Taka dycha to przyjemność (wrażenia z biegu)

Białoczerwony XXVI Bieg Niepodległości
 /  fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl
Ryszard Opiatowski 11-11-2014 | 19:37

Autor:

Debiut i od razu udział w wyjątkowym wydarzeniu - to się nazywa szczęście. Tak było w przypadku Ryszarda Opiatowskiego - jednego z uczestników XXVI Biegu Niepodległości.

Trudno sobie odmówić przyjemności wystartowania w Biegu Niepodległości, nawet gdy wytrenowania nie za wiele. Mimo iż ostatnio mało biegałem, postanowiłem spróbować swoich sił na 10-kilometrowym dystansie w centrum w Warszawy.

Moje bieganie raczkuje, bo dopiero wiosną tego roku zacząłem trenować. I niestety robię to nieregularnie. Wiadomo, latem bardziej się chce, więc przebieżek po lesie było znacznie więcej niż jesienią. A ostatnimi czasy, ze względu na częste wyjazdy służbowe, bardzo rzadko miałem okazję wyruszyć na trening. Dlatego też długo zastanawiałem się, czy brać udział w warszawskim Biegu Niepodległości. Nie pamiętam, kiedy biegałem dłużej niż pół godziny, a w ostatnich dwóch tygodniach truchtałem ledwie dwa razy.

W tym roku cztery razy brałem udział w biegach ulicznych na 5 km - zacząłem od biegu Konstytucji 3 maja (24.12), rekord uzyskałem w Biegu Ursynowa (22.08). Zmierzyłem się też z Półmaratonem Praskim - czas 1:58.12. Ale potem strasznie zaniedbałem treningi. Stąd moje wątpliwości, czy startować w Biegu Niepodległości. Zdecydowałem się, gdy zobaczyłem, jak śliczne są medale. No i bez względu na wynik wiedziałem, że uzyskam życiówkę.

 

Ryszard Opiatowski

 

Marzył mi się wynik poniżej 50 minut, ale stwierdziłem, że nie będę "szedł w trupa", bo nie jestem na to przygotowany. Ruszyłem wolno - pierwszy kilometr przebiegłem w 5 min. i 10 sek. Zero zmęczenia, świetne samopoczucie, więc przyspieszyłem i na drugim kilometrze miałem 4'30''. Oddech nadal był spokojny, ale miałem w uszach słowa redakcyjnego kolegi, specjalisty od biegania by nie szaleć i przyspieszyć ewentualnie na ostatnich trzech kilometrach. Zwolniłem więc i wróciłem do międzyczasów w okolicach pięciu minut. Na półmetku miałem wynik 25.20, ale pamiętałem o przestrodze i nie zrywałem się do ataku, choć przygrywające przy trasie orkiestry wojskowe zachęcały do szarży.

 

medal BN 2014

 

Dwa kolejne kilometry to nadal spokojny bieg, choć oddech przyspieszył. Czas nieco ponad 36 minut nie dawał nadziei na złamanie 50 min, ale mnie to nie martwiło. Najważniejsze było, że czerpałem radość z biegu. Ostatnie trzy kilometry przebiegłem w tempie 4.50 min. Na mecie czas 50.26 min. I żadnego smutku, że nie złamałem wymarzonej granicy. Wręcz przeciwnie - ogromne zadowolenie z udanego debiutu na 10 km. Mimo braków w treningu kondycji nie zabrakło. Impreza była fantastyczna. Trasa znakomita. Okazja wyjątkowa. No i medal. Przepiękny. Aż chce się biegać.