Makwala jak Feniks z popiołów

zobacz zdjęcia »  Isaac Makwala
 źródło: Reuters
09-08-2017 | 23:14

Autor:

Co ciekawego działo się na bieżni w 6. dniu mistrzostw świata? Wyrzucany dzień wcześniej z imprezy Isaac Makwala w trybie awaryjnym awansował do finału 200 m. Mo Farah też zapewnił sobie finał na 5000 m. Ale to nie wszystko...

Isaac Makwala miał być jednym z bohaterów mistrzostw w Londynie. Typowany do medali na dystansach 200 i 400 metrów, zatruł się jednak hotelowym jedzeniem, zrezygnował z poniedziałkowego biegu eliminacyjnego na krótszym dystansie, ale dzień później chciał pobiec w finale na 400 metrów. Nieoczekiwanie nie został wpuszczony na stadion, bo twierdzono, że jako chory na (podobno) chorobę zakaźną, powinien przechodzić 48-godzinną kwarantannę. Zdania na temat zachowania służb porządkowych są podzielone. Bo brytyjskie przepisy zalecają takie postępowanie, ale nie stanowią prawa, które bezwzględnie należy stosować. Poza tym pojawiły się głosy, że nigdy takich kroków nie wdrożonoby w stosunku do zawodników którejś z lekkoatletycznych potęg. Botswana do nich nie należy...

– Nie sądzę, by Brytyjczycy nie pozwolili w takiej sytuacji, wystartować np. Mo Farahowi. Albo któremukolwiek innemu ze swoich rodaków. Pozwoliliby nawet Wayne’owi Rooneyowi – mówił sarkastycznie zawodnik z Afryki.

Przedstawiciele Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF), chcąc być może wyciszyć skandal, zaproponowali Makwali karkołomne rozwiązanie. Biegacz z Botswany miał mianowicie pobiec w środę, w indywidualnym biegu 200 metrów, na około 2,5 godziny przed półfinałami. Jeśli uzyskałby wynik lepszy niż 20,53 (który w eliminacjach gwarantował awans), dopuszczono by go do walki o finał.

Makwala podjął wyzwanie. Pobiegł w deszczu w czasie 20,20, a za metą wykonał jeszcze 5 pompek, by pokazać, że jest z nim wszystko w porządku i dzień wcześniej nadawał się do startu finałowego na 400 metrów. W półfinale także biegacz z Botswany nie miał wielkich problemów. Zajął 2. miejsce (gwarantujące awans do finału) z czasem 20,14, a cieszył się tak, jakby został już mistrzem świata. Szanse na złoto ma duże, bo typowany do zwycięstwa Wayde van Niekerk męczył się w półfinale starsznie. Zajął w nim 3. miejsce i awansował tylko dzięki przyzwoitemu czasowi – 20,28.

 

 Allyson Felix ma już w dorobku 14 medali mistrzostw świata, tyle samo co Usain Bolt i Marlene Ottey

 

W finale 5000 metrów wystąpi także Mo Farah, który będzie walczył o swój ostatni złoty medal na stadionie w karierze. Brytyjczyk tradycyjnie zaczął spokojnie, biegnąc nawet w ogonie stawki, ale w odpowiednim momencie znalazł się na czele. Dużym hartem ducha wykazał się Paul Chelimo. Kenijczyk w barwach USA przewrócił się i został z tyłu stawki w drugim półfinale, ale zdołał się pozbierać. Do mety dobiegł na 8. miejscu (awans zapewniało sobie automatycznie 5-ciu najlepszych), wszedł do finału jednak dzięki przyzwoitemu rezultatowi (13.24,88).

Biegową niespodzianką dnia było zwycięstwo Norwega Karstena Warholma. 21-latek do niedawna jeszcze zdobywał medale jako wieloboista, zmienił jednak specjalizację. W Londynie rozprawił się ze wszystkimi gwiazdami (48,35) – za jego plecami (na 3. miejscu) przybiegł m.in. dwukrotny mistrz świata, Amerykanin Kerron Clement (48,52).

W ostatnim finale dnia – 400 m kobiet – trzecia była Allyson Felix (50,08). Amerykanka zdobyła tym samym swój 14. medal mistrzostw świata i dołączyła do największych multimedalistów – Usaina Bolta oraz Marlene Ottey. I Bolt i Felix mogą poprawić swój dorobek medalowy, bo wystartują jeszcze w sztafetach.