Wrażenia z maratonu. "W końcówce wyprzedza mnie... banan. Dramat"

Banan miał niezły finisz
 /  fot. Jakub Goliński  /  źródło: Przegląd Sportowy
01-10-2014 | 12:54

Autor: Dariusz Wieczorek

Co roku w Maratonie Warszawskim poprawiałem życiówkę. Poczułem się tak pewnie, że w tym roku chciałem dokonać tego z marszu. I to mnie zgubiło - przyznaje Dariusz Wieczorek "etatowy" biegacz "Przeglądu Sportowego".

To był mój piąty Maraton Warszawski. Po raz pierwszy pobiegłem w 2010 roku i tak mi się spodobało, że wystartowałem we wszystkich następnych edycjach. Co roku cel jest ten sam - poprawić "życiówkę". Jak dotąd się udawało. Poczułem się tak pewnie, że stwierdziłem, że w tym roku zrobię to z marszu, po raz kolejny... no i ta pewność mnie zgubiła, a maraton pokazał, że takiego lekceważenia nie wybacza...

Przed biegiem zakładałem sobie wstępnie cele czasowe na miarę moich możliwości: "życiówka" - poniżej 3:38, "w miarę dobrze" - poniżej 3:40 i ew. "żeby nie było wstydu" - poniżej 3:45.

W dniu startu wstałem późno. Czas gonił, ale z grubsza byłem już przygotowany. Jedyny dylemat jaki miałem to skarpetki. Założyć te co zawsze, czy wypróbować nowe, kompresyjne. Przymierzyłem te drugie... grube, w bucie trochę ciasnawo, ale co tam... na pewno się ułoży...

Na większość biegów przyjeżdżam w ostatniej chwili, tak na 15 minut przed startem. Tym razem było podobnie. Z domu wyruszyłem o 8.20. Do przejechania raptem 7 km rowerem, start o 9-tej - spokojnie zdążę. Po drodze nie mogło się obyć bez przygód. Na Krakowskim Przedmieściu wypadła mi flaszka izotoniku i poturlała się na przeciwny pas. Na szczęście kierowca nadjeżdżającego autokaru litościwie jej nie rozjechał. Na kolejnych światłach postanowiłem pojeść trochę żelu i tak się mocowałem z nakrętką, że 1/3 zawartości musiałem zlizywać z palców, a rękę miałem już do końca jazdy przylepioną do kierownicy. Dojechałem pod Stadion. Czasu zostało akurat na rozgrzewkę i TOI TOI-kę. O 8.59 gdy już szedłem na linię startu zorientowałem się, że zostawiłem żele w woreczku zawieszonym na kierownicy roweru. Chwila zastanowienia... Nie, bez jedzenia nie pobiegnę. Szybki sprint z powrotem, pod górkę, żele w łapę i na start. Fala już ruszyła, ale udało mi się przed bramą startową wstrzelić gdzieś między grupami na 3:40 a 3:35.

A dalej cóż, spokojny bieg... Z doświadczenia już wiem, żeby nie zaczynać za szybko bo się to zemści w końcówce. Mija mnie Japończyk z napisem na koszulce "Drunk Samurai". Pamiętam, że rok temu dogoniłem go i wyprzedziłem kilometr przed metą. Myślę sobie... leć, leć, dzisiaj też cię dopadnę. Ja z kolei mijam grupę na 3:35. Biegnę spokojnie, podziwiam widoki, patrzę na grające kapele, przybijam "piątki" kibicom. Z pierwszych wodopojów nie korzystam. Dziesiąty kilometr mija, zero zmęczenia. Wychodzi mi, że biegnę 5 minut na km. Dalej tunel, Łazienki, z powrotem Wisłostrada. Lekko zwalniam, podjadam trochę. Jest zapas czasu... Na "połówce" 1:47 czyli na mecie powinno być 3:34 - nawet z lekką obsuwą "życiówka" wielce prawdopodobna. Dobiegam do Świątyni Opatrzności, doganiam "pijanego samuraja". Jest nieźle. Już po nawrotce, ok. 25. kilometra mijam profesjonalnie wyglądającego czarnoskórego biegacza. Czyżbym dogonił elitę? No nie, ten biegnie jakieś 2 razy wolniej... I tak w miłym nastroju dobiegam do 26. kilometra i czuję, że coś się zmienia. Nie, nie jest to ta słynna ściana, jest po prostu stopniowy spadek mocy. Nogi stają się coraz cięższe i mniej chętne do współpracy. Płuca i serce pracują intensywniej, a tempo wcale nie rośnie. Głowa podpowiada: "co się będziesz tak męczył? Stań na chwilę, napij się, odpocznij..." Jakby tego było mało - daje o sobie znać nietrafiony wybór skarpetek - coraz mocniej dokucza ból paznokcia w prawej nodze... Od tego momentu, aż do mety walka toczy się już w głowie. Żeby mimo wszystko biec. Wiem, że kiedy stanę będzie problem żeby ruszyć z miejsca, zaczną łapać skurcze i mogę nie dobiec wcale... Ok. 38. kilometra przy dłuuuugo wyczekiwanym wodopoju biorę kubek w rękę i przechodzę do marszu... Potem drugi kubek, żeby mieć alibi czemu nie biegnę... Po 200-300 metrach udaje się znów ruszyć i powoli, powoli na automatycznym pilocie zmierzam do celu... Przecież to tylko 4 kilometry. Przed mostem Poniatowskiego ostatni punkt nawadniania, coraz większa wrzawa, kibiców przybywa. W tym momencie wyprzedza mnie... banan. Może mam już zwidy? Nie... Biegnący całkiem żwawo banan oddala się, a mi resztki sił odchodzą i zastanawiam się nad zakończeniem biegowej kariery. W końcu jakoś dobiegam do mety. Porażka. Wynik ponad 3:42... Jeszcze nigdy na mecie nie byłem po biegu tak zmęczony... Z drugiej strony jest zadowolenie, że jednak głowa wygrała. Dobiegłem właściwie siłą woli, bo mocy w nogach nie było wcale...

 

Darek Wieczorek z medalem 36. PZU MW

 

A teraz parę słów o tym, jakie popełniłem błędy (może komuś się przyda, bo lepiej się uczyć na cudzych niż własnych):

1. BRAK DŁUGICH WYBIEGAŃ - albo inaczej mówiąc - moje lenistwo. Biegam przeważnie 2 razy w tygodniu po 10-12 km. W weekend najczęściej gdzieś startuję. 5, 10 km, czasem półmaraton. W dwóch poprzednich latach, na 3 tygodnie przed Maratonem Warszawskim pobiegłem treningowo Koral Maraton w Krynicy. W tym roku wybrałem półmaraton i to był błąd. Organizm przyzwyczaił sie do biegania tych maksymalnie 21 kilometrów i zaprotestował na trasie maratonu...

2. KOMBINOWANIE ZE STROJEM. Maraton to nie jest czas na próbowanie nowych butów, koszulek i jak się okazuje nawet skarpetek. Lepiej się ubrać w stary, sprawdzony strój startowy. Eksperymentować możemy na krótszych dystansach.

3. ZBYT INTENSYWNY DZIEŃ PRZEDSTARTOWY. To powinien być czas na lekkie rozbieganie i relaks. Tu też przesadziłem. Pobiegłem 5 km w Parkrunie - tylko zamiast trzymać tempo maratońskie, zacząłem się niepotrzebnie ścigać w końcówce. A potem jeszcze zrobiłem ponad 30 km na rowerze z przerwą na dwugodzinne towarzyszenie w zakupach.

4. IGRANIE ZE ZDROWIEM - tak to można w skrócie nazwać. Pierwsza sprawa - mam notorycznie odnawiające się podczas gry w piłkę kontuzje kolan (przy samym bieganiu nic złego się nie dzieje) i mimo to nie potrafię sobie odmówić grania raz w tygodniu. W tym roku załatwiłem kolano na miesiąc przed maratonem. Bieganie na jednej nodze to już nie to samo. Druga rzecz - koniec września to pora kiedy spora część współpracowników zaczyna sezon przeziębieniowo-grypowy. W ubiegłych latach brałem przed maratonem tydzień wolnego. Po to, żeby nie złapać jakiegoś głupiego przeziębienia w ostatniej chwili. W tym roku nie wziąłem no i czułem, że organizm jest osłabiony i walczy z jakimś wirusem...

 

Buty Darka Wieczorka

 

I to tyle co mi przychodzi do głowy na gorąco. Reszty często popełnianych błędów na szczęście uniknąłem. Odżywiałem się jak należy, bez eksperymentowania. Wysypiałem się w miarę. Nie wystartowałem za szybkim tempem... Ważne, że w przyszłym roku wiem co poprawiać... a czy się uda? Napiszę...

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Lukasz CwiklewskiUżytkownik anonimowy
~Lukasz Cwiklewski :
No photo~Lukasz CwiklewskiUżytkownik anonimowy
Siema Darek! :) Tutaj Pan Banan :) Sorki, ze Cie wyprzedzilem, ale ja bieglem z misja reklamy i promocji WEGANSKIEGO trybu zycia. Zaczalem bieg z grupa 4h i potem wyprzedzalem tysiace maratonczykow, konczac bieg z czasem 3h36min - co mnie uradowalo i to znacznie :)
Powodzenia w kolejnych bigach! Ja jeszcze raz zawitam do STOLYCY w niedziele na bieg 10km BIegnij Warszawo - no wiadomo przecie ze w bananowym stroju hahaha
Vegan for life.
2 paź 14 10:25 | ocena:78%
Liczba głosów:9
78%
22%
| odpowiedzi: 6
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Darek WieczorekUżytkownik anonimowy
~Darek Wieczorek
No photo~Darek WieczorekUżytkownik anonimowy
do ~Lukasz Cwiklewski:
No photo~Lukasz CwiklewskiUżytkownik anonimowy
2 paź 14 10:25 użytkownik ~Lukasz Cwiklewski napisał
Siema Darek! :) Tutaj Pan Banan :) Sorki, ze Cie wyprzedzilem, ale ja bieglem z misja reklamy i promocji WEGANSKIEGO trybu zycia. Zaczalem bieg z grupa 4h i potem wyprzedzalem tysiace maratonczykow, konczac bieg z czasem 3h36min - co mnie uradowalo i to z
Pozdrawiam Pana Banana :) Promocja Vege sie udala. Przebranie banana rzucalo sie w oczy. A dobra forma w koncowce maratonu byla najlepsza reklama :) kiedy mnie wyprzedziles to sie pod nosem zasmialem z siebie :) "to ja biegne, sapie, robie co moge, zeby dobiec... a tu mnie na luzie przegania banan, nawet niezmeczony:)"
Powodzenia w Biegnij Warszawo!

PS
w BW wiekszosc biegaczy wystartuje w zoltych koszulkach. Idealnie wyroznialoby sie z tlumu przebranie marchewki albo ogorka ;)
4 paź 14 14:09 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~wUżytkownik anonimowy
~w :
No photo~wUżytkownik anonimowy
whatever
27 sty 15 13:35
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Lukasz zwany Pan Banan :)Użytkownik anonimowy
~Lukasz zwany Pan Banan :)
No photo~Lukasz zwany Pan Banan :)Użytkownik anonimowy
do ~dreptacz:
No photo~dreptaczUżytkownik anonimowy
5 paź 14 14:30 użytkownik ~dreptacz napisał
siemka panie bananie i gratuluje wyniku! chcialbym kiedys pobiec taki wynik w takim stroju. mnie wyprzedziles gdzies przed 30 km..... przez ciekaowsc ile biegasz w "normalnym" stroju?
siemanko :) rok temu w Edynburskim maratonie pocisnalem 3h19min, no ale tera dopiero co wracam do biegania po prawie osmio miesiecznej kontuzji... Mysle ze jeszcze pare biegow i bede gotowy na normalne bieganie ) pozdrawiam i zycze weganskiej sily na kolejne treningi :)
7 paź 14 01:35
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~dreptaczUżytkownik anonimowy
~dreptacz
No photo~dreptaczUżytkownik anonimowy
do ~Lukasz Cwiklewski:
No photo~Lukasz CwiklewskiUżytkownik anonimowy
2 paź 14 10:25 użytkownik ~Lukasz Cwiklewski napisał
Siema Darek! :) Tutaj Pan Banan :) Sorki, ze Cie wyprzedzilem, ale ja bieglem z misja reklamy i promocji WEGANSKIEGO trybu zycia. Zaczalem bieg z grupa 4h i potem wyprzedzalem tysiace maratonczykow, konczac bieg z czasem 3h36min - co mnie uradowalo i to z
siemka panie bananie i gratuluje wyniku! chcialbym kiedys pobiec taki wynik w takim stroju. mnie wyprzedziles gdzies przed 30 km..... przez ciekaowsc ile biegasz w "normalnym" stroju?
5 paź 14 14:30
Liczba głosów:0
0%
0%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~usmiechnij sie czlowiekuUżytkownik anonimowy
~usmiechnij sie czlowieku
No photo~usmiechnij sie czlowiekuUżytkownik anonimowy
do ~~:
No photo~~Użytkownik anonimowy
3 paź 14 12:47 użytkownik ~~ napisał
i po co ta :stolyca", co Ty z posen jestes?
ok
4 paź 14 18:21
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~LukaszUżytkownik anonimowy
~Lukasz
No photo~LukaszUżytkownik anonimowy
do ~Darek Wieczorek:
No photo~Darek WieczorekUżytkownik anonimowy
4 paź 14 14:09 użytkownik ~Darek Wieczorek napisał
Pozdrawiam Pana Banana :) Promocja Vege sie udala. Przebranie banana rzucalo sie w oczy. A dobra forma w koncowce maratonu byla najlepsza reklama :) kiedy mnie wyprzedziles to sie pod nosem zasmialem z siebie :) "to ja biegne, sapie, robie co moge, zeby d
Dzieki! Zostane przy bananie :) Pozdrawiam serdecznie.
4 paź 14 18:18
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~~Użytkownik anonimowy
~~
No photo~~Użytkownik anonimowy
do ~Lukasz Cwiklewski:
No photo~Lukasz CwiklewskiUżytkownik anonimowy
2 paź 14 10:25 użytkownik ~Lukasz Cwiklewski napisał
Siema Darek! :) Tutaj Pan Banan :) Sorki, ze Cie wyprzedzilem, ale ja bieglem z misja reklamy i promocji WEGANSKIEGO trybu zycia. Zaczalem bieg z grupa 4h i potem wyprzedzalem tysiace maratonczykow, konczac bieg z czasem 3h36min - co mnie uradowalo i to z
i po co ta :stolyca", co Ty z posen jestes?
3 paź 14 12:47 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Lukasz CwiklewskiUżytkownik anonimowy
~Lukasz Cwiklewski :
No photo~Lukasz CwiklewskiUżytkownik anonimowy
co sie dzieje? juz drugi raz wyslalem komentarz i go nie ma? Pewnie ktos najpierw musi go zaakceptowac tak?
2 paź 14 10:27 | ocena:100%
Liczba głosów:1
0%
100%
Link do tego komentarza: