Biegam bo... warto walczyć ze swoimi słabościami!

Ewa Łażewska
 źródło: własne
04-06-2014 | 18:25

Autor: Ewa Łażewska

O początkach swojego biegania opowiada 45-letnia Ewa Łażewska, nauczycielka z 3-letnim biegowym stażem.

Początki były trudne, choć motywacja duża. Chciałam schudnąć. Uznałam, że bieganie to najprostszy i najbardziej efektywny sposób na zrealizowanie postawionego celu. Kiedy zaczynałam zabawę z bieganiem, potrafiłam truchtać 15 min., ale z każdym tygodniem wydłużałam czas biegu o 10 min. Ćwiczyłam 3 razy w tygodniu, przebiegając po pewnym czasie jednorazowo godzinę. Byłam szczęśliwa, waga spadała, ja czułam się coraz lepiej. Zaczęłam czytać artykuły dotyczące biegania, kupiłam profesjonalne obuwie dla biegaczy i powoli w głowie rodził się pomysł udziału w ulicznych biegach masowych, w których brał udział mój mąż.

 

Pierwsze zawody "Biegnij Warszawo" na dystansie 10 km ukończyłam z wynikiem 54:16 Super pomyślałam po biegu, emocje i otoczka towarzysząca zawodom, masa uśmiechniętych zawodników w różnym wieku i uczucie szczęścia na mecie spowodowało chęć udziału w dalszej rywalizacji i poprawie swojego dotychczasowego rezultatu. Zapisywałam się na różne biegi na dystansie 5 i 10 km jednocześnie trenując cztery razy w tygodniu.

 

Po zakończeniu sezonu biegowego i po okresie roztrenowania, rozpoczęłam przygotowania do nowego sezonu, poprzeczkę postanowiłam podnieść wyżej. Celem było pokonanie Półmaratonu Warszawskiego w czasie poniżej 2 godzin. Plan treningowy zakładał treningi 4 x w tygodniu, a w nich siła biegowa, interwały i dłuższe wybiegania. Nie było łatwo, czasami towarzyszem treningów był śnieg, mróz oraz przenikliwie zimny wiatr. Wysiłek się opłacił, wynik Półmaratonu Warszawskiego 1:55:01. Byłam szczęśliwa na mecie, że włożony wysiłek nie poszedł na marne.

 

Coraz częściej chodziła mi po głowie myśl, aby wziąć udział w maratonie. Myślałam, przecież biegam systematycznie już sporo czasu, powinnam dać radę. Jakie to uczucie zostać maratończykiem i pokonać dystans 42,195 m? Biegnę, powiedziałam głośno któregoś dnia, ku zadowoleniu męża, który przebiegł już wcześniej trzy maratony. Do tematu starałam się podejść bardzo poważnie. Miałam pół roku, do startu. Od znajomego biegacza dostałam plan treningowy wg Skarżyńskiego. Zakładał on treningi 4 x w tygodniu - siłę biegowa, interwały, bieg z narastającą prędkością oraz długie wybiegania w niedzielę. I w takim rytmie mijały mi tygodnie. Nie sądziłam, że przygotowania do biegu są tak wyczerpujące.

 

Oczywiście nie obyło się bez problemów - choroba, a co za tym idzie brak treningów i pojawiający się ból stopy mogły skutecznie zaburzyć mój plan treningowy. W trudnych chwilach powtarzałam sobie dasz radę, a wspólne treningi z mężem były budujące. O swoim pomyśle poinformowałam znajomych, którzy wspierali mnie w przygotowaniach i chwilach zwątpienia.

 

Maraton Warszawski 29.09.2013 to był ten dzień - moje pierwsze 42,195 km! Emocje były olbrzymie, strach wielki, jak zareaguje organizm po przebiegnięciu 30 km, efekt ściany. W głębi duszy powtarzałam sobie - dasz radę, pół roku sumiennych przygotowań. Ruszyłam, biegło się dobrze, szybko mijały kilometry. Zbliżał się 30 km. Wiedziałam, że to będzie ciężki moment. Ból narastał wraz ze zmęczeniem. Biegłam powtarzając w myślach- nie możesz się zatrzymać, musisz przebiec cały dystans! Im szybciej dobiegniesz do mety, tym szybciej skończy się ból. Na 40 km wiedziałam, że zdołam pokonać cały dystans.

 

Meta! Czas 4:02:23! Udało się! Skrajne emocje, olbrzymi ból fizyczny, ale radość i szczęście nie do opisania. Warto biegać, stawiać przed sobą nowe cele i wyzwania, walczyć ze swoimi słabościami. Już teraz wiem, że to nie był mój ostatni maraton.