Po nieudanym sezonie, rewolucja u Sofii Ennaoui

zobacz zdjęcia » Sofia Ennaoui
 fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl
Michał Chmielewski 20-10-2017 | 21:34

Autor:

– To wielka ujma, że nie zdobyłam w Bydgoszczy złota mistrzostw Europy. Skompletowałam od początku cały sztab ludzi. Z poprzedniego został tylko trener – podsumowuje przeciętny sezon 2017 polska biegaczka średniodystansowa Sofia Ennaoui.

Sofia Ennaoui zajęła piąte miejsce w rankingu „Złote Kolce” dla najlepszych lekkoatletek 2017 roku w Polsce. Filigranowa biegaczka zdobywała punkty w wielu imprezach, stając w nich nawet na podium (złoto ME U23 w biegach przełajowych, srebro ME U23 na 1500 metrów i brąz halowych ME w Belgradzie na tym samym dystansie), ale sezon uważa za przeciętny.

– Złoto w Bydgoszczy to moja bolączka i nie mogę się z tym pogodzić, bo pracowałam na ten wynik. Nie weszłam też w MŚ w Londynie do finału, bo zabrakło mi 0,05 sekundy. Zabolało, chociaż w igrzyskach taka różnica pozwoliła mi do niego awansować, ale wciąż balansuję na granicy pewnego poziomu – podsumowuje 22-latka marokańskiego pochodzenia.

Po sezonie Ennaoui nie „obraziła się” na sport, jak praktykuje w okresie odpoczynku wielu zawodników, a przeciwnie – cały czas udzielała się w środowisku. – Promowałam różne inicjatywy, spotykałam się z dziećmi. To daje dużą satysfakcję – mówi reprezentantka Polski.

 

Sofia Ennaoui rozpoczęła przygotowania do nowego sezonu. Na początek doszło do kilku zmian personalnych w sztabie zawodniczki.

 

Równolegle jednak reorganizowała swoje życie, bo – jak uważa – właśnie zaczyna się jej droga do igrzysk w Tokio. 

– Zmieniłam menadżera, sztab szkoleniowy z wyjątkiem trenera Wojciecha Szymaniaka i opiekę medyczną. Szczególnie druga ekipa składa się teraz z zupełnie nowych mi ludzi. Mam teraz dietetyka, fizjoterapeutę, psychologa, specjalistę ds. przygotowania motorycznego i oczywiście dostępnych lekarzy na wszystkie dolegliwości. Dodatkowo zamierzam chodzić na pilates i jogę, a w czwartek rano poszłam pierwszy raz na trening bokserski. Ostatnie akurat było tylko moim marzeniem, ale pozostałe elementy mają dać efekty na bieżni – zapewnia „Zosia”.

Przeprowadziła się też do Wrocławia. – Zawsze miałam do tego miasta sentyment. Pokochałam je już dawno i postanowiłam, że kiedyś się tam przeprowadzę, ale dopiero, gdy skończę biegać. Przyspieszyłam to, bo chciałam coś zmienić, także pod kątem biegania. Może nowe środowisko przyniesie jakiś impuls i nie będę musiała więcej cierpieć po tym, jak zabraknie dla mnie miejsca w finałach dużych imprez? – zastanawia się i dodaje: – Postawiłam wszystko na jedną kartę, żeby mi się powiodło w lekkoatletyce. Więc musi.