Kolejny falstart rekordzisty świata

zobacz zdjęcia » Dennis Kimetto
 źródło: AP
11-12-2017 | 11:33

Autor:

Dennis Kimetto, po pobiciu rekordu świata w 2014 r. w Berlinie (2:02.57), nie może wrócić na maratoński szczyt. Kolejna próba – w Honolulu – znów skończyła się niepowodzeniem.

Po niesamowitym biegu przed 3 laty Kenijczyk zapowiadał jeszcze lepsze występy, ale życie zweryfikowało mocno jego plany. Kontuzje sprawiły, że zniknął ze światowych list, a jego miejsce zajęli inni wielcy biegacze z Czarnego Lądu. W 2016 roku pojawił się na maratonie w Londynie, ale nie mógł tego startu zaliczyć do udanych – wynik 2:11.44 i 9. miejsce, to było znacznie poniżej jego ambicji.

KImetto nie poddał się i po wyleczeniu wszystkich urazów zapowiedział triumfalny powrót tej jesieni. Pierwszy występ okazał się falstartem. Kenijczyk pobiegł na początku października w Chicago, był w czołówce jeszcze w połowie maratonu, ale do mety nie dotarł. Wciąż był jednak pewny, że jego forma jest wystarczająca do uzyskania dobrego rezultatu, dlatego zdecydował się pobiec jeszcze w tym roku – na miejsce akcji wybrał maraton w Honolulu. Nie mógł tam liczyć na gaże zbliżone do tych z World Marathon Majors (na Hawajach za zwycięstwo płacono 25 tysięcy dolarów), ale z bonusami za szybki bieg, na jego konto mogło trafić 40 tysięcy dolarów. Szanse na rekordy były, bo prognozowano, że temperatura w dniu biegu nie przekroczy 20 stopni Celsjusza, a wiatr będzie umiarkowany.

 

 Lawrence Cherono do zwycięstwa w Amsterdamie dołożył teraz triumf w Honolulu

 

Przed startem Kimetto zapowiadał, że chce poprawić rekord pagórkowatej trasy, ubiegłorocznego zwycięzcy Lawrence’a Cherono – 2:09.39. Rekordzista maratonu w Honolulu przyjechał tym razem na Hawaje nie w pełni wypoczęty, bo ostatni start zaliczył ledwie 2 miesiące wcześniej, wygrywając w Amsterdamie ze świetnym czasem 2:05.09. Jako kandydatów do zwycięstwa wymieniano też trzykrotnego zwycięzcę z Amsterdamu Wilsona Chebeta oraz zaledwie 23-letniego Kenijczyka Festusa Talama. Ten ostatni był przed rokiem na Hawajach pacemakerem i mocno przyczynił się do pobicia rekordu. Prowadził przez 30 kilometrów, przy czym ostatnie 10 km przebiegł w czasie 30.35.

Talam, legitymujący się życiówką 2:06.13, biegł w czołówce, a w końcówce próbował nawet atakować i samotnie dotrzeć do mety. Sztuka się nie udała, podobnie jak kolejny start Kimetto. Rekordzista świata już na półmetku tracił ponad 5 minut do liderów uzyskując czas 1:10.42. Kilka kilometrów dalej Kenijczyk zszedł z trasy i ten rok skończy w fatalnym humorze.

Okazało się, że niespełna 8 tygodni, to wystarczający czas by się dobrze zregenerować, bo Lawrence Cherono nie dość, że wygrał, to znów poprawił swój rekord w Honolulu. Kenijczyk tym razem uzyskał czas 2:08.26. Drugi był Chebet – 2:09.54, a trzeci – kolejny Kenijczyk Vincent Yator (2:10.37). Cherono zgarnął pełną pulę finansową, bo oprócz zwycięstwa dostał bonus za rekord i wynik poniżej 2:09.00.

Z sumą 40 tysięcy dolarów wyjeżdża też z Hawajów zwyciężczyni maratonu Brigit Kosgei. Kenijka poprawiła rekord trasy o ponad 5 minut, uzyskując wynik 2:22.15 i zajmując... 6. miejsce w klasyfikacji open. Podobnie jak Cherono na jesieni jest bardzo zapracowana, bo wcześniej startowała 2 miesiące temu w Chicago, zajmując 2. miejsce z czasem 2:20.22. W Honolulu za Kosgei przybiegły jej rodaczki – Nancy Kiprop 2:29.16 i Joyce Chepkirui 2:33.18.

Wysokie miejsce – 13 – w klasyfikacji generalnej zajął też polski maratończyk Wojciech Kopeć.