Kobieta w pogoni za mocnymi wrażeniami

Kaja Delewska
 /  fot. BikeLife.pl
11-07-2014 | 14:54

Autor: Aleksandra Michalska

Czy jest coś ciekawszego od biegów ulicznych? Dla Kai Delewskiej - tak. To biegi ekstremalne. W tym roku wygrała już Runmageddon i Hunt Run.

Jak to się stało, że wystartowała pani w kwietniowym Runmageddonie? Czy tak zaczęła się pani przygoda z biegami ekstremalnymi?

Kaja Delewska: Wszystko zaczęło się od tego, że na profilu na Facebooku u znajomego zobaczyłam informację o tej imprezie. Od razu bardzo chciałam wystartować, ale w Dąbrowie, gdzie mieszkam, nie było za dużo chętnych, którzy chcieliby do mnie dołączyć. Na szczęście na udział w Runmageddonie zdecydował się jeden z moich kolegów, który również pasjonuje się bieganiem. Później nasza ekipa, której nadaliśmy nazwę Wataha Czerwonego Kapturka powiększyła się o kolejne 3 osoby.

Jak długo przygotowywała się pani do startu?

Kaja Delewska: Najmniej trudności sprawiły mi treningi typowo biegowe, bo można powiedzieć, że biegam cały czas. Jeśli chodzi o przygotowywanie się do pokonywania przeszkód, to razem z moją ekipą robiliśmy wspólne treningi przerabiając po kolei wszystkie elementy, których spodziewaliśmy się na Torze Służewiec. W ramach naszych zajęć sporo czołgaliśmy się, wspinaliśmy, skakaliśmy, podciągaliśmy się wszystko po to, aby jak najlepiej zaprezentować się na imprezie. Pewnym wyzwaniem dla mnie było to, że jako jedyna dziewczyna w grupie musiałam dotrzymać tempa moim kolegom, którzy wymyślali kolejne przeszkody. A trzeba przyznać, że są bardzo pomysłowi! Wspólne treningi były dla nas niesamowitą frajdą i przygotowały naszą ekipę do stawienia czoła Runmageddonowi.

Która z przeszkód kwietniowego Runmageddonu sprawiła pani najwięcej trudności?

Kaja Delewska: Jestem osoba niską, więc najtrudniejsze były dla mnie wysokie przeszkody takie jak np. ściany. Tym jednak biegi ekstremalne różnią się od ulicznych, że tutaj zawodnicy pomagają sobie przy pokonywaniu przeszkód. Jednocześnie nie wypacza to w żaden sposób idei rywalizacji, w dalszym ciągu każdy walczy o jak najlepszy czas. Doskonale zapamiętałam również przeprawę przez lodowatą wodę, która z racji mojego wzrostu sięgała mi prawie do brody! Ale podobnie jak w przypadku innych przeszkód i z tym wyzwaniem dałam sobie radę.

Jak przekonałaby pani kobiety, które obawiają się startu w biegu ekstremalnym do podjęcia tego wyzwania?

Kaja Delewska: Myślę, że sporo jest takich osób, które chciałyby sprawdzić się w biegu ekstremalnym, ale się takiego startu obawiają. Szczególnie dotyczy to dziewczyn. Należy jednak pamiętać, że Runmageddon to nie jest bieg indywidualny, tam każdy pomaga sobie nawzajem. Ja pomagałam osobom, których nie znałam, mi pomagały osoby, które mnie nie znały. Chętni do pomocy są także wolontariusze obecni na trasie, którzy w razie potrzeby podadzą rękę lub po prostu dodadzą otuchy. Pokonanie tego biegu to efekt pracy zespołowej, wszyscy biorą w tym udział, więc obawa przed startem jest zupełnie nieuzasadniona, nie ma takiej możliwości, że ktoś zostanie sam, bez pomocy.

Czy biegi uliczne są mniej atrakcyjne przy takim biegu jak Runmageddon?

Kaja Delewska: Zdecydowanie tak. Zaczęłam biegać od zeszłego roku. Maraton jest fajnym wyzwaniem, ciężkim, wymagającym dużego wysiłku, ale różni się znacznie od startu w biegu przez przeszkody. Takie ekstremalne wyzwanie jak Runmageddon jest idealne dla osób, którym zwykłe bieganie zaczyna się nudzić. Ja połknęłam bakcyla biegów ekstremalnych właśnie w taki sposób. Znudziłam się zwykłymi biegami i potrzebowałam dodatkowej dawki adrenaliny, czegoś innego i niebanalnego. Chciałam dowiedzieć się, gdzie jest moja własna granica wytrzymałości, co może mnie złamać, pokonać.

Co dalej? Jak wyglądają pani sportowe plany na przyszłość?

Kaja Delewska: Dalej zamierzam startować w takich biegach ekstremalnych. Muszę przyznać, że jest to bardzo uzależniające. Zastanawiam się nad udziałem w Runmageddonie organizowanym 6 września w Sopocie. Uczestnictwo w kwietniowym wydarzeniu oraz zwycięstwo w czerwcowym biegu Hunt Run w Bałtowie zainspirowało mnie i moich kolegów do zorganizowania podobnego biegu u nas, w Dąbrowie. Chcemy pokazać, że taki bieg to świetna okazja, żeby przeżyć coś nowego. Uważam, że warto mobilizować ludzi, którzy nas otaczają do wysiłku, a co za tym idzie do dobrej zabawy.

 

 

* Kaja Delewska to absolwentka socjologii na Uniwersytecie Śląskim i Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej. Instruktorka w Fitness Klubie Salsa oraz prezenterka fitness. Uczestniczka konkursów New Face of Fitness Rimini oraz Fit Prezenter, którego w 2011 roku została laureatką.