Biegam bo... bieganie to styl życia

Tomasz Jabłoński
 źródło: własne
17-06-2014 | 13:17

Autor: Tomasz Jabłoński

O początkach swojej przygody z bieganiem opowiada 38-letni Tomasz Jabłoński, informatyk, biegacz z 3-letnim stażem.

Marzec 2011 roku, zwykły, niczym nie wyróżniający się poranek. Dla większości ludzi dzień jak co dzień, jednak dla mnie był to dzień niezwykły i szczególny. Siedząc przy śniadaniu pomyślałem o zbliżającej się wielkimi krokami drugiej rocznicy. Rocznicy rzucenia przeze mnie palenia. Myśli kłębiły się wokół zbliżającego się terminu szukając pomysłu w jaki sposób uczcić ten dzień. W pewnym momencie wpadł mi do głowy szalony pomysł Uczczę ten dzień pokonując trasę półmaratonu.

 

Pierwszy start i rozczarowanie. Dwa kilometry i dętka, nie mam siły, serce mam w żołądku, mięśni nóg nie czuje. Nie tak miało być! Nie tak to miało wyglądać! Wróciłem do domu troszkę podłamany, ale postanowiłem poszukać przyczyn pierwszej porażki i znaleźć rozwiązanie. Znalazłem stronę pana Skarżyńskiego, tam znajdował się plan treningowy dla amatorów. Od tego momentu zaczęła się mozolna praca nad pokonaniem własnych słabości. Powolutku, 15 minut biegu, później 25 itd. Aż udało mi się pokonać dystans 10 km.

 

9 września 2012 roku stanąłem na starcie II Iławskiego Półmaratonu. Serce mi waliło, byłem spięty i nie mogłem doczekać się startu. Pierwszy kilometr był trudny, nie ze względu na trasę, ale na to co siedzi w głowie i jak bardzo, pomimo 30 minutowej rozgrzewki można być spiętym. Nadmienię , że to nie był mój pierwszy start , ale poprzednie biegi były krótsze 5-10 km, a ten to co innego Poza tym to ma być święto mojego triumfu nad paleniem. Po 5 minutach myślałem, o tym żeby się zatrzymać. Na szczęście ten kryzys szybko minął i pokonując kolejne kilometry byłem coraz bardziej rozluźniony i dziarsko pędziłem w kierunku mety. Tak przemierzyłem pierwsze 10 kilometrów, od czasu do czasu pozwalając sobie na krótką wymianę zdań z innymi uczestnikami biegu.

 

Gdy w telefonie mój osobisty komputerowy trener oznajmił, że 10 kilometrów już za nami, uśmiechnąłem się do siebie – mam jeszcze tyle siły, a już tylko 11 przed nami. Ta myśl towarzyszyła mi do 15 kilometra. Po tym odcinku zaczął się dramat. Z każdym już nie kilometrem – a metrem czułem jak uciekają ze mnie siły, słońce, które do tej pory nie przeszkadzało tak bardzo, teraz było jakieś bardziej natrętne, wyschło mi w gardle i utęsknieniem wypatrywałem punktu z wodą. Nawet kibice, którzy w dobrej wierze krzyczeli Jeszcze tylko kawałek!! byli troszkę denerwujący, bo ładny mi to kawałek 5 km Żartownisie.

 

18 kilometr. Już prawie meta, a tu kolejna trudność. Nie czuję nóg. Mięśnie mam tak spięte, że ich nie czuję. Pomyślałem, gdy teraz się potknę o jakiś krawężnik, kamyczek polecę na twarz. Gleba i koniec. Mszę spojrzeć prawdzie w oczy, nie mam już sił. Muszę za kimś biec, za kimś kto mnie pociągnie do mety. Dobiega do mnie dwóch chłopaków, pytam się na ile biegniecie?, mając na myśli jaki czas chcą osiągnąć na mecie. W odpowiedzi usłyszałem na 21 km, a Ty?. Podniesiony na duchu tym żartem pokonałem ból i zmęczenie

 

Dobiegłem do mety pokonując swój pierwszy półmaraton poniżej 2 godzin. Wspaniały bieg. Ciągle go wspominam. Dla mnie bardzo ważny. Na mecie czekały na mnie dzieci z żoną, moi najwspanialsi kibice.

 

Teraz w każdym starcie (choć nie zawsze się to udaje) staram się bić swoje małe rekordy. Jestem szczęśliwy, że biegam. Pomijając aspekty zdrowotne, jestem szczęśliwy kiedy moje dzieci widzą jak wychodzę na trening i wiedzą, jak dużo muszę pracować przed każdym startem, kiedy patrzą na mnie jak kończę kolejny bieg, kiedy przez cały dzień na zmianę noszą moje medale, kiedy słyszę od 3 latki kiedyś będę też biegała, jak Ty tatusiu, kiedy 9 letni syn mówi chciałbym mieć takie leginsy i buty do biegania, kiedy rok później staje na starcie Młodego Maratończyka, kiedy największą atrakcją dla 3 latki jest zjedzenie grochówki z zawodnikami, kiedy spędzamy te chwile razem. Bieganie to styl życia.