Ultra sprawdzian w krainie Łemków i błota

zobacz zdjęcia » II Ultramaraton Bieszczadzki
 fot. Paweł Sławski  /  źródło: newspix.pl
13-10-2017 | 08:15

Autor: IP

Choć błotniste trasy nie wyglądają zachęcająco, to mają spore grono wiernych wielbicieli. Do tegorocznych zawodów Łemkowyna Ultra-Trail zgłosiło się ponad 1,5 tysiąca biegaczy. Najwięcej na królewski dystans – 150 km.

Podczas tego biegu z błotem trzeba się zaprzyjaźnić. Towarzyszy zawodnikom od startu każdego z pięciu dystansów niemal do samej mety. Jest integralną częścią i symbolem tej rywalizacji. Łemkowyna Ultra-Trail to jeden z najciekawszych, najbardziej charakterystycznych i cenionych biegów górskich na w naszym kraju. Jego niepowtarzalna atmosfera sprawia, że nawet ci, którzy na trasie przeklinają pomysł startu, po roku wracają, by jeszcze raz sprawdzić granice swojej wytrzymałości.

Warunki nigdy nie są łatwe

Główny Szlak Beskidzki, prowadzący z Ustronia do Wołosatego, na wysokości Krynicy wkracza do krainy Łemków. Beskid Niski przez wieki zamieszkiwany był i kształtowany przez tę mniejszość. Na spowitych porannymi mgłami pastwiskach i łąkach, obecność dawnych mieszkańców tych ziem wydaje się niemal namacalna. Choć zostały już po nich tylko samotne, trzyramienne krzyże, przemierzanie łemkowskich ścieżek w jesiennej aurze, podczas Łemkowyna Ultra-Trail może stać się mistyczną podróżą. Zwłaszcza na dystansie 150 km.

Do czwartej już edycji ŁUT zgłosiło się niemal dwa tysiące uczestników (1961). Najwięcej pobiegnie na koronnym, najdłuższym dystansie, który rozpoczyna się w Krynicy, a kończy w Komańczy u stóp Bieszczad. Śmiałkowie wyruszają o północy. Najlepsi meldują się na mecie po około 18 lub 20 godzinach. Wszystko zależy od warunków na trasie, a te nigdy nie są łatwe. W pierwszej części trzeba pokonać kilka pokaźnych potoków, których nie da się przejść suchą stopą. Zwłaszcza po ciemku, przy świetle czołówki. Jedyne fragmenty, na których biegaczom nie towarzyszy błoto, to odcinki asfaltowe, dające chwilę wytchnienia stawom skokowym.

 

Terenowy ultramaraton to trudne wyzwanie, ale przyciąga coraz więcej śmiałków 

 

W nocy i nad ranem czasem chwytają przymrozki. W rozległych dolinach wieją przenikliwe wiatry, a nie rzadko, jak przystało na jesienną porę, z nieba sączy się uciążliwy deszcz. Limit wynosi 35 godzin, więc wielu zawodników spędza w biegu dwie noce. Podczas tej drugiej często pojawiają się halucynacje. Biegacze dostrzegają dzikie zwierzęta, nieistniejące zabudowania, a także tajemnicze postaci przemykające linią lasu. Każdy kto wygrywa ze zmęczeniem i dociera do mety jest bohaterem.

Zupa dyniowa z imbirem dla biegacza

Zawodnicy nie są oczywiście pozostawieni sami sobie. Organizatorzy Łemkowyny mają spore doświadczenie w organizowaniu biegów i nieustannie podpatrują, jakie rozwiązania wprowadza się na zachodzie. To pasjonaci, którzy wiedzą z własnego doświadczenia, jak dogodzić biegaczowi. Dlatego na punktach żywieniowych nie brakuje kawy, herbaty, napojów izotonicznych, a także jedzenia – w tym bułek, pieczonych ziemniaków, makaronu, czy zup. Najsłynniejsza jest dyniowa z imbirem z Puław Górnych. Ten frykas uratował wynik niejednego startującego. 

Łemkowyna Ultra-Trail to jednak nie tylko 150 km, ale również krótsze dystanse. Każdy może dopasować bieg do swoich możliwości. I każdy może liczyć na spotkanie z błotem. Choćby na zbiegu do Przybyszowa, który musi pokonać niemal każdy. To błotnista rynna pomiędzy gęstymi zaroślami, której nie da się ominąć. Trzeba jakoś zsunąć się do nieco stabilniejszej nawierzchni łąk, by spotkać nagrodę w postaci punktu odżywczego.

Ekstremalne ściganie w Beskidzie Niskim zostało już dostrzeżone i docenione przez najważniejsze organizacje w świecie ultramaratonów górskich. ŁUT jest od początku kwalifikacyjnym biegiem do najsłynniejszych zawodów tego typu - Ultra Trail du Mont Blanc. Co więcej został przyjęty do elitarnego cyklu Utra Trail World Tour. Dzięki temu na starcie pojawia się międzynarodowa obsada, którą przyciąga nie tylko możliwość zdobycia punktów, ale również wyjątkowy klimat. Bo Łemkowyna to również promocja regionu – jego kultury i rzemiosła. Najłatwiej dostrzec to w trofeach wykonanych z krośnieńskiego szkła, czy medalach za ukończenie każdego dystansu w formie ręcznie klepanych dzwonków.

Prawie wszystkie drogi prowadzą do Komańczy

Tegoroczna Łemkowyna Ultra-Trail rozpocznie się w nocy z piątku 13 na sobotę 14 października. Swoją walkę z błotem rozpoczną wówczas biegacze na najdłuższych dystansach – 150 i 80 km. W sobotni poranek kolejno na czerwonym szlaku pojawią się uczestnicy ŁUT70, 48 i 30. Poza dystansem 80 km, który rozpoczyna swoją przygodę w Krynicy, a kończy w Chyrowej, celem wszystkich biegaczy jest Komańcza. Linia mety w tej miejscowości zostanie zamknięta w niedzielę 15 października o 11:00.