POLAK W BERLINIE. Adam Korol: Ten maraton robi wrażenie!

Adam Korol
 /  fot. Tomasz Łyżwiński
25-12-2014 | 18:40

Autor: Adam Korol

Mistrz olimpijski Adam Korol startował w wielu zawodach (głównie wioślarskich) na świecie, ale nigdy w Berlinie. Oto jego wrażenia z maratonu berlińskiego.

Ostatni tydzień przed maratońskim startem lubię najbardziej. Wtedy kończą się ciężkie treningi i człowiek zaczyna już tylko myśleć o odpoczynku. Dlatego kilka ostatnich dni to było tylko lekkie bieganie. W piątek jedynie nakręcony już atmosferą wielkich zawodów wyszedłem z żona pobiegać na terenie dawnego lotniska Tempelhof i było trochę szybciej - 3 km po 3"40""-3"45"'/km. Potem już luz. Tylko jedzenie węglowodanów i odpoczynek. Muszę przyznać, że już nie mogłem się doczekać tego startu. Sama impreza robi wrażenie. Byłem na igrzyskach olimpijskich i paru innych dużych zawodach ale taka liczba biegaczy wygląda imponująco!

Pogoda idealna do biegania. Rano lekki chłodek, potem trochę cieplej ale nie za gorąco. Już na początku miłe zaskoczenie. Pomimo takiego tłumu w strefie startowej (którą miałem zaraz za elitą) luźno. Dzięki temu można było swobodnie wystartować. Plan prosty. Miałem osiągnąć wynik w granicach 2 godz.i 50 min. więc należało biec w tempie ok. 4 min. na kilometr. Oczywiście na początku wyszło zdecydowanie szybciej - 3"52""-3"55"". Najgorsze było jednak to, że później też niewiele zwolniłem. W efekcie połowę maratonu pokonałem w czasie 1:23:50. Trochę zacząłem się bać. W głowie pojawiły się myśli co będzie, jeśli nagle dopadnie mnie kryzys? Szybko zacząłem jednak kalkulować. Biorąc pod uwagę wypracowany zapas mogłem zwolnić nawet do tempa 4'05""-4"06"", a i tak wykonam zakładany plan.

Na szczęście żadnego dramatu nie było. Ostatnie dwa kilometry, jak pokazał mój zegarek, pokonałem poniżej 4 min/km, więc to najlepiej pokazuje, że w końcówce siły jeszcze były. Ostatecznie wynik 2:49:13 to jest coś co w zupełności mnie zadowala. W tym sezonie zaliczę jeszcze kilka biegów, w tym dwa półmaratony, ale ten najważniejszy już mam za sobą.

W Berlinie było sympatycznie, ale za rok tu chyba nie przyjadę. Poszukam innego ciekawego miejsca do sprawdzenia się w maratonie.