Biegnij tam, gdzie zazwyczaj balujesz

Przemysław Rudzki 27-09-2016 | 12:01

Autor:

Po ukończeniu biegu wracałem pieszo do domu, mijając po drodze kilka grup bankietowiczów. Oni też wracali, też z imprez, ale z pewnością nie były to imprezy sportowe.

Fot. Przemysław Rudzki / Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

 

Przy okazji maratonu PZU przebiegłem piątkę, która startowała z miejsca, w którym ulica Karowa łączy się z Krakowskim Przedmieściem, zaś kończyła przy Parku Fontann nad Wisłą. Trasie bardzo ładnej, choć coraz częściej rozumiem, że człowiek skupiony na tym, by biec jak najszybciej nie podziwia widoków. Trasie pozwalającej przemierzyć dla zdrowia szlak, na którym zazwyczaj to zdrowie jest demolowane w weekendy. Biegnąc obok kilku znanych barów człowiek doznaje wyjątkowego oczyszczenia, dziękując sobie w duchu, że nie jest jednym z tych mieszkańców stolicy, którzy w niedzielę leczą kaca.

 

Film wykonany telefonem Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

 

Po ukończeniu biegu w czasie 25:10, wracałem pieszo do domu, mijając po drodze kilka grup bankietowiczów. Oni też wracali, też z imprez, ale z pewnością nie były to imprezy sportowe. W Warszawie widok facetów o zamglonym wzroku, często z butelką piwa upitą do połowy, w godzinach przedpołudniowych w sobotę lub niedzielę, nie należy do rzadkości. Ten widok jest jedną z rzeczy, jakie przynoszą największą satysfakcję tym, którzy wolą się poświęcić treningowi. Miło jest mijać takie osoby i świecić im w oczy medalem odebranym za ukończenie biegu, bo być może ten medal, jak wyrzut sumienia, zadziała na nich mobilizująco.

 

Fot. Przemysław Rudzki / Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

 

Zbyt wiele sobót i niedziel straciłem w życiu na to, by po imprezie poprzedniej nocy dojść do siebie. Z biegiem lat uznałem te dni za kompletnie zmarnowane. Doszedłem też do wniosku, że sam udział w jakimkolwiek biegu, bez względu na dystans, daje nam możliwość odtrącania różnych pokus. Niemal każdy, kto regularnie biega i stara się przygotować do biegów masowych, przynajmniej taką mam nadzieję, z pewnością traktuje to zadanie poważnie i nie baluje trzy noce z rzędu przed startem. Zdarzają się oczywiście wyjątki – ludzie idą na start prosto z imprezy, ale nie jest to oznaka szacunku dla własnego zdrowia. Nawet piątka przebiegnięta na dużym kacu lub – co gorsza – jeszcze pod wpływem – może mieć fatalne skutki. Chodzi oczywiście o odwodniony organizm, poddany wysiłkowi. Widziałem gościa, który kończył razem ze mną i zaraz za metą zwymiotował. W tym czasie, na tym dystansie, nie jest możliwe, by organizm tak bardzo ucierpiał, jeśli biegacz jest choć trochę przygotowany.

 

Dość lekkim krokiem setki ludzi mijały więc knajpy na ulicy Świętokrzyskiej, czy potem Mazowieckiej, która jest mekką stołecznych imprezowiczów. Sunęliśmy Miodową, a potem w dół, w kierunku Wisły, obok stadionu Polonii. To szybka trasa w końcówce, gdy biegniesz z górki, gorzej z początkiem, na którym można mnóstwo stracić. I chociaż czas, jaki zdołałem uzyskać to mój oficjalny życiowy rekord (już kiedyś udało mi się przebiec 5 km poniżej 25 minut podczas treningu), to mógł on być znacznie lepszy. Jednak wolne tempo biegu na pierwszej prostej, w tłumie ludzi (ustawiłem się, niestety, zbyt daleko), a także cholerny but, który rozwiązał mi się na trzecim kilometrze, sprawiły, że straciłem dobrych 20-30 sekund w ostatecznym rozrachunku. Efekt – miejsce dokładnie w połowie stawki na finiszu, co idealnie oddaje mój sens biegania. Nie mogę się ścigać z zawodowcami, ale też nie lubię być najgorszy :)

 

Fot. Przemysław Rudzki / Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)

 

Pogoda, w przeciwieństwie do tej z Półmaratonu Praskiego, była doskonała, wręcz wymarzona dla biegaczy. Piątka minęła mi szybko jak nigdy, choć przebiegłem ją w niemal takim samym czasie, jak dwa dni wcześniej, podczas treningu. Bieg z ludźmi daje jednak wielką moc, człowiek w zasadzie nie czuje zmęczenia.

 

Film wykonany telefonem Samsung Galaxy S7 Edge (więcej o Galaxy S7)


Spróbuję ten wynik poprawić już w niedzielę, na trasie Biegnij Warszawo, która też wygląda bardzo ciekawie. Bieganie stało się dla mnie nawykiem, od czasów gry w piłkę na poziomie juniorskim, tamtych treningów i obozów nie byłem w czymś tak regularny (poza pracą, rzecz jasna). W czymś robionym dla siebie i własnego zdrowia. Planuję więc kolejne starty, zastanawiam się nad biegiem w City Trail – to cykl startów w Lesie Bielańskim, jest ich sześć, w każdym miesiącu jeden, w otoczeniu natury. Pewnie się skuszę. 

 

Początki są trudne, ale niosą ze sobą dobre przesłanie: łatwo poprawia się rekordy, a to napędza człowieka i chce więcej. Kilka miesięcy temu biegałem w tempie 6:30 na kilometr, za chwilę będę spokojnie schodził poniżej pięciu minut, już często zdarzają mi się takie kilometry. Wciąż uważam, że najfajniejsze jest uczucie, kiedy już skończysz bieg, ale nie hamuję się przed tym, by zacząć. To jest w całej zabawie najtrudniejsze. Zwłaszcza, kiedy kilometry pokonuje się samemu.

 

Zdjęcia i filmy wykonane telefonem Samsung Galaxy S7 Edge  (więcej o Galaxy S7)

 

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~jonUżytkownik anonimowy
~jon :
No photo~jonUżytkownik anonimowy
hahahaha, o jezu, ale banialuki osoby która biegu tylko dla lansu. "Widziałem gościa, który kończył razem ze mną i zaraz za metą zwymiotował. W tym czasie, na tym dystansie, nie jest możliwe, by organizm tak bardzo ucierpiał, jeśli biegacz jest choć trochę przygotowany." - to pobiegnij kiedyś zawody na maxa, a nie dla robienia fotek, to zobaczysz, że nawet będąc super przygotowanym, to przy ekstremalnym dla własnego organizmu wysiłku - może Ci się Panie redaktorze na mecie zwyczajnie cofnąć, niezależnie czy to będzie 10 km, 5 km czy "krótkie" 1500m na bieżni
26 wrz 16 19:23 | ocena:100%
Liczba głosów:3
100%
0%
Link do tego komentarza: