Test butów: Merrell Agility Charge Flex – zwinny pancernik

zobacz zdjęcia » Merrell Agility Charge Flex
 fot. KL  /  źródło: własne
01-05-2017 | 09:28

Autor: Karolina Lewandowska

Te buty mają łączyć ogień i wodę, czyli zapewniać jak największą zwinność i wyczucie podłoża, przy możliwie jak najskuteczniejszej ochronie i komforcie dla stopy – mówi Karolina Lewandowska, miłośniczka biegów terenowych, z sukcesami na amatorskim koncie.

 

No to będzie… grubo – pomyślałam, kiedy zobaczyłam moje nowe „testówki”. W trailowym modelu Merrell Agility Charge Flex najbardziej rzuca się w oczy wyjątkowo pokaźna podeszwa. Może nieco mniej „przesadzona” niż w produktach firm Hoka One One czy La Sportiva, ale i tak jest jej tu naprawdę dużo. Nie mając do tej pory okazji wypróbować tego typu terenowych „koturnów”, zawsze zadawałam sobie pytanie: jakim cudem można w tym biegać?! I to szczególnie na trailowych czy wręcz górskich trasach, pod które te buty są przecież szyte. Sporo osób mówiło mi, że w terenie sprawdzają się rewelacyjnie i są bardzo stabilne. Ale… ja na sam ich już widok czuję ból skręconej kostki.

 

 Merrelle Agility Charge Flex mają masywną podeszwę, ale za tym nie idzie zbyt wielka waga buta

 

Wstępna analiza (porównawcza)

Butów do biegania w terenie mam (sama się zdziwiłam) 11 par, w tym tylko jedną z solidną, grubszą podeszwą – Saucony Xodus 2.0. I to zresztą jest jedyny z posiadanych przeze mnie modeli, z którym zupełnie się nie dogaduję i biegam w nim tylko, kiedy pogoda jest tak paskudna, że szkoda mi zakładać coś innego. Patrząc na nowe Merrelle, bałam się podobnego „trudnego związku”. A tymczasem… Już samo wzięcie ich do ręki rozwiało część obaw. Może nie jest to model wagi piórkowej, ale jak na swój groźny wygląd i tak okazuje się zaskakująco lekki. W rozmiarze z wkładką 25,5 cm jeden but waży 264 gramy, moje ulubione startówki Salomona – 214 g, a wspomniane Saucony – 324 g. Inna sprawa, że model, w którym najlepiej biega mi się w terenie (Nike Zoom Streak LT 2), obciąża stopę zaledwie 142 gramami, ale tu jej ochrona jest zredukowana niemal do zera. A Charge Flex ma owej ochrony dawać naprawdę dużo, co musi kosztować dodatkowe gramy.

Tytułem wstępu – czyli cholewka

Na materiałach użytych do wykonania cholewki zdecydowanie tu nie oszczędzano – są solidne, grube i jest ich… jakoś tak dużo. Producent obiecuje jednak, że stopa powinna dobrze oddychać. Materiał tuż nad podeszwą dodatkowo wzmocniono specjalnym tworzywem TPU – wyraźnie pogrubionym w przedniej i zewnętrznej części buta. Trochę zdziwiło mnie to, że od środka – w okolicy dużego palca – wzmocnienie na cholewce wygląda na zdecydowanie mniej solidne. Naszyte w tym miejscu tworzywo jest dekoracyjnie pocięte w coś w rodzaju łusek i wyraźnie ustępuję pod naciskiem, podczas gdy gumowanie chroniące pozostałe palce jest twarde jak kamień, w który to jednak najczęściej uderza się okolicami przednio-środkowej części buta, a zdecydowanie rzadziej zewnętrznym bokiem. Pozostaje ufać projektantom, że to jednak przemyślana strategia i forma nie wygrała tu z treścią.

 

   

Cholewka przedniej część buta została wzmocniona sztucznym tworzywem – TPU

 

Sama cholewka ma w ogóle dość oryginalną, asymetryczną budowę i wykonana jest z dwóch różnych materiałów. W przeważającej części – z przodu i na zewnętrznym boku – to materiał pokryty oddychającą siatką, ten w części wewnętrznej wygląda na zdecydowanie mniej przewiewny i jest wzmocniony czymś w rodzaju siatki pokrywającej jego powierzchnię. Od środka but okazuje się już sprawiedliwie jednolity – cała cholewka została wyłożona miękką, pozbawioną drażniących zgrubień czy przeszyć tkaniną. Asymetria kontynuuje się jednak, jeśli chodzi o konstrukcję języka – od strony zewnętrznej wszyto go na stałe i tylko od wewnętrznej jest ruchomy. Takie rozwiązanie ułatwia walkę z wpadającymi do środka drobnymi kamykami, gałązkami, igliwiem itp., a przy tym absolutnie nie przeszkadza w zakładaniu i zdejmowaniu buta.

 

Od strony zewnętrznej język jest wszyty na stałe

 

Clou programu – czyli podeszwa

Tu dopiero się dzieje! Po pierwsze, mimo pozornie dużej różnicy w grubości podeszwy z przodu i z tyłu, buty mają zaledwie 6-milimetrowy drop, co przekłada się na dość naturalne ułożenie stopy. Po drugie, sama stopa znajduje swoje całkiem wierne odzwierciedlenie w konstrukcji tego, na czym spoczywa. Zarówno od spodu, jak i w wewnętrznej części buta (po wyjęciu wkładki) widać, że koncepcja budowy podeszwy jest tu oparta na budowie stopy, a dokładnie – na ułożeniu jej kośćca. Wygląda to intrygująco i producent chyba chce się sprawą pochwalić, bo rzadko się zdarza, żeby w środku buta pod wkładką „brakowało” części materiału, i to akurat w tym miejscu, które obnaża tajemnicę jego konstrukcji. A tu właśnie mamy wewnątrz wycięte elegancko „okienko”. Budowa podeszwy to jeden z wielu zastosowanych w Agility Charge Flex autorskich rozwiązań Merrella. Ten konkretny patent nazwano FLEXconnect i ma on umożliwiać aż dwukierunkowe (!) zginanie podeszwy.

 

 

Konstrukcja podeszwy sprawia, że but dobrze zgina się wzdłużnie i poprzecznie

 

Pierwsze koki

Zdecydowanie nie jest to typ obuwia, którego niemal nie czuć na nodze. Merrelle wyraźnie na niej są, ale wrażenie wcale nie jest przykre. Może w pierwszych chwilach, jeśli ktoś ogólnie dużo biega w mocno odchudzonych modelach, trzeba się do tego przyzwyczaić, ale potem z każdym krokiem jest coraz lepiej. Buty są naprawdę wygodne, nic nie gniecie, nie upija, szeroka przednia część pozwala swobodnie pracować palcom. Jest dobrze.

Ubita gruntówka, leśna ścieżka czy nawet miękkie, trawiaste podłoże – ze wszystkimi tego typu „standardami” Charge Flex radzi sobie tak jak większość trailowych butów, czyli bez specjalnych problemów. Bardziej ciekawiło mnie to, co „powie” na większe wyzwania – np. w postaci kopnego piachu, wystających korzeni czy kamienistych szlaków.

Z wyczuciem i pod kontrolą

Na piachu wcale nie jest najgorzej, choć pewnie mogłoby być lepiej, gdyby klocki w bieżniku były większe i szerzej rozstawione, ale to z kolei przeszkadzałoby na innych nawierzchniach. Zastany w tym bucie kompromis wydaje się więc całkiem rozsądnym rozwiązaniem.

Szczególnie interesowało mnie to, jak buty poradzą sobie z twardymi, wystającymi nierównościami i jak na nie zareaguje podobno zginająca się na wszystkie strony podeszwa.

I… to naprawdę działa! Ryzykując na potrzeby tego testu swoje zdrowie, a przy tym i biegowe życie (bo co to za życie bez biegania, kiedy człowiek np. zwichnie sobie kostkę), na wymagającym odcinku testowym atakowałam z zapałem wszystkie napotkane wystające korzenie, a nawet i zalegające po niedawnych wichurach co cieńsze konary. Wrażenie jest naprawdę niezwykłe – stopa, zamiast z nich zjechać z towarzyszącym temu skrętem kostki, jakby je oplatała, dając duże poczucie bezpieczeństwa, komfortu i pozwalając tuż po stabilnym lądowaniu na kolejne, bezpieczne i pewne, wybicie. Nierówność i wypukłości pod podeszwą były wyczuwalne, ale nie wiązało się to z bólem czy dyskomfortem.

Mniej kolorowo zrobiło się jednak po tym, kiedy trochę popadało i korzenie zaczęły być śliskie – but wtedy z nich po prostu bezradnie zjeżdżał. Ale na śliskość mokrego, omszałego drewna czy kamienia chyba nikt jeszcze skutecznego patentu nie wymyślił, więc trudno tu mieć do Merrelli jakieś specjalne pretensje.

 

Karolina Lewandowska sprawdziła zachowanie Merrelli na kilku różnych nawierzchniach 

 

Podeszwa radziła sobie za to doskonale także na widocznej na części zdjęć nawierzchni złożonej wyłącznie z niewielkich, ale dość kanciastych kamieni. Może nie rozwijałam na nich jakichś zawrotnych prędkości, ale przy całkiem dziarskim truchcie owszem, wyraźnie czułam, po czym biegnę, ale ponownie – bez bólu czy nawet delikatnego dyskomfortu. Można nawet powiedzieć, że wychodził z tego przy okazji całkiem przyjemny, delikatny masaż.

Ale biegi trailowe to nie tylko i wyłącznie leśne czy polne ścieżki albo górskie szlaki (tak by było w świecie idealnym), czasami – np. na zawodach czy nawet na zwykłej wycieczce biegowej zdarzają się też asfaltowe odcinki do przebiegnięcia. I co wtedy? Wtedy właśnie okazuje się, że nieprzesadzona w swojej budowie rzeźba bieżnika bardzo przyzwoicie się sprawdza i na takiej nawierzchni. Ale dużo zależy tu jednak także od tego, jak się biegnie. Kiedy tempo jest stosunkowo niskie i lądujemy bardziej na tylną część stopy, można mieć wrażenie, że trochę tu jednak za miękko i noga jakby „grzęźnie” w podeszwie. Ale im szybciej, i tym samym miejsce lądowania wypada bliżej przodu, tym jest lepiej i dynamiczniej. Myślę, że na zawodach w górach w Merrellach, o ile są na to siły, można na asfalcie spokojnie próbować nadrabiać trochę „straconego” np. na podejściach czasu.

Okoliczności przyrody, w których amerykańska nowość czuje się szczególnie dobrze to podbiegi, a już wręcz w swoim żywiole jest na zbiegach. Elastyczna podeszwa pomaga wydajnie i bezpiecznie pracować stopie zarówno w drodze w górę, jak i w dół. Dzięki specjalnym wzmocnieniom stabilizującym piętę, czyli systemowi „Hyperlock” (autorski patent Merrella), można szybko i stabilnie pokonywać nawet strome i nierówne zbiegi – bez obawy, że stopa nagle gdzieś „ucieknie”.

 

 System Hyperlock w okolicach pięty, poprawia stabilizację stopy

 

W starciu z siłami natury

Gruba podeszwa i dodatkowe wzmocnienia na dole cholewki okazują się bardzo pożyteczne także w nieco innym, niż do tej pory opisane „zastosowania”, kontekście – a mianowicie podczas biegania po błotnistych nawierzchniach. Jasne – w bagnie po kostki nawet one nie pomogą, ale w trochę głębszych kałużach czy rozmokłej warstwie ziemi, nieprzyjemna „paćka” zatrzymuje się po prostu na „koturnie” i wyżej już nie dociera. W większości moich butów z cieńszymi podeszwami w tego typu testowych warunkach miałabym już ubłoconą i przemoczoną dolną część cholewki (a tym samym – i skarpetki).

Niestety, zimna, a momentami wręcz mroźna wiosna nie dała specjalnie okazji do tego, żeby sprawdzić, jak wygląda oddychalność Merrelli, kiedy robi się naprawdę ciepło. Ale udało mi się przynajmniej trochę pobiegać w nich w jedyny do tej pory weekend, kiedy to nagle zaatakowało lato i temperatura podskoczyła powyżej 20 stopni. O dziwo, mimo wręcz odstraszającej w kontekście wyższych temperatur grubości cholewki, w środku nie było mowy o saunie, której się spodziewałam i stopa naprawdę miała jak oddychać.

 

 Wysoka podeszwa sprawia, że błoto rzadko dostaje się na cholewkę, nawet podczas treningu w grząskim terenie

 

I jeszcze jedno – producent obiecuje też, że dzięki zastosowanej konstrukcji bieżnika łatwiej jest z niego usuwany brud. Tak, jasne… pomyślałam – typowy chwyt marketingowy. Ale kiedy po każdym biegu w bardziej błotnistych warunkach (które zdecydowanie dominowały podczas testów), po zdjęciu butów z niechęcią myślałam o tym, ile będzie zaraz trzepania, wytrząsania i czyszczenia tego, co pewnie nazbierałam po drodze, okazywało się, że podeszwa jest rzeczywiście mniej „zalepiona” niż to zwykle bywa w innych modelach butów, których używam. Ale podkreślam, chodzi tu o zwykłe błoto. To, czy ten patent działa także w jakichś bardziej ekstremalnych, lessowych czy gliniastych warunkach, nie było mi dane jeszcze sprawdzić.

Po co i do czego?

„Po co jest ten miś?” Z pełną odpowiedzialnością mogę odpowiedzieć: m.in. po to, by otworzyć oczy niedowiarkom (takim jak np. ja), że w tego typu na oko „pancernych” butach można rzeczywiście przyjemnie, lekko i dynamicznie biegać w terenie. Merrell ma duże doświadczenie w produkcji obuwia minimalistycznego, do biegania naturalnego i bardzo dobrze udało mu się wykorzystać je w zaprojektowaniu modelu, który mimo tego, że daje jednak większą ochronę, wciąż pozwala na dobry i „czuły” kontakt z podłożem.

 

Merrelle Agility Charge Flex nadają się na trening w terenie, ale też do trailowych startów

 

Do czego najlepiej używać tych butów? Przede wszystkim – zgodnie z sugestią producenta – do długodystansowych biegów terenowych. Testowany model Agility Charge Flex to jedna z dwóch propozycji z serii „Agility”, drugą jest wersja Agility Peak Flex – z nieco inaczej skonstruowaną podeszwą i wzbogacona o specjalny system sznurowania, który pozwala jeszcze lepiej dopasować but do stopy. Na amerykańskiej stronie dla konsumentów Merrell wyraźnie określa przeznaczenie obu modeli: Peak (cena u nas – 489 zł) ma być butem na długie biegi w trudnym terenie, testowany Charge (399 zł) – na szybkie biegi w terenie umiarkowanym.

Czy zdecydowałabym się wystartować w Charge Flex w zawodach? Myślę, że właśnie w takich krótkich i szybkich, pod które wg Merrella je skrojono, chyba raczej nie… Trochę bym się jednak bała, że będzie w nich wolniej niż w lżejszych startówkach. Ale na jakimś dłuższym, górskim dystansie? W sumie czemu nie – po dotychczasowych testach mam niemal pewność, że przynajmniej nie zrobiłyby moim stopom krzywdy. A już zdecydowanie byłby to mój pierwszy wybór na długie, treningowe biegi w terenie.

Testerka: Karolina Lewandowska – biegaczka z 4-letnim stażem i z kilkoma zwycięstwami na koncie. Wygrała m.in. klasyfikację generalną w dwóch ostatnich edycjach Wesołych Biegów Górskich na dystansie 6 km (ma też rekord trasy tych zawodów) . W 2015 roku zajęła m.in. 7. miejsce w Biegu 7 Dolin na 34 km.