadążają kręcić (jak z górki) i wolniejszy trucht – komfort cię nie opuści.

 

 

Technologicznie

1. Podeszwa wykonana z pianki Lunarlon. W dwóch gęstościach. System laserowych nacięć w podeszwie – ok. 5 mm głębokości x 5 nacięć po obydwu bokach podeszwy. Bieżnik podzielony na pięć paneli także z głębokimi nacięciami.

2. Drop 10 mm

3. Prawie bezszwowa cholewka w technolofi FlyKnit

4. System wiązania Flywire

4. Odblaskowy pasek na zapiętku

5. Na stopę neutralną i supinującą

6. Waga 258 g

 

Podeszwa przypomina kocią łapkę – ma pięć oddzielnych poduszek

 

Nike Lunarepic Flyknit Low to druga odsłona butów z podeszwą jak kocie łapki – pierwsze zwracały uwagę cholewką będącą jednocześnie skarpetą za kostkę. Te mają w nazwie Low, więc są klasycznie krótkie. Wracając do podeszwy: …jak kocie łapki – podzielona na pięć poduszek i podobnie działająca jeśli chodzi o akustykę – system poduszek z koncentrycznymi nacięciami rozprasza energię wytłumia tupanie, ale nie oto chodzi. Panele na jakie podzielona jest podeszwa i laserowe nacięcia na nich, oraz na bokach podeszwy, pozwalają dopasować się jej do gruntu, a wewnątrz buta do stopy. Co to daje?

W połączeniu z miękką i dobrze opinającą stopę cholewką, stopa ma niewielki ruch w bucie. Tworzy dość dobrze zintegrowany i stabilny punkt oparcia i odbicia. Zachowując jednocześnie walory amortyzacji. W pierwszej chwili po założeniu butów towarzyszy lekkie poczucie jakiejś mini destabilizacji. Zdaniem producenta poprawia to propriocepcję. Na pewno daje odrobinę czucia podłoża. O co w amortyzowanych butach trudno. W truchcie mamy bardzo przyjemną amortyzację. W szybszym biegu sprężystość przejmuje palmę pierwszeństwa, a amortyzacja nie przeszkadza. Za sprawą nacięć w podeszwie ma się też wrażenie lekkiego, kontrolowanego mikro drgnięcia pod stopą, które sprzyja stawom i mięśniom, redukując przeciążenia wynikające z uderzenia nogi o asfalt. Także za tym wymuskanym, lanserskim kapciem stoi wyszukana technologia, (na stronie Nike jest info, że opracowania trwały 4 lata) która pozwoliła stworzyć lekką i dopasowaną, prawie bezszwową cholewkę. Elastyczną i dość dobrze wentylowaną. Do tego adekwatną podeszwę, sprawnie balansującą między amortyzacją, sprężystością i czuciem podłożą (czy też jego substytutem).

 

Daniel Sałaciński jest zadowolony ze swych Lunarepiców, choć na początku podchodził do nich z nieufnością

 

Chcąc biegać lepiej pracuję nad techniką i staram się nie biegać z pięty, a ta konstrukcja  wcale tego nie ułatwia. Przez 10 mm drop pięta wcześniej (niż bym chciał) trafia na podłoże i podeszwa nastawiona na komfort przeciąga swój z nim kontakt. Przy moich tempach to niuanse. Jednak jak ktoś chce biegać szybko to może go to rozpraszać. W Lunarepic ważniejszy jest komfort na dłuższych wybieganiach, a jeśli ścieżka zmieni się w  asfalt to też amortyzacja. Dla mnie ważącego ok 70 kg jest jej aż nadto. Ale, jak pisałem wcześniej, dla przeciętnego biegacza (nie ma takich, wszyscy są wyjątkowi!) nie będzie przeszkód by zrobić trening tempowy. W końcu to nie sprzęt biega. Ważne by nie przeszkadzał. W tym wypadku nie ma o tym mowy.

Tester: Daniel Sałaciński – biegacz z 11-letnim stażem, ultramaratończyk – uczestnik m.in. biegu Chudego Wawrzyńca. Zwycięzca tegorocznego biegu ekstremalnego z przeszkodami cyklu Survival Race (Warszawa), maratończyk z rekordem życiowym poniżej 3 godzin.