Arkadiusz Gardzielewski: W Pile emocje murowane!

zobacz zdjęcia » Arkadiusz Gardzielewski
 fot. AG  /  źródło: Materiały prasowe
01-09-2017 | 12:40

Autor: Grzegorz Dulnik

Arkadiusz Gardzielewski w tym sezonie m.in. obronił tytuł Wojskowego Mistrza Świata w maratonie i wygrał mistrzostwa kraju na 10 000 m. Apetyt przed jesiennymi startami nie zmalał. Biegacz WKS Śląsk Wrocław chce zdobyć medal MP w pilskim półmaratonie i być na podium w Maratonie Warszawskim.

Grzegorz Dulnik: W niedzielnym Półmaratonie Philips Piła będzie pan startował już po raz trzeci. Do tej pory w Pile zdobył pan dwa medale mistrzostw Polski – w 2012 roku złoto oraz brąz w 2015 roku. Ma pan chrapkę na drugi w karierze tytuł w półmaratonie?

Arkadiusz Gardzielewski: Czekam na ten start z niecierpliwością ponieważ to właśnie będzie mój główny sprawdzian formy przed jesiennym maratonem. Jestem dobrej myśli, od połowy lipca trenowałem naprawdę ciężko. Zrealizowałem prawie cały program treningowy, który sobie założyłem, co zawsze jest dobrą oznaką. W Pile będę oczywiście startował na zmęczonych nogach ponieważ nie mogę sobie pozwolić na pełny odpoczynek. Zazwyczaj jednak taki delikatny ,,tapering" wystarczał, aby osiągać dobre rezultaty.

Faworytami biegu w Pile są m.in. Szymon Kulka, Paweł Ochal no i oczywiście pan. Wszyscy trzej jesteście ambasadorami marki Asics biegając w barwach grupy Asics FrontRunner Polska. Możliwe więc jest całe podium dla FrontRunnerów...

Arkadiusz Gardzielewski: Oby! Z pewnością jednak więcej osób myśli o tym, aby stanąć na podium mistrzostw Polski. W każdym razie jeśli w komplecie staniemy na starcie to emocje będą murowane. Asics FrontRunner Polska to grupa osób, które charakteryzuje ambicja, charyzma i pracowitość. To widać po rezultatach jakie osiągamy. Myślę, że nasza zdrowa rywalizacja oraz chęć doskonalenia jest również motorem napędowym dla pozostałych członków naszej drużyny oraz wielu amatorów biegania. 

Ten sezon jest dla pana bardzo udany. Złote medale indywidualnie i drużynowo na Mistrzostwach Świata Wojskowych w maratonie z Ottawy, złoty medal MP na 10 000 m z Rybnika, złoty medal z Jeleniej Góry w przełajach czy życiówka na 10 km. Czuje się pan mocniejszy będąc sam sobie trenerem?

Arkadiusz Gardzielewski: Zdecydowanie. Odkąd zacząłem trenować siebie samego, wyniki cały czas są lepsze, a moja skuteczność biegania zdecydowanie się poprawiła. Przez lata obserwacji oraz zbierania doświadczeń wypracowałem pewne metody treningowe, które bardzo dobrze się sprawdzają. Poza tym zacząłem bardzo dużą uwagę przywiązywać do regeneracji. Dokładnie monitoruję poziom zmęczenia. Odpowiedni wypoczynek stał się ważniejszy niż trening. Stara biegowa prawda mówi, że trening tak naprawdę działa w trakcie odpoczynku! Moje podejście do treningu sprawdza się również w mojej pracy trenerskiej. Niestety, większość biegaczy amatorów realizuje mocny program treningowy za wszelką cenę, takie podejście nie jest skuteczne a ewentualne efekty są krótkotrwałe. 

 


 W maju w Ottawie Arkadiusz Gardzielewski obronił tytuł Wojskowego Mistrza Świata w maratonie

 

Jako jeden z nielicznych, a przynajmniej niewielu polskich zawodników się do tego przyznaje, w swoich przygotowaniach korzysta pan z namiotu tlenowego. Na czym to polega i czy to w ogóle działa?

Arkadiusz Gardzielewski: Stosuję sztuczną hipoksję od kilku lat. Korzystam z niej jednak stosunkowo rzadko. Dla organizmu jest to potężny bodziec, który często generuje bardzo duże zmęczenie. W związku z tym, łączenie go z mocnym treningiem jest bardzo ryzykowne lub wręcz niewskazane. Namiot tlenowy na pewno jest w stanie sprowokować wyrzut erytropoetyny, więc jeśli potrafimy go łączyć z treningiem to osiągniemy korzyści. Dodatkowym problemem jest konieczność eksmitowania żony z sypialni na salonową kanapę, czego bardzo nie lubi. Na szczęście sama jest sportowcem, więc dobrze rozumie, co znaczą sportowe wyrzeczenia.

Na codzienny trening przeznacza pan ok 4-5 godzin i składa się on głównie z długich wybiegań. Niechętnie stosuje pan inne formy treningu np. ćwiczenia na sali, core stability itp. Nie czuje pan, że takie ćwiczenia mogłyby być pomocne?

Arkadiusz Gardzielewski: Mój trening składa się przede wszystkim z biegania co nie znaczy, że stosuję wyłącznie długie wybiegania. Około 17-20 procent objętości mojego treningu to akcenty biegowe. Jest to całkiem sporo. Ćwiczenia wzmacniające stosuję prawie wyłącznie w okresie przygotowawczym. W BPS koncentruję się już wyłącznie na bieganiu, rozciąganiu oraz regeneracji. Trening oraz obowiązki około treningowe wypełniają mój czas często od samego rana do późnego wieczora. Poza tym treningi biegowe są na tyle intensywne, że dodatkowe bodźce w postaci treningu funkcjonalnego byłyby niewskazane. Nie polecam jednak tego biegaczom amatorom, dla których trening w takich proporcjach jest niewskazany. Moje ciało po wieloletnim treningu doskonale kompensuje obciążenia. Biegacz amator, który nie ma wypracowanej poprawnej techniki, musi dzielić uwagę pomiędzy trening biegowy a funkcjonalny.

Powiedział pan kiedyś, że odkąd zaczął biegać nigdy nie był na wakacjach. Czy w tym roku też się nie udało?

Arkadiusz Gardzielewski: Niestety, wszystkie plany wakacyjne spaliły na panewce. Nie mamy z żoną na nie czasu, chociaż bardzo byśmy tego chcieli. Urszula trenuje skok wzwyż i kiedy ja mam „wolne” to ona startuje lub buduje formę na kolejny sezon. Mam nadzieję, że jednak znajdziemy na wakacje kiedyś czas. 

Po zakończeniu kariery sportowej planował pan skupić się na karierze wojskowej. To jest dalej aktualne? Nie zostanie pan przy bieganiu, np. w roli trenera?

Arkadiusz Gardzielewski: Zobaczymy jak sytuacja się rozwinie. Jestem w tej chwili dosyć mocno zaangażowany w trenowanie biegaczy amatorów i jeżeli praca trenerska w dalszym ciągu będzie sprawiała mi tyle satysfakcji, to być może zmienię zdanie!