Debiut dziennikarza "PS" w półmaratonie: Dostałem mocno w kość

Ryszard Opiatowski w czerwcu debiutował w Biegu Firmowym
 /  fot. Aleksander Majdański  /  źródło: newspix.pl
Ryszard Opiatowski 01-09-2014 | 00:12

Autor:

Półmaraton to już poważne wyzwanie dla każdego biegacza. A zwłaszcza dla takiego, który biega nieregularnie. Czyli dla mnie, 45-latka - mówi Ryszard Opiatowski.

Dałem się namówić do startu w BMW Półmaratonie Praskim w Warszawie, choć wcześniej startowałem ledwie w biegach pięciokilometrowych. I nie żałuję. Mimo iż dostałem mocno w kość.

Każdy z nas biegających chce przekraczać kolejne granice. Zaczyna się od kilkunastominutowych przebieżek, potem treningi wydłużają się, czujemy się coraz lepiej i wreszcie decydujemy się na udział w zawodach. Tak było ze mną. Zacząłem biegać w marcu tego roku, dwa miesiące później wystartowałem w pięciokilometrowym biegu Konstytucji 3 maja. Czas 24.12 min. W czerwcu poprawiłem ten wynik na 22.08 min w Biegu Ursynowa w Warszawie.

Biegam dwa, trzy razy w tygodniu. Po 30-40 minut. Niewiele. Mimo to dałem się namówić na start w Półmaratonie Praskim. Wyzwanie spore, tym bardziej, że ani razu na treningu nie truchtałem dłużej niż godzinę. Ale, co tam. Płaska trasa, dobre warunki - nie za gorąco. Do tego dużo optymizmu - bo skoro w Biegu Ursynowa pokonywałem każdy kilometr w 4.20-4.25 min, to w półmaratonie dam radę zrobić to w 5.00-5.15 min, co dałoby czas 1.45-1.50 godz.

Startuję z kolegą z redakcji, Darkiem Wieczorkiem - wytrawnym biegaczem. Pierwsze 4 km pokonujemy w 20 minut. Jest dobrze - 5 minut na kilometr, wyrównany oddech, nie czuję zmęczenia. Darek przyspiesza - dwa kolejne kilometry pokonuje w 4.45 min. Ja też. I to był błąd. Po siódmym kilometrze stwierdzam, że tempo jednak jest dla mnie za mocne. Zwalniam. Ale nadal jest dobrze. 10 km pokonuję w czasie 50.29 min.

Do trzynastego kilometra jest nieźle, choć tempo spada do 5.30/km. Nagle nadchodzi kryzys. Stanąć, nie stanąć - kołacze się w głowie. Poddaję się - przechodzę do marszu, ale tylko przez jakieś pół minuty. Ambicja pcha mnie do biegu. Przez pięć kilometrów męczę się - jeszcze trzy, cztery razy przestaję biec. Za ostatnim razem maszerując zjadam banana i wypijam trzy kubki napoju izotonicznego. Pomaga. Ostatnie trzy kilometry biegnę - ostatni w czasie 5.40 min. Wiem, że jeśli znowu stanę, nie złamię granicy dwóch godzin. Udaje się! Meta! Czas 1:58.07 godz. Miejsce 2991 wśród prawie 7000 uczestników.

Zapłaciłem frycowe. Po pierwsze trzeba było przeprowadzić trochę więcej dłuższych treningów przed półmaratonem. Po drugie trzeba było zacząć bieg spokojniej (koledzy ostrzegali). Do tego założyłem za dużą koszulkę i poraniłem sobie sutki (kolejna nauczka). Mimo to jestem zadowolony. Serce się raduje, że pierwszy półmaraton mam za sobą i że złamałem granicę dwóch godzin.

Jak widać, można to zrobić bez intensywnego treningu, choć radziłbym jednak poważnie przygotować do takiego wyzwania, jakim jest 21-kilometrowy bieg. To dystans, który może pokonać każdy. Jeśli rozsądnie do niego podejdzie.