Debata: Jak robić bieg masowy, by było miło i bezpiecznie?

zobacz zdjęcia » Półmaraton Warszawski, biegi
 fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl
05-12-2017 | 22:23

Autor: Tomasz Łyżwiński

W stolicy spotkała się konstelacja lekkoatletycznych gwiazd, których dokonania mogą przyprawić o zawrót głowy (m.in. 11 medali igrzysk w dorobku). Goście z Polski i zagranicy rozmawiali o problemach i organizacji biegów masowych.

Na Warszawskiej Debacie Biegowej pojawili się nie tylko sportowcy i działacze związani z bieganiem. Oprócz Ireny Szewińskiej, Wandy Panfil, Bogusława Mamińskiego, Pawła Januszewskiego czy Piotra Długosielskiego byli też m.in. Jacek Wszoła, Tomasz Majewski, Zdzisław Hoffman oraz Sebastian Chmara. W dyskusji uczestniczyli również zaproszeni specjalnie organizatorzy wielkich niemieckich biegów – maratonów w Berlinie, Frankfurcie i Hanowerze.

– Z goścmi zza zachodniej granicy współpracujemy od dawna. Nasze kontakty sięgają nawet czasów, kiedy byliśmy zawodnikami i startowaliśmy w tamtejszych biegach – mówi Bogusław Mamiński, jeden ze współorganizatorów wydarzenia.

Głównymi tematami dyskusji było usprawnianie organizacji, szczególnie na dużych imprezach biegowych oraz bezpieczeństwo i zabezpieczenie medyczne imprez. Można się było np. dowiedzieć, że służby ratownicze w Niemczech muszą w ciągu maksimum 10 minut dotrzeć do osoby potrzebującej pomocy (wymóg prawny), czy też tego, że organizatorzy biegów masowych w tym kraju wcale nie oczekują od uczestników regularnych badań lekarskich. Oto kilka wątków, które pojawiły się w Warszawskiej Debacie Biegowej.

Renata Kaznowska, wiceprezydent m. st. Warszawy: Ważne dla nas jest wciąganie w interakcję mieszkańców stolicy. Udaje nam się to nieźle na przykład w przypadku Triady Biegowej. To prawda jednak, że zrobienie w mieście biegu tak, by każdy w tym czasie znalazł swoje miejsce i był zadowolony, jest trudne. Warszawa biegami stoi. Mamy 2 maratony, 2 półmaratony i ponad 300 innych imprez biegowych.

Irena Szewińska: Nie biegam maratonów. Często pytano mnie ile kilometrów przebiegłam na treningu, a ja nigdy nie wiedziałam, bo nie liczyła się długość biegania, ale jakość. Zawsze powtarzam, że jak mam stać, to wolę chodzić. Jak mam chodzić, to wolę truchtać. Patronuję Irena Womens Run – nie biegam, bo dla mnie 5 km to dużo, ale kibicuję i trzymam kciuki za kobiety, które biorą udział w rywalizacji. Ten bieg ma swój klimat i świetną trasę dzięki Bogusławowi Mamińskiemu, który osobiście ją wytyczał. To, przy maratonach, taka mała perełka.

 

 Debata była okazją do spotkania starych znajomych: Christopha Koppa, Wandy Panfil i Bogusława Mamińskiego

 

Christoph Kopp (wieloletni dyrektor maratonu w Berlinie): Kiedy robi się tak dużą imprezę, to ludzie wcale nie muszą być happy, to oczywiste. Ale jeśli ona jest na wysokim poziomie to ludzi można jakoś zachęcić do zaangażowania. We Frankfurcie np. przy okazji biegu jest w mieście około 80 imprez muzycznych. Ci narzekający mogą znaleźć coś dla siebie. Duża impreza wymaga przejrzystych procedur – każdy powinien dokładnie wiedzieć za co odpowiada. Konieczna jest sprawna współpraca ze wszystkimi miejskimi służbami. Bezpieczeństwo jest najważniejsze i koszty jego zabezpieczenia coraz bardziej rosną. W Berlinie, ale też w całych Niemczech, coraz mocniej angażujemy się w profilaktykę medyczną. Jeśli ktoś był chory przed maratonem, to nie powinien startować, bo to często prowadzi do śmierci. Musimy kłaść nacisk na wykrywanie wcześniej schorzeń, by unikać kryzysowych sytuacji.

Jo Schindler (dyrektor maratonu we Frankfurcie): Stan zdrowia biegacza, to istota całej sprawy. Pytanie jak uświadamiać uczestników imprezy w tym względzie. We Frankfurcie mamy specjalne formularze do wypełnienia w których biegacz określa stan swojego zdrowia. Jeśli okazuje się, że zawodnik jest chory, może przesunąć swój start na przyszły sezon, bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Co roku do naszego maratonu zgłasza się 18 ludzi. Z tej puli około 1 tysiąca nie staje na starcie. W tej grupie jest 500 osób, które muszą zrezygnować ze względów zdrowotnych. Po sprawdzeniu zaświadczeń lekarskich, bez problemu przepisujemy tych uczestników na przyszły sezon. Chodzi o to, by ludzie nie w pełni zdrowi, nie startowali bojąc się, że przepadną im pieniądze za pakiet startowy, bo ryzyko kłopotów mocno rośnie. Statystycznie rzecz ujmując, trzeba zawsze liczyć się z tym, że ktoś na trasie umrze. Ale to ryzyko należy maksymalnie ograniczać. Na maratonie we Frankfurcie był jeden wypadek śmiertelny. Dokładnie go analizowaliśmy. Zmarł biegacz  z 15-letnim stażem. Okazało się, że 3 tygodnie wcześniej był przeziębiony. Zasłabł na 40. kilometrze pomoc nadeszła szybko, ale nie udało mu się pomóc. Dlatego obowiązkowe badania lekarskie dla amatorów nie załatwią sprawy. Co z tego, że ktoś je zrobi skoro startuje np. kilka miesięcy później i wtedy stan jego zdrowia może być zły? Dlatego mu stawiamy na podnoszenie świadomości zdrowotnej biegaczy.

 


 Ciekawe spostrzeżenia na temat zabezpieczenia imprez masowych wymieniali m.in. (od lewej) Piotr Długosielski, Kopp, Carsten Krebs i Jo Schindler

 

Carsten Krebs (dyrektor maratonu w Hanowerze): Proponowane obowiązkowe badania lekarskie dla biegaczy amatorów, tak popularne we Francji czy Włoszech, w Niemczech nie są przez nas promowane. To nie organizator ma dbać o to, by uczestnik imprezy był zdrowy. Nie można zdejmować odpowiedzialności z biegaczy. Do startu trzeba się odpowiednio przygotować, bo maraton, jak u nas mówimy, to nie jest stajnia dla kucyków. Liczba interwencji medycznych w trakcie maratonów spada i ten trend się u nas utrzymuje. To oznacza, że postawienie na profilaktykę i uświadamianie biegaczy, przynosi skutki. Osiągamy to nie przez nudne wykłady i pogadanki, ale ciekawe – czasami zabawne – spotkania z ludźmi niekoniecznie związanymi bezpośrednio z bieganiem. Przepisy niemieckie stanowią, że podczas imprezy masowej służby medyczne muszą dotrzeć do osoby potrzebującej pomocy w ciągu 10 minut. To sprawia, że maratony są najbezpieczniejszym miejscem w kraju, bo jeśli ktoś zasłabnie np. w domu, to czasami czeka na lekarza dłużej.

Dr n. med. Robert Gajda (grupa Gajda-Med, kardiochirurg): W 2014 roku, przy okazji Biegnij Warszawo, proponowaliśmy biegaczom bezpłatne badania lekarskie. W imprezie uczestniczyło ok. 10 tysięcy ludzi, a na konsultacje zgłosiło się 100 osób. To obrazuje jakie podejście do spraw zdrowotnych ma środowisko biegowe. Moja Poradnia Medycyny Sportowej przeprowadza rocznie około 2,5 tysiąca badań sportowców zajmujących się wyczynowo różnymi dyscyplinami. Oni zgłaszają się, bo muszą obowiązkowo mieć zaświadczenie lekarskie. W ciągu trzech lat, z własnej woli, na płatne badania, przyszło do mnie 60 zawodików. Co to oznacza? Że sportowcy, także amatorzy, nie badaliby się w ogóle, jeśli nie są do tego zmuszeni.