Polak o maratonie w Tokio: Bieg doskonały

zobacz zdjęcia » Mikołaj Kubicz na trasie maratonu w Tokio
 źródło: Materiały prasowe
07-03-2016 | 17:30

Autor: Mikołaj Kubicz

W Tokio odbył się pierwszy tegoroczny bieg prestiżowej serii World Marathon Majors. Dzięki swojemu uporowi i ambicji uczestniczył w nim też Mikołaj Kubicz – pierwszy biegacz objęty nowatorskim programem Spiropharm Marathon Project. Oto jego wrażenia.

Na mecie BMW Berlin Marathon, mojego pierwszego maratonu z serii Abbott World Marathon Majors, który ukończyłem we wrześniu ubiegłego roku, w mojej głowie zrodził się pomysł, aby przebiec pozostałe 5 maratonów wchodzące w skład tego cyklu. W ten sposób powstał projekt „Na sześciu oddechach”. Droga do zaczerpnięcia drugiego maratońskiego oddechu w Tokio była długa i pełna przeszkód. Pierwszą barierą była loteria, w której organizatorzy Tokyo Marathon, spośród setek tysięcy zgłoszeń biegaczy z całego świata, wybierają prawie 35 tysięcy szczęśliwców. Wysyłając aplikację miałem ogromną nadzieję, że uda mi się znaleźć w tym gronie. Pamiętam dobrze dzień, gdy otrzymałem z Japonii korespondencję z potwierdzeniem, że numer startowy na 10. jubileuszową edycję Tokyo Marathon jest już mój! 

Drugim wyzwaniem, z jakim musiałem się zmierzyć w drodze na start tego biegu było znalezienie partnera, który udzieliłby mi wsparcia w organizacji wyjazdu do Japonii oraz przygotowaniach do startu. Nawiązałem kontakt z polsko–japońską firmą Spiropharm, która prowadzi m.in. program coachingowy SpiroLife. Zainspirowałem ich opowieścią o tokijskim maratonie oraz całym cyklu Abbott World Marathon Majors. W efekcie powstał Spiropharm Marathon Project, pomysł wysłania 6 różnych osób na wszystkie 6 największych maratonów na świecie. Byłem szczęśliwy, że mogę być biegaczem, który w ramach tego projektu pobiegnie w Tokio. Spiropharm pokrył koszty opłat startowych, sprzętu sportowego, przelotu do Japonii oraz pobytu w tym kraju. Słowem, kompleksowe wsparcie! Nie pozostało mi nic innego, jak przeżyć ten wyjątkowy maraton najlepiej, jak umiem.

 

 Mikołaj Kubicz podczas swego biegu w Tokio

 

Na starcie: gejsza, ninja, pomidor i truskawka

Jak wspomniałem na wstępie 10. edycja Tokyo Marathon miała być moim drugim maratonem z serii Abbot Marathon World Majors i moim pierwszym bieganiem poza Europą. Dlatego trudno mi porównać tokijską imprezę do maratonów w Berlinie czy w Warszawie, które miałem okazję biegać w ostatnich latach. Ta odmienność całkiem mnie zafascynowała. Po przylocie do Tokio od razu widać, że dla Japończyków w życiu bardzo ważne są detale. Przełożyło się to na samą organizację biegu, którą oceniam jako doskonałą. Przed startem po przekroczeniu bramek maratończycy byli częstowani bananami, małymi pomidorami, izotonikiem i wodą oraz napojem z BCAA. Nie spotkałem się z takim serwisem w Berlinie, ani tym bardziej w Warszawie. Warto było przyjść wcześniej do strefy startowej, żeby zobaczyć biegaczy poprzebieranych w najdziwniejsze stroje typu ninja, gejsza, pomidor, truskawka, Mario i Luigi itp. Ta egzotyka sprawia, że na chwilę zapominasz o stresie związanym ze startem.
Rano było chłodno, ale znośnie, natomiast już podczas biegu świeciło mocne słońce często dzieląc drogę na miejsce słoneczne i zacienione, w którym można się było schować. Jak na maraton na przełomie lutego i marca to było naprawdę gorąco. Pierwsza część trasy była technicznie znacznie łatwiejsza od drugiej. Druga część to kilka podbiegów, skoncentrowanych zwłaszcza na ostatnich kilometrach maratonu. W pierwszej części było więcej picia a w drugiej więcej jedzenia. Na trasie można było korzystać do woli z bananów i cytrusów, a także rozkoszować się pysznymi bułeczkami japońskimi z nadzieniem. W strefach nawadniania kolejność napojów zawsze była taka sama: najpierw zawsze był izotonik, a potem woda. Wszystko to było dostępne w dużych ilościach.

 

 W stolicy Japonii wystartowało 36 tysięcy biegaczy

 

Dwa miliony kibiców

Myślałem, że w Berlinie było dużo kibiców, ale mam wrażenie, że tu było ich dwa razy tyle! Tak na moje oko to przynajmniej 2 miliony. Na żadnym z biegów nie spotkałem się z takim wsparciem czy pomocą zarówno od organizatorów jak i od kibiców. Podczas biegu spotkałem ludzi z różnych stron świata w tym kilka osób z Polski. Atmosfera biegu i fantastyczny doping kibiców, sprawił że przystępując do biegu zdecydowałem się biec jak na mnie dość wolno, nie stresując się czasem, aby móc jak najwięcej doświadczyć. Mój czas z Berlina to 3:13:30, ale w Tokio chciałem zmieścić się w 4 godzinach. Trasa biegu poprowadzona była przez najciekawsze miejsca w Tokio od dzielnicy Asakusa, m.in. koło bramy Kaminari-mon. Szczególnie zapamiętałem, wielki posąg samuraja, żyrafy, wysokie budynki w dzielnicy…. itd. Bardzo fajnie czułem się biegnąc ulicami, którymi dzień wcześniej spacerowałem jako turysta. Podczas całego maratonu z ust kibiców słyszałem przede wszystkim dwa słowa – MIKO i GANBARE, czyli japońskie „Trzymaj się!” Słysząc wołanie „Miko!” rozglądałam się za ekipą Spiropharm Marathon Project, która towarzyszyła mi na trasie. Udało nam się spotkać 3 razy, co potwierdza doskonałą organizację logistyczną pomiędzy poszczególnymi punktami pomiaru czasu. Bardzo chciałem podziękować tej ekipie za wsparcie i pozytywną energię. Dodawało mi to dużo siły.

 

 Medal nie rzuca na kolana wyglądem, ale sama impreza już tak!

 

Ma mecie medal i... ręcznik

Jeśli chodzi o oprawę maratonu, to zawierała ona wiele animacji taneczno muzycznych, np. tańczące dzieci czy grające zespoły. Na mecie, pomimo tego że biegłem poniżej swoich możliwości, czułem satysfakcję z ukończenia maratonu i z obserwowania radości na twarzach kończących bieg. Na mecie większość osób siadała na ziemi i relaksowała się na słońcu. Po tym krótkim odpoczynku odbieraliśmy piękne medale oraz ręczniki finiszera, kolejna nowość, z którą dotychczas nie spotkałem się na żadnym z biegów. Następnie przechodziliśmy przez świetnie przygotowane stanowiska wydające jedzenie, picie do hali, gdzie zgromadzone były depozyty. Można było skorzystać z pomocy stacji medycznych, masaży itd. Sporo wolontariuszy mówiło po angielsku. Na koniec obejrzałem ceremonię wręczenia medali i nagród. Jestem pod wielkim wrażeniem tego maratonu i już myślę, żeby pobiec w nim jeszcze raz! Tokio i Japończykami jestem tak zachwycony, że na pewno wrócę tu jak najszybciej. Arigato!

Autor, Mikołaj Kubicz, jest uczestnikiem programu Spiropharm Marathon Project

 

Po Berlinie Mikołaj Kubicz zaliczył już drugi start w World Marathon Majors

 

O projekcie Spiropharm Marathon Project
Spiropharm Marathon Project to inicjatywa polsko-japońskiej spółki Spiropharm, której celem jest wspieranie ludzi w realizacji ich biegowych marzeń o starcie w niesamowitych maratonach z serii Abbott World Marathon Majors. W skład cyklu wchodzą biegi w Tokio, Londynie, Bostonie, Berlinie, Chicago i Nowym Jorku. W ciągu 2 lat przedstawiciel Spiropharm Marathon Project pobiegnie w każdym z 6 maratonów wchodzących w skład tego cyklu.
W ramach Spiropharm Marathon Project w kolejnych biegach tego światowego cyklu wystartują biegacze, którzy przedstawią najciekawsze pomysły na promowanie zdrowego trybu życia i aktywności fizycznej. Szansę startu w jednym z 5 pozostałych maratonów otrzymają osoby niewidome oraz niesłyszące. Spiropharm jako współwłaściciel firmy Migam.Org – jest bowiem mocno zaangażowany w pomoc i poprawę jakości życia wszystkim ludziom, niezależnie od problemów i barier z jakimi przychodzi im borykać się na co dzień. Więcej na spiropharmmarathon.blogspot.com.