Śmiganie Szmiga (7) – Rehabilitacja gorsza od maratonu

Rehabilitacja
 /  fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl
Maciej Szmigielski 19-06-2014 | 07:23

Autor:

Przebiec, a w zasadzie przeżyć maraton to żaden problem w porównaniu z leczeniem urazów. Zwłaszcza tak wkurzającego, jak słynny ITBS.

Można ważyć 135 kg i zacząć próbować biegać, po drodze gubiąc 30 kg, do tego przebiec dwa maratony i nie mieć żadnych problemów z kolanami, stawami lub mięśniami. I gdy człowiekowi wydaje się, że najgorsze ma za sobą, że organizm przyzwyczaił się już do wielkiego wysiłku, nagle pojawia się kontuzja. Pierwsza w krótkiej, bo trwającej dopiero dwa lata, biegowej karierze. Ale kontuzja wyjątkowo męcząca i denerwująca. Jedni nazywają to kolanem biegacza, fachowcy mówią o zapaleniu pasma biodrowo-piszczelowego lub ITBS, a człowiek, który ma taki problem najchętniej używałby wulgaryzmów.

 

Zaczyna się od bólu w piszczelu i kolanie po kilku kilometrach biegu. W pewnym momencie nawet leki przeciwbólowe już nie pomagają. Człowiek był w stanie co weekend przebiegać ponad dwadzieścia kilometrów, a teraz musi kończyć trening już po dwóch lub trzech. Wizyta u ortopedy okazuje się nieporozumieniem. Facety daje skierowanie na USG, potem czyta wyniki i zaleca miesięczną przerwę w treningach oraz smarowanie kolana żelem.

 

Fizjoterapeuta do sprawy podchodzi inaczej. Przede wszystkim stwierdza, że ból w kolanie i piszczelu bierze się z problemów w udzie. Radzi odpuścić bieganie, ale za to jeszcze więcej jeździć na rowerze i pływać, przede wszystkim kraulem. Oprócz tego kieruje do sklepu, żeby kupić sobie wałek korekcyjny.

 

Wałek jest przeznaczony do pilatesu. Brzmi mało męsko, więc został kupiony bez większego przekonania. W sumie 80 złotych to nie jest wielkie ryzyko. Może rzeczywiście ten wałek coś pomoże.

 

Okazuje się, że jest rewelacyjny, nawet jeśli ćwiczenia początkowo są dosyć trudne i bolesne. Na wałku należy jeździć, masując w ten sposób mięśnie. Wydaje się to prostą sprawą, ale na początku ból jest naprawdę męczący.

 

1.

 

Jednak trzeba zacisnąć zęby. Można masować uda po zewnętrznych stronach, gdzie zaczyna się właśnie to durne pasmo biodrowo-piszczelowe. Można sobie również masować piszczele i łydki. Zwłaszcza jeśli chodzi o piszczele, to początkowo wydaje się to niemożliwe. Kto nie wierzy, a chce się przekonać, może wziąć dwulitrową butelką coli.

 

2.

 

Opieramy ręce o podłogę, pod piszczel wciskamy butlę i jedziemy do przodu i do tyłu. Początkowo nawet kilka sekund wydają się koszmarem, ale już po kilku dniach można tak rolować przez kilka minut. Mięśnie zaczynają inaczej reagować, są rozluźnione, co już daje pewien komfort.

 

3.

 

Praca nad pasmem biodrowo-piszczelowym jeszcze trochę potrwa, ale efekty powoli są odczuwalne. Okazuje się, że wałek, na który człowiek w sklepie nie zwróciłby w innych okolicznościach uwagi, może być bardzo pomocny.

 

Czytaj też poprzednie odcinki: Śmiganie Szmiga (1), Śmiganie Szmiga (2), Śmiganie Szmiga (3), Śmiganie Szmiga (4), Śmiganie Szmiga (5), Śmiganie Szmiga (6)

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~kozaUżytkownik anonimowy
~koza :
No photo~kozaUżytkownik anonimowy
pilates A pozycje pilatesu już też przy okazji poznałeś? ;) szybkiego powrotu do formy!
20 cze 14 23:48
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~AniaUżytkownik anonimowy
~Ania :
No photo~AniaUżytkownik anonimowy
Hello. Poza tym co pokazałeś korzystam z usług rehabilitanta. Dlaczego? Bo cholera pomimo ćwiczeń ITBS męczy mnie raz na jakiś czas :(. Z tego co do tej pory przerobiłam FDM daje najfajniejsze efekty (jak dla mnie). W Poznaniu chodzę (a właściwie on do mnie jeździ bo to mobilny gabinet :) do Pawła z Rehadiag i jakoś wespół w zespół dajemy radę. Pozdrawiam biegających z problemem :) P.S. Pablo ma stronę - www.rehadiag.pl
16 cze 16 12:43
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza: