Słońce, adrenalina i kilometry. Każdy ma swoje schody, jak Rocky

Przemysław Rudzki 05-09-2016 | 10:35

Autor:

Sprawa wydaje się prosta. Człowiek postawił sobie cel i go zrealizował – wicenaczelny Przeglądu Sportowego Przemysław Rudzki pokonał BMW Półmaraton Praski. Rzeczywistość nie była jednak tak kolorowa. Oto jego wrażenia z biegowego debiutu.

Zakładam, że większość z Was kojarzy serię filmów o pięściarzu Rocky'm. Ta prosta opowieść, która prowadzi nas przez wzloty i upadki boksera – od świata biedy do wielkich gal, podczas których walczy o ważne pasy, od lat wzrusza publiczność na całym świecie, a jej przekaz zdaje się być ponadczasowy. W filmie „Rocky” szczególna, z mojego punktu widzenia, jest scena, w której pokonuje schody, trenując ciężko przed walką. Te podbiegi są dla Balboy prywatną batalią, którą musi stoczyć i wygrać z samym sobą, by potem móc pokonać w ringu rywala. Schody są kapitalną ilustracją problemów, przeszkód i tego, że człowiek miewa czasem pod górkę, ale mogą być również symbolem rzucania sobie wyzwań. Jak powiedział po blisko czterdziestu latach Sylvester Stallone w filmie „Creed”: Kiedy stanąłem na ich szczycie, czułem, że mogę latać.

 

 Fot. Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

 

Ludzie wokół nas co rusz rzucają sobie wyzwania. Ironman, skok ze spadochronem, nurkowanie z rekinami, roczna podróż po Azji. Tak się dzieje dlatego, że nie każdy chce umierać w domu przed telewizorem, oglądając „Klan”. Oczywiście zazwyczaj otoczenie krzywi się, kręci głowami, a po co to, a dlaczego, a nie lepiej coś tam, bo tak już bywa, że najlepiej na układaniu nam życia znają się inni. Myślę, że człowiek, który nie rzuca sobie wyzwań, nawet niewielkich, nie jest w stanie poczuć, że żyje. Kto nigdy się nie sprawdzi, ten nie wie co traci.

 

Mam mnóstwo znajomych, którzy biegają. Od lat. Jedni naprawdę w stylu hard core – maratony i inne przeróżne brutalne dystanse, przełaje, istna rzeźnia. Sam utkwiłem w stereotypie myślenia: niszczą sobie zdrowie. Nie do końca starałem się wgłębić w przyczyny takiego postępowania. To trochę jak z chodzeniem po górach. Często słyszę od znajomych, że jak ktoś zginął, próbując zdobyć szczyt, to „sam się pchał po śmierć”. Wiadomo, że gdyby leżał pod palmą na Majorce w trybie all inclusive, to nie zasypałaby go lawina, ale to są właśnie takie rzeczy, których nie zrozumie nigdy człowiek nie mający pasji.

 

Sorry za przydługi wstęp, ale był on potrzebny, byście mogli zrozumieć, jak człowiek zmienia podejście do spraw, których zaczyna dotykać. Tak było z moim bieganiem, kreśliłem to trochę w poprzednim wpisie. Jednak niedziela zmieniła wszystko.


Moi znajomi biegali i biegają, pół biedy, gdyby na tym się kończyło, ale oni starali się tym zarażać innych, tworząc coś w rodzaju sekty. Nie przeszkadzało mi to, po prostu miałem do tego obojętny stosunek.


Pół roku temu zobowiązałem się, głównie przed sobą, że przebiegnę półmaraton w Warszawie. Rzuciłem to tak, jak wiele innych wyzwań, które sobie rzucałem w przeszłości – beztrosko, nieświadom zupełnie co mnie czeka. Do końca sierpnia było jeszcze daleko, więc w myśl starej szkolnej zasady, że jakoś to będzie, patrzyłem, jak mijają kolejne dni. Straciłem kwiecień i maj, w czerwcu nie wyrobiłem treningowych norm, w lipcu się przeraziłem, że to niemożliwe i na pewno się nie uda, ale zabrałem do roboty, w sierpniu byłem pilny.

 

W dwa miesiące przed startem wybiegałem ok 140 kilometrów, co dawało mi komfort psychiczny, wiedziałem, że nie podejmuję się tej próby z marszu, bez przygotowania, ale miałem też świadomość, jak dużo brakuje mi do stu procent gotowości, pojawiały się pytania, co można było zrobić lepiej, itd. To normalne.

 

Do biegania zbiorowego miałem podejście asekuracyjne. Zastanawiałem się zawsze, po co biegać w tłumie ludzi, skoro samemu przyjemniej. Po co czas ma mi mierzyć ktoś, jeśli mogę go sobie zmierzyć sam. Taką mam naturę – do wszystkiego trzeba mnie przekonać, rzadko wchodzę w coś z wielkim entuzjazmem.

 

 Fot. Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

 

W niedzielę przyjechałem na miejsce zawodów około godziny 7:30. Zobaczyłem setki uśmiechniętych ludzi, a z każdą minutą zacząłem rozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Dlaczego chcą tutaj być razem. To proste – bo każdy z nich rzucił sobie wyzwanie i teraz z innymi chce się w nim sprawdzić. Czy to nie lepsze – stanąć rano na starcie biegu niż wyć z powodu kaca?

 

Szybka zbiorowa rozgrzewka i na start. Byłem ustawiony w trzeciej strefie. Wyliczyłem, że jeśli biegam 10 kilometrów nieco poniżej godziny, to ciężko będzie mi złamać dwie godziny w półmaratonie, szczególnie w debiucie, do którego nie jestem tak przygotowany, jak bym tego chciał.

 

 Fot. Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

 

Przypomniałem sobie jakieś szkolne zawody, chyba na Dzień Dziecka, w których brałem udział co roku z moją klasą, w ogóle człowiekowi chodzą na starcie po głowie dziwne rzeczy. Ruszyliśmy.

 

Była godzina 8:40, biegło się dobrze, ostatni dzień przed startem to był relaks, jedzenie, położyłem się spać o 21:30, czułem się naprawdę rewelacyjnie i kiedy po nieco ponad 56-ciu minutach miałem za sobą dychę, wydawało mi się, że cały ten półmaraton to prosta sprawa.

 

 Fot. Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

 

Słońce wznosiło się coraz wyżej, więc na piętnastym kilometrze zacząłem odczuwać zmęczenie. Nie chciałem bić żadnych rekordów, założenie podstawowe, które kołatało się w mojej głowie od startu, brzmiało: „żeby tylko nie iść, choćby kawałka”. Nie udało się. Nie byłem w stanie. Zobaczyłem chłopaka, który toczy pianę na krawężniku i sanitariusza, usłyszałem sygnał karetki i odechciało mi się szarży. Czułem, że bardzo słabnę, że od teraz celem nadrzędnym jest dotrzeć do mety, a środki i czas przestały mieć znaczenie. Żar lał się z nieba jak na greckich wakacjach.

 

Szedłem, wlokłem się, był bodaj 18 kilometr trasy. Podbiegł do mnie chłopak, który powiedział, że zna mnie z Twittera. – Tyle przygotowań nie może iść na marne, trzeba biec, ja będę holował – zaproponował. Miałem wyrzuty sumienia, z jednej strony, bo przecież psułem komuś finalny czas, z drugiej – to jest właśnie coś, za co wszyscy moi znajomi kochają pewnie bieganie. Kiedy na trasie cokolwiek ci się stanie, podeprzesz się na kolanach, przykucniesz, staniesz, za moment ktoś do ciebie podbiegnie i zapyta, czy wszystko w porządku. To co jest rzadkością na ulicach, w sklepach i wszelakich miejscach publicznych w Polsce, tutaj jawi się jako oczywistość.

 

Biegacze są bowiem, jak wyselekcjonowana w tajemny, nieznany nikomu sposób, grupa ludzi, którzy wzajemnie się cenią, lubią i pomagają sobie. Śmiem twierdzić, że gdyby świat miał powstać od nowa i wyrastałyby na mapie nowe kraje to państwo założone przez biegaczy byłoby najszczęśliwszym miejscem do życia.

 

Towarzysz biegł, a ja – ledwo, ledwo – razem z nim. Czas przestał mnie obchodzić. Po kilometrze on ruszył, ja na zmianę szedłem i biegłem, choć to już chyba nie był bieg, lecz jakiś dziwaczny marsz. Ktoś krzyknął, że do mety jest dwieście metrów, ale było na moje oko, ze dwieście kilometrów. Ludzie stojący przy trasie, którzy zagrzewają do walki, są nieocenieni. To też znamienne, że komuś obcemu chce się przyjść i wspierać biegaczy. Wszystko w tym świecie jest szczególne.

 

Wbiegłem na swoje schody, dostałem medal, przekląłem w myślach kiepski czas (2:20) i poczułem się z jednej strony szczęśliwy, z drugiej smutny, że tyle lat straciłem, nie będąc świadomym, jakie to dobre uczucie – zmęczyć się tak solidnie, poczuć adrenalinę i dzielić ten moment z innymi. Biegacze faktycznie tworzą sektę, ale jest to najfajniejsza sekta na świecie.

 

 Fot. Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

 

W parku obok mojego bloku tabuny pijaków przesiadują na ławkach, konsumują tanie wina i browary, awanturują się, biją, załatwiają i śpią. Miłą odmianą był obrazek, na którym cała rodzina popija w krzakach izotoniki. Nie mogłem uwierzyć, że to wszystko dzieje się w Warszawie, na wyciągnięcie ręki. Wrócę na pewno, w końcu przyjemność przyjemnością, ale trzeba poprawić wynik. Nie będzie to szczególnie trudne.

 

Zdjęcia wykonane telefonem Samsung Galaxy S7 Edge  (więcej o Galaxy S7)

 

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~xoi09Użytkownik anonimowy
~xoi09 :
No photo~xoi09Użytkownik anonimowy
Super tekst! Z usmiechem na twarzy sie go czytalo :) Taki pozytywny i napisany ludzkim spojrzeniem na świat :D Aż mi sie biegać zachcialo!
29 sie 16 18:29 | ocena:100%
Liczba głosów:6
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Kudłaty_71Użytkownik anonimowy
~Kudłaty_71 :
No photo~Kudłaty_71Użytkownik anonimowy
Gratulacje i...wytrwałości a następnym razem będzie lepiej...wszak znam to z własnego doświadczenia...
29 sie 16 17:37 | ocena:100%
Liczba głosów:10
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Ania Użytkownik anonimowy
~Ania :
No photo~Ania Użytkownik anonimowy
Od roku należę do tej sekty szczęśliwego biegacza...mieszkam w małej miejscowości więc musiałem się zmierzyć nie tylko ze swoimi słabościami ale również z ludźmi- z ich ironicznymi docinkami i gadaniem że mi odbiło.Ale nic sobie z tego nie robiąc niejednokrotnie wykończona intensywnym dniem - ubierając swoje zniszczone buty- zamierzałem do celu...zmęczona ale jakże bardzo szczęśliwa...W marcu pierwszy raz wzięłam udział w Maratonie Marzanny...i cały mój wysiłek i walka sama z sobą znalazły w końcu metę. Poczułam, że życie jest piękne. ..mimo tylu czasami ciężkich chwil. Biegam...biegam...i jeszcze raz biegam...i zachęcam do tego każdego- to pozytywnie zmienia życie i nas samych :))
29 sie 16 23:38 | ocena:100%
Liczba głosów:4
100%
0%
| odpowiedzi: 2
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Piotr KowalczukUżytkownik anonimowy
~Piotr Kowalczuk :
No photo~Piotr KowalczukUżytkownik anonimowy
Coż Pan za bzdury wypisuje... Trzech Włochów zabiło się właśnie próbując naśladować supermana, czyli latać rzucając się w odpowiednim stroju w przepaść.. Zostaliwi żony i dzieci, bo nie chcieli umrzec przed telewizorem... A gdzie choćby odrobina odpowiedzialności za swoje rodziny, rodziców...? Nie mylmy głupoty, skrajnego egoizmu i przemożnej chęci imponowania z rzucaniem sobie wyzwań.
29 sie 16 19:43 | ocena:100%
Liczba głosów:4
0%
100%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~HanysUżytkownik anonimowy
~Hanys :
No photo~HanysUżytkownik anonimowy
Ja myślałem, że jestem cienki ale pan to dopiero klasę pokazał .
29 sie 16 18:16 | ocena:63%
Liczba głosów:8
38%
63%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~kormoranUżytkownik anonimowy
~kormoran :
No photo~kormoranUżytkownik anonimowy
Juz wiem czemu mowia o nim red. Nudzki
29 sie 16 19:22 | ocena:80%
Liczba głosów:5
20%
80%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Ania do Henryka Użytkownik anonimowy
~Ania do Henryka
No photo~Ania do Henryka Użytkownik anonimowy
do ~Ania :
No photo~Ania Użytkownik anonimowy
29 sie 16 23:38 użytkownik ~Ania napisał
Od roku należę do tej sekty szczęśliwego biegacza...mieszkam w małej miejscowości więc musiałem się zmierzyć nie tylko ze swoimi słabościami ale również z ludźmi- z ich ironicznymi docinkami i gadaniem że mi odbiło.Ale nic sobie z tego nie robiąc niejedn
Ania do Dziadka :)) I właśnie o to w tym wszystkim chodzi! O ten kop...Bardzo często biegam z moim starszym(o 23 lata) kolegą jest już po 60-stce i Wiesz co - czuje się jak młody bóg....uśmiech na twarzy, dobre słowo dla każdego..niejeden z młodych powinien brać z niego przykład :)) A na zawodach bardzo często jest przede mną :)) Takiego ma powera...Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów w życiu... Ania
1 wrz 16 05:01 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~HenrykUżytkownik anonimowy
~Henryk
No photo~HenrykUżytkownik anonimowy
do ~Ania :
No photo~Ania Użytkownik anonimowy
29 sie 16 23:38 użytkownik ~Ania napisał
Od roku należę do tej sekty szczęśliwego biegacza...mieszkam w małej miejscowości więc musiałem się zmierzyć nie tylko ze swoimi słabościami ale również z ludźmi- z ich ironicznymi docinkami i gadaniem że mi odbiło.Ale nic sobie z tego nie robiąc niejedn

Biegający Dziadek do Ani - Jestem ze śląska i jak w tytule biegam od 2 lat i dosłownie przez bieganie dostałem ,, kopa "do dalszego życia !!!
30 sie 16 14:33 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~dnoUżytkownik anonimowy
~dno :
No photo~dnoUżytkownik anonimowy
szczególnie Semenya z kolegami tworzą niezłą sektę
30 sie 16 14:19 | ocena:100%
Liczba głosów:1
0%
100%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~AndrzejUżytkownik anonimowy
~Andrzej :
No photo~AndrzejUżytkownik anonimowy
Najważniejsze to zacząć! I to się właśnie stało... Gratuluję i życzę wytrwałości.
30 sie 16 12:01 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~ Frank S z West canadaUżytkownik anonimowy
~ Frank S z West canada :
No photo~ Frank S z West canadaUżytkownik anonimowy
Gratulacje Panie PRZEMKU ! Tydzien temu,rozgrywany byl w Edmonton{Canada}
co roczny Maraton oraz pol marathon.gdzie startowal bez spec.przygotowania
moj wnulk 25 letni:Stefan Rz.uprawiajacy na codzien wyscigi samochodowe,
Aktualnie odnosi s sukcesyw w wyscigach samochodow marki MICRA {Nisann}
na terenie wschodniej Kanady,przed laty startowal w wyscigu Indy oraz innych.
W tym polMaratonie osiagnal czas 1 hrs,21min,czyli moze byc
kandydatem na przyszlego Maratonczyka? ale pomaga mu to w wytrzymalosci
w tych trudnych nieraz walkach na torze wyscigowym...Do zdyscyplinowanych
w kazdej konkurencji swiat nalezy,Powodzenia zycze Panu wogole.Wiecej informacji
o sukcesach mojego wnuka znajda Panstwo na Internecie lub Facebook ;
Dziekuje za uwage z pozdrowieniem.
29 sie 16 19:15 | ocena:83%
Liczba głosów:6
17%
83%
Link do tego komentarza: