El Dorado w Radomiu? Tylko dla polskich biegaczy

zobacz zdjęcia » W tym roku odbyła się IV edycja Półmaratonu Radomskiego Czerwca '76
 fot. Paweł Górka  /  źródło: Materiały prasowe
22-06-2016 | 23:13

Autor: Tomasz Łyżwiński

Półmaraton Radomskiego Czerwca '76 stał się jednym z najlepiej płatnych biegów – ale tylko dla Polaków. Zwycięzca zza granicy może liczyć ledwie na 1/3 tego co polski biegacz. – Tej strategii będziemy się trzymać – mówi organizator biegu Tadeusz Kraska.

Tomasz Łyżwiński: Pomysł z mocniejszym premiowaniem Polaków w Półmaratonie Radomskiego Czerwca '76 wprowadził pan w ubiegłym roku. Eksperyment chyba się powiódł, skoro także w ostatniej edycji biegu zastosowaliście to rozwiązanie?

Tadeusz Kraska: W zeszłym roku było to wprowadzone w nieco mniejszym wymiarze, ale już wtedy przyniosło widoczne efekty. Wśród pań, w pierwszej „płatnej” szóstce były cztery Polki, Ukrainka i Kenijka. U mężczyzn ten mechanizm wtedy jeszcze do końca nie zadziałał. W tym roku podnieśliśmy wysokość nagród w kategorii „krajowej” o około 30 procent, do 3 tysięcy złotych za zwycięstwo. Jednocześnie trochę zmniejszyliśmy wysokość nagród w kategorii „open” (1200 zł dla zwycięzcy-red.) oraz ograniczyliśmy w niej liczbę biegaczy objętych premiami. Przy czym jest możliwość dublowania się nagród, tzn. jeśli np. bieg wygrywa Polak to zgarnia on nagrody zarówno z kategorii „open” jak i „krajowej”. W tym roku do startu w Radomiu zgłosiło się kilka osób z krajowej biegowej elity. Oczywiście nie byli to ci, którzy szykują się np. do igrzysk olimpijskich, ale np. medaliści mistrzostw Polski – Błażej Brzeziński, Tomasz Grycko, Artur Kern, Anna Rostkowska czy Angelika Mach.

A co z zawodnikami z zagranicy?

Tadeusz Kraska: Zabrakło tym razem Kenijczyków, ale ja z tego powodu specjalnie nie ubolewam. Na niektórych biegach starty obcokrajowców przybierały niezwykłe wymiary – mówiło się wręcz np. o... mistrzostwach Ukrainy itp. W ubiegłym roku mieliśmy przypadek, że Kenijczyk zszedł z trasy. Nie podołał trudom półmaratonu. Nie jest tajemnicą, że zawodnicy z Afryki są u nas bardzo eksploatowani. Zwykle jedna grupa startuje intensywnie do czerwca, a potem jest zmieniana przez następną, która rywalizuje do końca sezonu. Ci ludzie są zwyczajnie zajechani. To przykre jeśli zawodnik biega w sobotę Nocny Półmaraton we Wrocławiu, a w niedzielę przyjeżdża na start do Radomia. W marcowym Biegu Kazików mieliśmy też taki przypadek, że biegacz startował gdzieś w Czechach, a potem pędził samochodem, żeby u nas pobiec 10 km. Jeśli ktoś choć trochę zna się na bieganiu, to musi mieć świadomość, że przy takiej filozofii startów, działają jakieś „siły nieczyste”. Uczciwe bieganie w takim wypadku raczej nie ma miejsca.


 Tadeusz Kraska (w środku) z byłym świetnym biegaczem Arturem Błasińskim i drugą na mecie Anną Rostkowską

 

Bez żalu zrezygnowaliście z afrykańskich biegaczy? Dla wielu organizatorów, to istotny aspekt zawodów, świadczący o ich „randze”...

Tadeusz Kraska: Sam biegam od wielu lat. Mam na koncie 110 maratonów i parę kultowych biegów. Mam też trochę wpływu na to jak wygląda bieganie w Radomiu. Czasami też ktoś słucha mojego zdania. A tutaj, choć zmieniały się władze, to stanowisko pozostawało takie samo. Nie było parcia na budowanie „międzynarodowej” rangi Półmaratonu Radomskiego Czerwca. Kiedyś nawet wprost padło pytanie: Kiedy wygra jakiś Polak? Władze patrzą trzeźwo na organizację tej imprezy, a przez to mi jest lżej ją przygotowywać. Oczywiście zawsze znajdą się osoby, które będą kręcić nosem, że na trasie nie ma Kenijczyków, czy innych nacji. Ja daleki jestem od rasizmu, ale bez żalu patrzę na brak w biegu cudzoziemców.

Nie obawia się pan, że dość wysokie nagrody mogą sprawić, że półmaraton będzie rozgrywany taktycznie przez biegowe koalicje?

Tadeusz Kraska: Na razie na to się nie zanosi. Widać to w przypadku zgłoszeń. Czołowi zawodnicy, że dopytują się o nazwiska konkurentów. Ja jedynie upewniam się, czy zgłaszający się biegacze elity chcą, aby ich nazwiska znalazły się na oficjalnej liście zgłoszeń, czy też chcą pozostać w cieniu. Nie widzę w tym nic złego, że zawodnik chce wystartować z zaskoczenia.

Plotka głosi, że zagraniczne ekipy nieoficjalnie kontaktowały się z panem licząc, że może pod stołem uda się wynegocjować jakieś dodatkowe premie...

Tadeusz Kraska: To prawda. Tajemnicą poliszynela jest to, że czasami organizatorzy godzą się na ekstra pieniądze dla zagranicznych biegaczy. Sam kiedyś na przykład wypłacałem zwroty kosztów podróży, czy pokrywałem koszty hoteli. Myślę, że taki telefony ma na celu sprawdzenie głównie tych właśnie opcji. Jednak sam sposób prowadzenia przeze mnie rozmowy jednoznacznie dawał do zrozumienia, że żadnych nadzwyczajnych ulg nie będzie.

Czy wprowadzenie takiego systemu premiowania może mieć wpływ na dalszy rozwój półmaratonu w Radomiu?

Tadeusz Kraska: Nie sądzę. Większości uczestników jest to obojętne, a nawet są za tym, by znieść wszelkie nagrody w biegach masowych, z czym ja akurat się nie zgadzam. Jako były biegacz wyczynowy uważam, że rywalizacja sportowa na takich imprezach powinna mieć miejsce. Bieganie z czysto rekreacyjnej postaci można uprawiać w lesie, a na takich zawodach element sportowej walki jest wskazany. Dużo w tym wypadku mówi też liczba zgłaszających się do biegu. W tym roku nie odbiegała ona od wcześniejszych trendów – to znaczy była nieco wyższa niż przed rokiem i wyniosła prawie 1200 osób.

 

 W tegorocznej edycji półmaratonu w Radomiu wystartowało prawie 1200 osób

 

Dużo jest takich imprez, których organizatorzy wyznają pana filozofię mocnego premiowania polskich biegaczy?

Tadeusz Kraska: W Polsce jest ich kilka i to od paru lat. Natomiast zagraniczna obsada jest szczególnie mile widziana na nowych imprezach pojawiających się w biegowym kalendarzu. Nawet w okolicach Radomia organizatorzy premierowych biegów zarzekali się, że Ukraińcy czy inni cudzoziemscy biegacze pojawili się u nich, bez dodatkowej motywacji finansowej, ale ja w to nie wierzę. 

Uważa pan, że gdyby większa liczba organizatorów biegów poszła pana śladem, to mogło by to podnieść poziom biegów długich w Polsce?

Tadeusz Kraska: Myślę, że tak, ale sprawa jest o wiele bardziej złożona. Ja wywodzę się ze środowiska biegowego i nie mam problemów z wdrażaniem systemu odpowiedniego premiowania Polaków. Inaczej z pewnością na to patrzą szefowie firm trudniący się organizowaniem biegów. Oni zawsze będą dbać o oprawę zawodów, a więc także odpowiednią obsadę międzynarodową. W tym wypadku nie należy liczyć na to, że sposób nagradzania biegaczy w Radomiu zyska ich uznanie. Trudno jednak mieć o to pretensje...