Test butów: Magical Shoes – szybkie i wściekłe

zobacz zdjęcia » buty Magical Shoes
 fot. DS  /  źródło: własne
09-05-2017 | 20:59

Autor: Daniel Sałaciński

Wytrawny biegacz Daniel Sałaciński najpierw zadał sobie kilka pytań dotyczących tych minimalistycznych butów, a potem sprawdził je „w ogniu”, czyli... przebiegł maraton. Wrażenia? Bardzo pozytywne.

Krótka charakterystyka: miękkie, lekkie, podeszwa zrobiona z 5 mm kawałka gumy, cholewka i wnętrze z zamszu i siatki. Da się je zrolować, zwinąć w każdym kierunku, żadnych twardych elementów.

Dają wrażenie poruszania się w grubej skarpecie. Guma na podeszwie elastyczna i zarazem zwarta, nie ma obawy, że byle co przebije się przez nią i ukłuje w stopę. Ale wszystkie korzenie, każdy kamyk i nierówność dają impuls by jednak starać się je omijać. Za sprawą tej gumy, jeśli chodząc/biegając nie uderzamy piętą, nasze kroki będą bezszelestne. Nie są wodoodporne. Bardzo szybko przemiękają, wystarczy by grunt był mokry, rosa na trawie, i w środku robi się mokro. Ale za to są przewiewne. Wentylacja na poziomie sandałów.

 

 Magical Shoes mieszczą się w pudełku, które rozmiarami przypomina opakowanie pizzy

 

Oo! co to, pizza przyszła?  Nie, to buty. Do biegania. Nie wyglądają? – oczywiście, że mogą być do chodzenia po mieście, po mieszkaniu, biurze, sklepie…

Po co ci kolejne buty do biegania? – Te są inne. Na ogół używam 3-4 par butów. Wkładam te, które wydają mi się stosowne, i do zamiarów treningowych i pogody. A takie Magical Shoes to po co? Co ci to daje, że biegasz w takich butach? Hmm… no właściwie to mogę i bez nich, jak i bez każdej innej pary… Ale polubiłem je od pierwszego wejrzenia, podoba mi się idea minimalizowania tego co ma „wspomagać” stopy. Elastyczne, wytrzymałe stopy, sprężysty Achilles i silna łydka, brzmi lepiej niż technologicznie zaawansowane buty.  Proste równa się też mniej zawodne. Lepiej jest polegać na sobie, nie na technologii.

 

Ten but nadaje się nie tylko do biegania 

 

Co ci dają te buty? – Dają poczucie podłoża, stajesz na leśnej ściółce jak na dywaniku w sypialni. Są kolejnym poziomem wtajemniczenia w poprawianiu jakości biegania. Wyskakując w nich na trening wiem, że będę zwiększał kadencję, lądował na śródstopiu, szukał miejsca na postawienie stopy i mieszając rytm biegu, aktywował więcej mięśni, ścięgien, tłuszczu… Mój bieg będzie „bardziej” i organizm poczuje to bardziej, a przecież o to chodzi w treningu, by był to konkretny bodziec.

A może ulegasz jakiejś modzie? – Od kilkunastu lat biegam i interesuję się sprzętem i biomechaniką biegu, pamiętam różne biegowe mody, wręcz religie, zawsze wspierane naukowymi, trzymającymi się kupy opracowaniami, potem przychodziło nowe, zmywało głowę staremu… panta rei. W przypadku Magical Shoes też da się udowodnić naukową metodą, że są one dobre lub złe do biegania. Zależy od zastosowanych kryteriów. Jednak tutaj przynajmniej nie jesteśmy mamieni cudownymi systemami sprawiającymi nasze bieganie lepszym. Za całą magię, o której zaświadcza naszywka z nazwą butów, odpowiada prostota i skromność konstrukcji. I to mi się podoba. Chętnie wchodzę na ścieżkę bezkompromisowego minimalizmu. Pamiętam scenę (jeszcze z czarno-białego dzieciństwa lat 80.) widzianą w TV jak Zulus Czaka zdeptał ognisko gołymi stopami – też tak chcę!

 

 

 Jedną z niewielu różnic między modelem ubiegłorocznym (z lewej) i z 2017 r., można dostrzec na podeszwie

 

Także, trochę ulegam modzie, a na pewno ulegam własnemu mitowi biegacza – w moim przypadku skromnie obutego.

Opis/porównanie do poprzedniego modelu

Bieżnik to gęste poprzeczne nacięcia na połowę głębokości tej gumy. Ułatwiają anatomiczne układanie się buta na stopie. Przednia część podeszwy lekko zawija się na nosek buta – to zmiana względem poprzedniego modelu, gdzie guma podeszwy okrojona była tylko do powierzchni styku stopy z podłożem. Tak samo bardziej chronione jest podbicie stopy. Dzięki temu buty nie tracą nic a nic ze swojego minimalistycznego charakteru, a będą (zdaje się) trwalsze. Cholewka w moim modelu czarna jak aksamit, dobrze trzyma piętę, właściwie trzyma się pięty i opina śródstopie. W przedniej części jest dużo miejsca nawet na szeroką stopę. Komfort najwyższych lotów. W porównaniu z modelem 2016 cholewka jest odrobinę wyższa, dołożono też dziurek co pozwala zrobić dodatkową, elastyczną pętelkę (patrz foto). Bardzo pożądane rozwiązanie, rozkładające siłę zacisku sznurówek. Na korzyść zmieniono też przeszycia wzmacniające i formujące but. Pięta układa się bardziej anatomicznie. Boczne paski i pasek łączący nosek buta ze sznurowadłami poprawia stabilność konstrukcji, zwłaszcza gdy buty są mokre. Poprzedni model ma tendencję do lekkiej deformacji i człapania, gdy jest mokry. Po treningu w deszczu lejącym jak z cebra, wiem że nowe Magical Shoes trzymają fason. Nasiąkają wodą bardzo szybko, nabierając lekko na wadze, ale pracują razem ze stopą.

 

 

 W Magical Shoes 2017 przybyło dziurek, co pozwala na zrobienie dodatkowej pętelki

 

Przyzwyczailiśmy się do wygodnej i miękkiej wyściółki, płaskich szwów, elastycznych elementów cholewki – Magical Shoes wszystko to mają – więc bieganie bez skarpet nie jest niczym dziwnym (jak parę lat temu) I tutaj też najlepiej jest zapomnieć o dodatkowej warstwie. Jeśli zakładać skarpety to bardzo dobrze dopasowane. Zdarzyło mi się wybiec w jakichś bardziej znoszonych i rozciągniętych. Natychmiast w bucie zrobiło się zamieszanie – niestabilność, poczucie osobno pracujących warstw… a gdy przemokły to w ogóle było nie do wytrzymania – musiałem je zdjąć.

Wykonanie, wykończenie – Biorąc do ręki Magical Shoes widać i czuć, że nie jest to masowa produkcja. Nie ma mowy by klej wystawał na styku materiałów, lub wewnątrz buta wisiały jakieś poplątane nitki, każda forma i szef mają właściwy kształt i są starannie obszyte. Wewnątrz buta nie ma najmniejszego dyskomfortu – połączenie zamszowego otoku buta z panelami siateczki jest perfekcyjne. W środku nie ma wkładki, jest cienka wyściółka wykończona siateczką podobną do tej z której wykonano cholewkę.

 

 

Buty zbudowane są z delikatnej, ale trwałe,j siateczki i zamszu

 

Pod stopą jest twardo – od razu wiemy na czym stoimy – i chodzenie „z pięty” w tych butach nie należy do przyjemnych. Sznurowadła lekko elastyczne i raz zawiązane dzielnie trzymają napięcie. Język buta, mimo że nie ma w nim żadnej przelotki na sznurowadła, które by go stabilizowały nie krzywi się i nie grymasi – jest wzorem grzeczności. Obejrzałem go bardzo wnikliwie, by rozgryźć ten fenomen i nie potrafię wskazać czemu ten język tak im (producentom) się udał, bo „na oko”, nie powinien – wszyty jest tylko w jednym miejscu, tym oczywistym, przy palcach, jest odrobinę grubszy niż reszta cholewki i całkiem szeroki. No i nie ma tej szlufki na przeplecenie sznurowadeł! Ale dokłada się do komfortu pozwalając o sobie zapomnieć wraz z resztą elementów. Całe Magical Shoes! – są, a jakby ich nie było.

Nic nie ważą – Kolejną ogromną zaletą tych butów są piórkowa waga i gabaryty – zajmują tyle miejsca co dwie kanapki – jadąc gdzieś rowerem, kiedy nie miły mi nadbagaż, i tak je zabieram. Na wszelki wypadek – a nuż będzie okazja się przebiec, lub będą robić za kapcie do chodzenia w pracy, czy po podwórku. Wrzucam je do szmacianej torby by miały przewiew i nie nabawiły się sportowego smrodku i myślę, że taki szmaciany cool worek, w którym buty byłyby sprzedawane byłby miłym dodatkiem.

 


 Magical Shoes można zwinąć i schować do kieszeni

 

Którędy do lasu? – Obiecałem sprawdzić te buty na dystansie maratońskim. Idealnym miejsce i czasem był Maraton Kampinoski – 100 procent lasu. Słupek rtęci ledwie ponad zero, sucha ściółka i dość dobra trakcja wszystkich ścieżek – jak to w kampinoskim lesie – często wydmowych i pełnych wystających korzeni. Pośród biegaczy  uzbrojonych w Speed Crossy i inne równie uzębione buty w MgS czułem się jak skromny Indianin we własnoręcznie uszytych mokasynach. Ale prawdziwa moc pochodzi z treningów, a sprzęt ma nie przeszkadzać. Po 15 km biegu w tempie 4 min/km łydki dają sygnał, że trochę je kosztuje to wybijanie się z palców – przyzwyczajcie się – dialoguję z nimi w myślach, nic nie spuszczając z tonu. I słusznie, ból łydek rozcieńczył się w zaangażowaniu w ściganie i dołączył do ogólnego zmęczenia. Udało się utrzymać dobre tempo i skończyć wyścig (z czasem 2 h 53 min) na pudle. Żałowałem, że moje buty, z których byłem tak bardzo zadowolony nie mają jakiegoś spektakularnego dizajnu, który by krzyczał ze zdjęć - to my! - szybkie i wściekłe Magical Shoes! Zapracowały na swoją minutę sławy na leśnej ściance!

 


 Daniel Sałaciński sprawdził Magical Shoes na różnych nawierzchniach. Zdały egzamin nawet na trasie Maratonu Kampinoskiego

 

Komu, komu? – Chciałoby się napisać „buty dla każdego” i jeśli nie do biegania, to do zwykłych spacerów, czy codziennej krzątaniny warto mieć takie Magical Shoes. Używanie ich na pewno wzmocni stopy i łydki, i wzbogaci nasze receptory o nowe doznania. Ja najczęściej biegam w nich po lesie. Spokojne wybiegania, kilometrówki w szybszym tempie i szybkie odcinki 400 m. Te ostanie najbardziej wchodziły w łydki, które opornie przyzwyczajały się do lądującej nisko pięty. Jeśli zdarzało mi się mieć zmęczone nogi po jakimś większym ściganiu, pierwsze kroki w MgS to wrażenie, że mam tłuczki do ziemniaków zamiast nóg. Jednak po dobrej rozgrzewce wszystko wędruje na swoje miejsce i poczucie prawie bosych stóp na leśnej ścieżce otwiera przelot między głową a ziemią.

Tester: Daniel Sałaciński – biegacz z 12-letnim stażem, ultramaratończyk – uczestnik m.in. biegu Chudego Wawrzyńca. Zwycięzca ubiegłorocznego biegu ekstremalnego z przeszkodami cyklu Survival Race (Warszawa), maratończyk z rekordem życiowym poniżej 3 godzin.