Biegam bo... lubię ganiać zające

Dariusz Wieczorek
 źródło: własne
04-06-2014 | 18:24

Autor: Dariusz Wieczorek

O początkach swojego biegania opowiada 47-letni Dariusz Wieczorek, grafik "Przeglądu Sportowego" z 5-letnim biegowym stażem.

Miałem wtedy 42 lata. Nie wyobrażałem sobie, że można przebiec 3 kilometry... a 10, czy więcej, to już była abstrakcja (po raz ostatni raz biegałem ponad 25 lat wcześniej, w średniej szkole, na 1000 metrów). Biegałem bez GPS-ów, pulsometrów, specjalnej diety, nie rezygnując przy tym z - mówiąc oględnie - niezbyt zdrowego trybu życia. Z wrodzonego lenistwa nie stosowałem żadnych planów treningowych.

 

Dość szybko przyjąłem metodę startową... z zającem. Polecam ją wszystkim, którzy chcą poprawiać swoje wyniki, a nie są na tyle zdyscyplinowani, żeby utrzymać założony reżim treningowy lub celowo nie chcą go stosować. W tygodniu biegamy kiedy chcemy, ile chcemy, dopasowując dystans i tempo do dyspozycji dnia. Nie zmuszamy się do biegania kiedy organizm daje znaki, że mu się nie chce. Za to w weekend bierzemy udział w jakimś biegu z pomiarem czasu i staramy się pobiec jak najlepiej. Początkowo nie znamy jeszcze zbyt dobrze możliwości własnego organizmu. Nie wiemy jakim tempem zacząć, żeby nie paść w połowie biegu... nieoceniona wówczas może być pomoc dobrze dobranego zająca. Jakie założenia powinien spełniać nasz zając?

 

- Powinna to być osoba bardziej doświadczona od nas startowo, biegająca w tempie zbliżonym do naszego, ale odrobinę szybciej.

- Zając powinien dobrze się wyróżniać (np. kolorem ubioru, fryzurą), żeby można go było bez problemu zlokalizować w tłumie biegaczy.

 

Jak go wybrać? Na początku próbujemy metodą naturalną... Podczepiamy się pod kogoś biegnącego w miarę równo i staramy się dotrzymać mu kroku. Jeśli w pewnym momencie zając grzebnie parę razy szybciej nogami i ucieka nam z oczu bezpowrotnie, to znak, że to nie ten. Jeśli zając zaczyna coraz bardziej sapać i przechodzi do marszu poboczem to znak, że to też nie jest ten nasz. Wyprzedzamy i szukamy następnego.

 

Jeśli przez dłuższy czas nie uda się znaleźć tego właściwego, szukamy w sposób bardziej naukowy Przeglądamy zdjęcia lub wyniki ze startów i patrzymy kto finiszował przed nami. Kiedy zauważymy, że jakaś postać pojawia się parę razy, to znak, że może być to właśnie ten. Z zająca korzystamy tak długo jak się da – dopóki nie zaczniemy osiągać lepszych od niego rezultatów. Potem (albo w tzw. międzyczasie) oczywiście wybieramy następnego.

 

Z męskiego punktu widzenia najlepszym zającem będzie dobrze biegająca kobieta. Przemawiają za tym względy estetyczne jak i praktyczne - większa skłonność biegaczek do wyróżniania się ekstrawaganckim ubiorem, czy fryzurą. Poza tym zając płci męskiej potrafi czasem wydzielać specyficzny zapach. Idealny zając to taki, który dba o swoją formę biegową i wciąż poprawia wyniki. Taki może nam służyć nawet przez kilka lat. Będzie za nas trenował, pilnował tempa na swoim Garminie i prowadził do kolejnych życiówek.