Maraton, czyli lekarstwo na schorowany organizm

Dariusz Wieczorek w Orlen Warsaw Marathon
 źródło: własne
01-05-2015 | 08:31

Autor: Dariusz Wieczorek

Dziennikarz serwisu czasnabieganie.pl Dariusz Wieczorek zmierzył się z morderczym dystansem na Orlen Warsaw Marathonie. Oto jego wrażenia z trasy.

"Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka. Gdyby się nie przewrócił byłaby rzecz wielka" - nuciłem sobie pod nosem piosenkę Kazika, gdy ruszyłem na trasę Orlen Warsaw Marathonu. Bo jeszcze parę dni wcześniej byłem pewien, że będzie życiówka - i byłaby, GDYBY...

W styczniu poprawiłem na warszawskiej Chomiczówce czas na 15 km, 1 marca w Wiązownej poprawiona o ponad 2 minuty życiówka w półmaratonie. Od początku roku była forma, więc spodziewałem się, że bez większych kłopotów urwę parę minut ze swojego najlepszego wyniku w maratonie. I zapewne tak by się stało, GDYBY nie przypałętała się choroba. W naturalnych warunkach nie choruję, ale przez kilka dni za długo pracowałem i dopadło mnie jakieś wyziewy z klimatyzacji. W środę były "żyletki w gardle", a w czwartek, piątek rozłożyło mnie na amen. Zatoki zawalone, w oskrzelach coś się zbiera. Normalny człowiek by odpuścił. Ale ja widać normalny całkiem nie jestem. Stwierdziłem, że tak czy inaczej pobiegnę, a jeśli nie dam rady dobiec to zejdę z trasy. W sobotę starałem się oszczędzać. Zjadłem przez cały dzień michę makaronu z kurczakiem i brokułami, wypiłem pomiędzy posiłkami trochę witamin, u córki na działce dwie lampki wina i ok. 21-ej pojechałem odebrać pakiet. W nocy kiepsko się spało. Budziłem się co godzinę i zużyłem tonę chusteczek. Ale już rano humor zaczął mi wracać. Pochmurne niebo to był najmilszy widok jaki mogłem

zobaczyć za oknem :) Na start pojechałem razem z kolegą z Białegostoku, który miał w planie łamanie 4 godzin (to był jego drugi maraton). Ustawiliśmy się razem na starcie.

 

Dariusz Wieczorek Orlen Warsaw Marathon

 

Płuca z gumy

Nie miałem zielonego pojęcia w jakim czasie i czy w ogóle dobiegnę. Taktyka była prosta - biec spokojnym tempem i obserwować reakcje organizmu, żeby nie stracić nad nim kontroli. Biegło mi się, jak na chorego, nadspodziewanie dobrze. Początkowo nie patrzyłem nawet na zegarek, żeby się nie dołować ale po piątym kilometrze nie wytrzymałem :)

Okazało się, że biegnę jakieś 5'10'' na kilometr. Do 20. kilometra cały czas równe tempo i zero zmęczenia. Lekko otępiały przez choróbsko trochę mniej odczuwałem atmosferę biegu. Ale zauważyłem gromady kibiców i grające zespoły :) Jakoś więcej ich było w tym roku? Co chwila ktoś skocznie przygrywał w rozmaitych stylach i rytmach. Niedługo po połówce zacząłem inaczej czuć własne płuca. Tak jakby były z gumy i się lekko skurczyły. Zwolniłem minimalnie i się uspokoiło. Nie korzystałem po drodze z punktów żywieniowych. Wystarczyło parę żeli, które miałem w pasku. Myślałem, że będę pił więcej niż zwykle, a tu też niespodzianka - tylko na trzech punktach piłem wodę. Pewnie padający deszcz wpływał na zmniejszenie pragnienia. Po 32. kilometrze poczułem wreszcie jakieś objawy zmęczenia, ale żadnej "ściany" nie było. Serce zaczęło bić trochę szybciej więc po raz kolejny trochę zwolniłem. Po drodze widziałem niestety paru biegaczy, którzy przeszarżowali i doprowadzili się niemal do utraty przytomności.

Coś w rodzaju finiszu

Dobiegłem spokojnie do mostu Świętokrzyskiego, potem rundka wokół Stadionu Narodowego i ostatnia prosta. Zdobyłem się nawet na coś w rodzaju finiszu :) Czas na mecie 3:41:31, tylko 3 minuty gorzej od życiówki i do tego świetne samopoczucie. Przebiegłem dotąd ok. 11-13 maratonów i po żadnym nie czułem się tak dobrze jak po tym, którego teoretycznie nie powinienem w ogóle przebiec. Jednak ludzki organizm jest niezbadany...

 

Dariusz Wieczorek Orlen Warsaw Marathon

 

Nie napisałem nic o samym Orlen Maratonie, ale cóż można nowego napisać... Organizacja perfekcyjna od pierwszego wejścia do miasteczka biegaczy aż do mety. Bieg na wysokim, światowym poziomie. Cena przystępna. Wysokie nagrody będą co roku przyciągać coraz bardziej znane nazwiska. Oj, ciężko będzie załapać się niedługo Europejczykowi do pierwszej "10".