Śmiganie Szmiga (3): Metoda kija i marchewki - jest bieganie, jest pizza

Maciej Szmigielski
 źródło: własne
Maciej Szmigielski 12-06-2014 | 11:53

Autor:

Jeśli już ktoś zdecyduje się powalczyć z gigantyczną nadwagą i chce jakoś zacząć biegać, to trzeba do tego podchodzić racjonalnie i systemowo. Pierwsze tygodnie są najważniejsze. Po nich właśnie przekonamy się, czy jest jeszcze szansa na normalne życie, czy już tylko gnicie na kanapie

Mając 135 kg na wadze i perspektywę długiej walki, trzeba znaleźć odpowiedni program, który pomoże nam przetrwać trudne początki. Wiadomo, że będzie koszmarnie ciężko, że łatwo jest się poddać, dlatego trzeba znaleźć sobie marchewkę. Kijem jest oczywiście samo bieganie, ale muszą też być nagrody. Nie cały tort czy wielka pizza z podwójnym serem za potruchtanie kilkudziesięciu minut, ale na pewno premia być musi.

 

Poprzednio pokazaliśmy, jak rozpocząć bieganie i jak dochodzić do naszego celu, którym jest na początek 30 minut zwykłego truchtu

 

http://czas-na-bieganie.przegladsportowy.pl/smiganie-szmiga-2-.-poradnik-dla-totalnych-amatorow,artykul,466417,1,12355.html

 

W trzecim tygodniu proporcje po raz pierwszy się zmieniają. Nadal mamy półgodzinny trening, ale po raz pierwszy truchtamy więcej niż maszerujemy. Czyli wchodzimy już w poważny bieganie (oczywiście poważne dla ludzi w naszej sytuacji, czyli plus 120 kg).

 

Pierwsze dwa tygodnie wyglądały tak:

2 minuty truchtu + 4 minuty marszu (powtarzamy 5 razy)

3 minuty truchtu + 3 minuty marszu (powtarzamy 5 razy)

 

Trzeci tydzień natomiast prezentuje się w ten sposób:

5 minuty truchtu + 2,5 minuty marszu (powtarzamy 4 razy)

 

Pewnym problemem w tym systemie jest mierzenie czasu. Bez sensu gapić się cały czas na zegarek, zwłaszcza, że na początku już trzydzieści sekund wydaje się wiecznością, a poza tym oczy zachodzą od wysiłku mgłą. Najlepiej więc ustawić sobie kilka alarmów w zegarku lub komórce. Dźwięk, że po truchcie przechodzimy do marszu jest niemal jak zbawienie. Taki system sprawdził się w moim przypadku i uważam, że jest zdecydowanie najlepszy. A próbowałem wielu różnych metod.

 

Ważnym celem na każdym etapie były nagrody, czyli właśnie marchewka. Pizza zamówiona przed treningiem, a dostarczona chwilę po skończeniu półgodzinnego programu to na pewno znacznie lepszy pomysł, niż pizza zamówiona bez okazji i poprawiona litrową colą.

 

Bez sensu jest robić sobie w życiu od razu rewolucję i od słynnego poniedziałku, od którego zawsze każdy chce zacząć, rozpocząć bieganie, dietę, rzucanie palenia i jeszcze kilka innych postanowień. Lepiej sobie podzielić to na etapy.

 

Warto sobie też na początek wyznaczyć nagrody rzeczowe. Po trzech tygodniach naprawdę uczciwego trenowania minimum 4 razy w tygodniu (chociaż początkowo udawało się nawet 6 razy) czas na pierwszy poważny prezent. Takim dla mnie były buty do biegania. Były też rzeczywiście dodatkową motywacją, bo szkoda byłoby wywalić w błoto prawie 400 złotych za buty, które miałyby leżeć w szafie. Okazały się najlepszą z możliwych inwestycji, która była początkiem drogi do zrzucenia 30 kg w dziesięć miesięcy.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~ex pizzaholic Użytkownik anonimowy
~ex pizzaholic :
No photo~ex pizzaholic Użytkownik anonimowy
pizza a styl życia i tak po każdym treningu pizza? ;) To by chyba 30 kg nie zleciało... A tak poważnie, to jestem zdania, że nie można sobie wszystkiego odmawiać, bo wtedy człowiek ma poczucie wielkiej krzywdy i trudno jest walczyć z kilogramami. Warto nauczyć się lepszych wyborów. Przynajmniej na początek. Mniej tłusta, mniejsza pizza, zamiast NO PIZZA. Po jakimś czasie smak się zmienia, organizm odżywa i na tę pizzę mamy ochotę tylko czasami.
14 maja 14 11:23 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~szmigUżytkownik anonimowy
~szmig
No photo~szmigUżytkownik anonimowy
do ~ex pizzaholic :
No photo~ex pizzaholic Użytkownik anonimowy
14 maja 14 11:23 użytkownik ~ex pizzaholic napisał
pizza a styl życia i tak po każdym treningu pizza? ;) To by chyba 30 kg nie zleciało... A tak poważnie, to jestem zdania, że nie można sobie wszystkiego odmawiać, bo wtedy człowiek ma poczucie wielkiej krzywdy i trudno jest walczyć z kilogramami. Warto n
Nie po każdym treningu, tylko raz na tydzień. Ograniczenie żarcia musi być, ale uważam, że bez sensu jest rezygnowanie z tego, co nam sprawia przyjemność. Jednak dla mnie była to dobra motywacja i nadal jest, żeby najpierw pobiegać, a potem w nagrodę zjeść coś "niezdrowego". U mnie zadziałał system, żeby więcej spalić niż przyjąć. W taki sposób ubyło 30 kg w 10 miesięcy, nawet jeśli niejeden dietetyk uznałby moje menu za szalone :)
14 maja 14 17:36
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza: