Bogusław Mamiński znów w wielkiej formie

zobacz zdjęcia » BIEGNIJ WARSZAWO 2015
 fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl
20-09-2017 | 23:52

Autor: Tomasz Łyżwiński

Wicemistrz świata na 3000 m z przeszkodami z 1983 roku, będzie w najbliższych tygodniach mocno zapracowany. Najpierw wystąpi w roli organizatora i zawodnika w Biegnij Warszawo, a potem startuje... w słynnym nowojorskim maratonie.

Tomasz Łyżwiński: Jak na człowieka po sześćdziesiątce to prowadzi pan bardzo intensywny tryb życia. Niedawno startował pan w BMW Półmaratonie Praskim, a niebawem przed panem kolejne mocne sportowe wyzwania...

Bogusłąw Mamiński: Trzeba dbać, aby nie przybyło zbyt wiele kilogramów. A rekreacja to doskonały sposób na zachowanie dobrej sylwetki i zdrowia.

Pierwszego października na 10-kilometrowej trasie Biegnij Warszawo wystąpi pan w podwójnej roli biegacza i szefa całej imprezy. Da pan radę?

Bogusław Mamiński: Nie pierwszy raz tak robię więc mam w tym względzie już pewne doświadczenie. Różnica jedynie będzie taka, że w poprzednich latach biegłem zupełnie rekreacyjnie, dobrze się bawiąc i rozmawiając po drodze z innymi uczestnikami. Teraz występ potraktuję bardziej poważnie, bo jest to jeden z etapów moich przygotowań do startu w nowojorskim maratonie.

Dlaczego właśnie tam pan się wybiera? Trasa w Nowym Jorku nie sprzyja uzyskiwaniu dobrych rezultatów...

Bogusław Mamiński: Ale to największy maraton na świecie. Co roku kończy go ponad 50 tysięcy ludzi. Poza tym to bieg ze wspaniałym, niepowtarzalnym klimatem. Warto to przeżyć na własnej skórze. Druga sprawa na którą zwracam uwagę startując w różnych miejscach na świecie, to przygotowanie takich imprez. Jako organizator Biegnij Warszawo, staram się zawsze zdobywać nowe doświadczenia i podpatrywać jak takie biegowe zawody robią inni. Na nowojorskim maratonie bylem już w roli widza kilka lat temu. Amerykanie np. już wtedy blokowali boczne ulice dochodzące do głównej trasy maratonu. Robili to na różne sposoby. Usypywali góry piachu, albo stawiali duże ciężarówki itp. Było to na długo przed pierwszymi zamachami terrorystycznymi z użyciem samochodów...

Która to już będzie pańska edycja Biegnij Warszawo?

Bogusław Mamiński: Wliczając w to pierwsze biegi organizowane jeszcze przez Nike, to będzie dziewiąta impreza.

Każdą następną robi się łatwiej?

Bogusław Mamiński: Na pewno ma się większe doświadczenie i można uniknąć prostych błędów, ale każda kolejna edycja jest inna – wymaga takiego samego zaangażowania. Poza tym za każdym razem potrzebne są nowe pomysły. Co roku Biegnij Warszawo ma inną myśl przewodnią, która ma być też inspiracją dla uczestników. W tym roku np. przygotowania odbywają się po znakiem rywalizacji Warsa i Sawy, czyli mężczyzn z kobietami. Zwykle na imprezach biegowych kobiety stanowią mniejszość. Na maratonach to ledwie kilkanaście procent ogółu. U nas na liście startowej jest niemal pól na pół. Był nawet moment, że kobiety przeważały.

Co szykuje pan na przyszły rok?

Bogusław Mamiński: To na razie tajemnica, ale będzie naprawdę ciekawie. Przygotowujemy wiele niespodzianek, bo trzeba godnie zaznaczyć jubileuszową 10. edycję biegu. Pod koniec roku zorganizuję specjalną konferencję i wtedy zostanie zaprezentowany cały program imprezy.

Znakiem firmowym każdej edycji Biegnij Warszawo jest koszulka – za każdym razem w charakterystycznym kolorze...

Bogusław Mamiński: Ponieważ w regulaminie naszego biegu jest punkt nakazujący uczestnikom występ w koszulkach organizatora musimy dbać o to, by był to sprzęt najwyższej jakości. Jakość oraz kolory chyba odpowiadają biegaczom, bo często spotykam podczas treningu ludzi, którzy mają na sobie modele nawet sprzed kilku lat. W tym roku będą koszulki w kolorze morskim, ale jak to żartobliwe określiliśmy – to odcień bardziej morza Bałtyckiego, a nie wód Lazurowego Wybrzeża.

 


 Co roku na początku października w Biegnij Warszawo startuje blisko 10 tysięcy ludzi

 

A który kolor panu się najbardziej podobał?

Bogusław Mamiński: Niebieski, z pierwszej edycji biegu. Ale to chyba raczej ze względów sentymentalnych...

Wiele biegowych imprez z roku na rok powiększa swą ofertę wprowadzając np. nowe dystanse, nie myśli pan o tym, by coś jeszcze dorzucić do programu?

Bogusław Mamiński: Biegnij Warszawo od początku ma przesłanie rekreacyjne i tak pozostanie. Nie przypadkiem wybraliśmy dystans 10 kilometrów. To odległość, którą jest w stanie pokonać każdy, nawet jeśli w ogóle nie trenuje. Chodzi o dobrą zabawę i zachęcanie do rekreacji fizycznej. Proszę zwrócić uwagę, że wszyscy mijają linię mety uśmiechnięci i zadowoleni. W przypadku rywalizacji półmaratońskiej czy maratonu, te twarze są umęczone i mocno powykrzywiane. W ogóle intensywny amatorski trening np. w ramach maratońskich przygotowań przynosi często więcej szkody niż pożytku. Biegacz zamiast tryskać energią, ma kłopoty. Na krótszych dystansach tego niebezpieczeństwa nie ma. Co do wprowadzania nowych dystansów do programu imprezy, to uważam, że to nie ma sensu. To trochę takie rozmienianie się na drobne. My co prawda mamy, przy okazji Biegnij Warszawo, także marsz Nordic Walking, ale to raczej forma zachęty i prowokowanie do ruchu tych, którzy zwykle do tej pory występowali w roli widzów.

Pana sława jako dobrego organizatora biegowych imprez wyszła już poza granice kraju, bo poznali się na panu m.in. Włosi...

Bogusław Mamiński: Zorganizowałem u nich Bieg na Monte Cassino w 2014 roku. Duże znaczenie miał fakt, że jako zawodnik przez 10 lat startowałem w barwach klubu Atletica Bojanese. Z tamtych czasów zostało mi wiele dobrych kontaktów, które wykorzystałem przy okazji tego przedsięwzięcia. Chodziło o uczczenie 70. rocznicy ataku polskich żołnierzy na Monte Cassino. 10-kilometrowy bieg na górę z udziałem wielu polskich biegaczy zrobił na wszystkich duże wrażenie.

Skąd w ogóle wziął się pomysł, by zorganizować tam bieg?

Bogusław Mamiński: Wszystko zaczęło się od mojego teścia – wielkiego patrioty. Kilka lat temu bardzo chciał pojechać na Monte Cassino. Byliśmy na cmentarzu i w klasztorze oraz w miasteczku. Potem zapytał dlaczego nie zrobię tam biegu. To był dobry pomysł.

Ale mimo to zorganizował pan tam bieg tylko jeden raz...

Bogusław Mamiński: Włochom tak się podobało, że chcieli, by impreza odbywała się co roku. Ale mi nie o to chodzi. Ważne jest uczczenie polskich żołnierzy, którzy tam walczyli i ginęli. Wymiar sportowy ma w tym wypadku drugorzędne znaczenie. Bieg nie przypadkiem odbył się w 70. rocznicę bitwy. Następny planuję za 2 lata – w 75. rocznicę i tak dalej, co 5 lat. To nie mogą być pospolite doroczne zawody.