Śmiganie Szmiga (4): Wchodzimy na wyższy poziom - magiczne 7 minut

Śmiganie Szmiga
 /  fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl
Maciej Szmigielski 19-06-2014 | 00:40

Autor:

Masz kilkadziesiąt kilogramów nadwagi i chcesz zrzucić znaczną część? Jeśli nie poddasz się przez pierwszy miesiąc, to już będzie z górki. Rozpędzisz się jak kula śniegowa, z tą tylko różnicą, że będzie ciebie coraz mniej.

Po tym jak zdecydowaliśmy się już zacząć walczyć z samym sobą i swoim sadłem, trzeba wybrać odpowiedni program. My polecamy taki, który sprawdził się na nas. Zdając sobie sprawę ze swoich początkowo bardzo ograniczonych słabości, znaleźliśmy idealny, ale to nasza indywidualna opinia, program, który ma nam pomóc dojść do 30 minut ciągłego truchtu.

 

Pierwsze trzy tygodnie wyglądały tak:

2 minuty truchtu + 4 minuty marszu (powtarzamy 5 razy)

3 minuty truchtu + 3 minuty marszu (powtarzamy 5 razy)

5 minut truchtu + 2,5 minuty marszu (powtarzamy 4 razy)

 

Teraz więc czas na czwarty tydzień, który zakończy pierwszy miesiąc naszej rewolucji. A tutaj już jest naprawdę spore wyzwanie, bo mamy szansę przebiec kilometr bez przechodzenia do marszu.

 

W czwartym tygodniu powinniśmy trenować tak:

7 minut truchtu + 3 minuty marszu (powtarzamy 3 razy)

 

To już jest naprawdę ambitne zadanie. Oczywiście mówimy to o sobie, a nie o kimś, kto jęczy, że waży 2 kilo za dużo i biega od wielu lat. 7 minut ciągłego truchtu to już jest naprawdę sporo. Człowiek nagle zaczyna sobie zdawać sprawę, jak bardzo czas potrafi się różnić. 7 minut na kanapie z chipsami i colą zawsze trwa znacznie krócej od 7 minut w ciągłym ruchu. I to widać też będzie po naszych treningach. Dwie lub trzy minuty można jeszcze przeżyć, 5 od biedy też, ale te 7 minut może się okazać już naprawdę sporym problemem.

 

Co zrobić, żeby te mityczne, naszym zdaniem, 7 minut jednak przetrwać? Wiemy, czego na pewno nie należy robić. Nie wolno się zatrzymywać! Lepiej skrócić sobie trucht i trochę wcześniej przejść do marszu. Lepiej wydłużyć trening o kilka minut. Zatrzymanie się spowoduje, że zaczniemy się oszukiwać, z czasem coraz częściej.

 

Jeśli przetrwamy czwarty tydzień naszego programu, to będzie już z górki. Jeśli będziemy w stanie przebiec pierwszy od lat kilometr, to szybko zaczniemy myśleć o kolejnych wyzwaniach. Z czasem będą to 3 kilometry, w dalszej przyszłości dycha, aż w końcu przyjdzie i czas na maraton. Przemiany z grubasa w maratończyka można dokonać nawet w półtora roku. Niby dużo, ale jeśli przetrwamy czwarty tydzień naszego wyzwania, to potem będzie już znacznie lżej.