Mo Farah odchodzi z podniesioną głową

zobacz zdjęcia » IAAF Athletics Diamond League meeting
 źródło: Reuters
24-08-2017 | 22:34

Autor:

Biegowym wydarzeniem finału Diamentowej Ligi w Zurychu był pożegnalny start Mo Faraha na 5000 m. Brytryjczyk opuszcza bieżnie z podniesiona głową, bo wygrał po zaciętym finiszu. Tomasz Lewandowski w biegu na 1500 metrów zajął 9. miejsce.

Przedostatnie zawody tegorocznego cyklu Diamentowej Ligi miały świetna obsadę i dostarczyły wielu emocji. Nic dziwnego – za zwycięstwo płacono aż 50 tysięcy dolarów, a chętnych do zgarnięcia głównej puli nie brakowało.

W biegu na 1500 metrów polski finalista mistrzostw świata zmierzył się z czołowymi Europejczykami oraz koalicją kenijskich biegaczy. Na tych ostatnich nie było w Zurychu mocnych. Zajęli 6 pierwszych miejsc. Wygrał Timothy Cheruiyot – 3.33,93. Wicemistrz świata, który w tym sezonie biegał już zdecydowanie szybciej (3.29,10 w lipcowej Diamentowej Lidze w Monako) wyprzedził Silasa Kiplagata 3.34,26 i mistrza świata Elijaha Manangoi 3.34,65. Marcin Lewandowski uzyskał rezultat 3.36,02.

Kibice ostrzyli sobie zęby także na bieg kobiet na 200 metrów spotkały się tam medalistki mistrzostw świata – Holenderka Dafne Schippers, Marie-Josee Ta Lou z Wybrzeża Kości Słoniowej i Shanuae Miller-Uibo (Bahamy) oraz najlepsza sprinterka ostatnich lat Elaine Thompson z Jamajki. Sprinterki nie zawiodły oczekiwań. Po pasjonującym biegu wygrała Miller-Uibo bijac rekord kraju – 21,88, przed Thompson – 22,00 i Ta Lou – 22,09.

Mocna obsadę miał także bieg kobiet na 800 metrów, ale na mecie nie było niespodzianek. Pierwsze trzy miejsca zajęły zawodniczki, które często spotykają się na podium wielkich imprez. Pierwsza była mistrzyni świata Caster Semenya (RPA) – 1.55,84 przed wicemistrzynia Francine Nyonsabą (Burundi) – 1.56,71 i Kenijką Margaret Wambui – 1.56,87 (życiówka). Czwarta na mecie Etiopka Habitam Alemu ustanowiła rekord kraju wynikiem 1.57,05.

 

 Mo Farah po raz kolejny, i ostatni, pokazał plecy rywalom na bieżni

 

Gwoździem czwartkowego wieczoru w Zurychu był ostatni bieg na bieżni najbardziej utytułowanego długodystansowca ostatnich lat – Mo Faraha. Czterokrotny mistrz olimpijski i sześciokrotny mistrz świata na 5000 i 1000 metrów miał skończyć swe stadionowe starty kilka dni temu w Birmingjam, ale dał się skusić organizatorom Weltklasse w Zurychu. Chodziło nie tylko o 50 tysięcy dolarów do wygrania, ale też rewanż na Etiopczyku Muktarze Edrisie, który sprzątnął mu sprzed nosa złoty medal mistrzostw świata na 5000 m. Bieg przypominał ten z Londynu – tempo nie było rekordowe, a na ostatnim okrążeniu walczyli o zwycięstwo co sami, którzy niedawno rywalizowali o czempionat globu – Edris, Farah, Paul Chelimo (USA) i Jomif Kejelcha (Etiopia). Różnica polegała tylko na tym, że w Zurychu walka była o wiele bardziej zacięta – wystarczy powiedzieć, iż wyniki całej czwórki zmieściły się w... 13 setnych sekundy.

Wygrał Farah – 13.06,05 przed Chelimo – 13.05,09, Edrisem – 13.05,09 i Kejelchą – 13.05,18. Brytyjczyk pożegnał się z przytupem i teraz spokojnie może skupić się na przygotowaniach do maratońskich startów.